Choć niewielu z nas się do tego przyznaje, jesteśmy uzależnieni od smartfonów. A konkretniej – od komunikacji. Wysyłamy sms-y, komunikujemy się ze znajomymi na portalach społecznościowych. Lubimy też rozmowy wideo. To wszystko jest sygnaturą naszych czasów i na pewno nie będę nikogo próbował od tego odwieść. Ale problem w tym, że te ulubione zwyczaje i aktywności komunikacyjne często przenosimy również za kierownicę.

Znam takich, którzy mówią: „Jestem dobrym kierowcą. Mam podzielną uwagę. Wysyłanie wiadomości z komórki podczas prowadzenia auta nie sprawia mi najmniejszego problemu. Niech się martwią ci, co nie dają sobie z tym rady. Zdobycze techniki są po to, żeby z nich korzystać”. I od tego zacznę.

Dlaczego właśnie od tego? Dlatego, że są sytuacje, w których indywidualne zdanie konkretnego kierowcy nie ma najmniejszego znaczenia. Dlaczego nie ma znaczenia? Dlatego, że nie ma wpływu na rzeczywistość. Choćby ktoś był przekonany o tym, że jego umysł jest wyjątkowo wielowątkowy w swojej naturze, to i tak nie oszuka ograniczeń, jakie nakładają na nas nasze zmysły i prawa fizyki.

Ale zaraz… Przecież mówimy o prostej rzeczy: prowadzeniu samochodu. Więc jakie zmysły, jakie znowu prawa fizyki? Co to za komplikowanie rzeczy, które są dla każdego proste i oczywiste? Już podpowiadam. A podpowiedź tę kieruję szczególne do tych, którzy mają w zwyczaju naciągać zasady do własnych przyzwyczajeń i wyznają motto: „Skoro ja coś robię, to jest to dobre i tak powinno być, a każdy, kto próbuje mnie ograniczać, marudzi”.

A więc wiedzcie, fani esemesowania za kierownicą, że choćbyście mieli umysły tak wielozadaniowe jak wielordzeniowy procesor, to jeżeli Wasz wzrok skupi się na ekraniku smartfona, nie będziecie w stanie obserwować drogi. I jeżeli wydarzy się na niej coś niespodziewanego, umknie to Waszej uwadze. Kiedy już się ockniecie ze smartfonowego letargu, może być za późno. Tak, jak na tym filmie:

To jest jedna z tych sytuacji, gdzie mądrym trzeba być przed szkodą, bo jej skutki są tak poważne, że po fakcie będzie już za późno. Trudno nie zadać sobie pytania: ilu z nas wie o możliwych skutkach zabawy telefonem podczas prowadzenia samochodu? Zapewne wielu. Gdyby tak nie było, to po obejrzeniu takiego filmu, wszyscy szybko by zapominali o zaglądaniu w ekran komórki podczas prowadzenia auta.

Prewencja nie jest naszą wiodącą narodową cechą. Jesteśmy dobrzy w organizowaniu manifestacji żałobnych po tragicznych wydarzeniach, ale nie w dokładaniu wszelkich starań, aby tym wydarzeniom zapobiec.

Żeby zaczęto masowo i skrupulatnie odśnieżać dachy budowli, musiał się najpierw jeden taki dach zawalić. Żeby w kopalniach zaczęto pilnować instalacji odpowiedzialnych za przeciwdziałanie wybuchom gazu, musiało najpierw dojść do wybuchu. Żeby ktoś wreszcie załatał wielką dziurę w jezdni, ktoś inny musiał urwać sobie na niej zawieszenie swojego samochodu.

Myślisz, że ogarniasz jednocześnie i drogę, i ekran telefonu? Tylko tak Ci się wydaje...

To są jednak zjawiska, na które nie zawsze masz wpływ. Za to jeżeli chodzi o zabawę telefonem w samochodzie, każdy z nas, tu i teraz, może coś zmienić na lepsze. Jeżeli ktoś nie potrafi zupełnie zrezygnować z esemesowania podczas jazdy, bo potrzebowałby do tego sesji odwykowej u psychoterapeuty (i tutaj piszę najzupełniej poważnie i ani myślę się z takich ludzi nabijać), to niech chociaż ograniczy ten proceder do postojów na czerwonym świetle. To też niezbyt mądre, ale na tle głupoty totalnej, jaką jest esemesowanie podczas prowadzenia auta, wydaje się zdecydowanie mniej groźne.

Jeżeli ani film, ani moje słowa, nie zdołały kogoś przekonać, że zabawa telefonem podczas prowadzenia auta to zły pomysł, to może zniechęci go do tego kilka liczb. Załóżmy, że ktoś prowadzi auto po mieście. Oczywiście nie jedzie przepisowe 50 km/h (bo przecież tu, w Polsce, każdy „wie lepiej”, jaka prędkość jest dla niego bezpieczna) tylko, powiedzmy, 70 km/h.

To prawie 20 metrów na sekundę – tyle z każdym tyknięciem sekundnika pokonuje samochód. Pomyślmy, ile zajmie wysłanie sms-a… Otwarcie okna wiadomości – jedna sekunda. Odpisanie „Tak, kupiłam, są super!” – pięć sekund. Jeszcze tylko „wyślij” i gotowe.

Siedem sekund. Sto czterdzieści metrów drogi, przejechanej bez kontaktu wzrokowego z drogą. I wiesz co? Jeżeli piszesz esemesy, kiedy prowadzisz auto, i ta liczba Ciebie nie przeraża… To Ty mnie przerażasz. Wiesz, że w ten sposób możesz kogoś zabić?

Jak zwykle, zapraszam do komentowania. Zaznaczę też, że nie jest moim celem obrażanie kogokolwiek czy wywyższanie się nad innymi kierowcami. Zarzewiem tego tekstu jest nadzieja, że jego lektura może uratować komuś życie.