• Skywell ET5 to chiński elektryczny SUV, który w groteskowy sposób udaje auto luksusowe. Niestety, życie szybko zweryfikowało, ile naprawdę w ET5 luksusu
  • Debiutant z Państwa Środka próbował bronić się gadżetami takimi jak tryb imprezy (!) i dźwięki z Windowsa, ale jakość wykonania i właściwości jezdne mnie nie przekonały
  • Skywella ściąga do Polski firma Auto-Atut. Jej zdaniem to rywal Volkswagena ID.4. Chiński SUV jest od niego większy, ale też... droższy. Egzemplarz testowy wyceniono na 244 tys. 990 zł!
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu

Niby Skywell ET5, ale po wejściu do kabiny witają mnie napisy "Skyworth" wyświetlane na obydwu ekranach na desce rozdzielczej. O co chodzi? Chińczykom po prostu zmieniła się koncepcja! Duży elektryczny SUV został zaprezentowany w swojej ojczyźnie w październiku 2020 r. jako Skywell ET5, ale już w kwietniu 2021 r. firma przeszła rebranding i zmieniła nazwę swojego pierwszego auta na... Skyworth EV6.

Skywell ET5 Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Skywell ET5

Brzmi znajomo? Aby nie podnosić ciśnienia prawnikom Kii (Koreańczycy mają przecież w gamie crossovera EV6), do Polski i Rumunii samochody docierają ze starą nazwą i... nowym interfejsem. Można uznać to za szczegół, ale brak dbałości o detale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Nie sądziłem, że da się dziś jeszcze wyprodukować samochód sprawiający zawód aż na tylu polach.

Skywell ET5 – a więc to tak wygląda chińska motoryzacja!

Muszę się przyznać, że do czasu tego testu, byłem zafascynowany – być może trochę niezdrowo – chińską motoryzacją. Podczas gdy europejscy producenci zatracają się w unifikacji i powielaniu schematów, Chińczycy sypią jak z rękawa odważnymi projektami. Nie tylko pod względem designu, ale też zastosowanych technologii. Czułem, że to "zakazany owoc" – coś nietypowego, co omija nas na Starym Kontynencie.

Skywell ET5 Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Skywell ET5

Jeśli nie śledziliście w ostatnich latach nowości z Państwa Środka, wpiszcie sobie w Google frazy takie jak: WEY VV7, Haval Big Dog, Hongqi H9, BYD Han, Changan Shenlan SL03 czy Lynk & Co 05, a zrozumiecie, o czym mówię. Perspektywa przetestowania na polskim gruncie jednej z tych egzotycznych nowości wydawała się ekscytująca, ale zamiast emocji Skywell ET5 dostarczył mi wrażeń rodem z aut koreańskich sprzed 15-20 lat i uraczył mnie zapachem... podrobionych crocsów sprzedawanych na bazarze. Moje idealistyczne wyobrażenie o chińskich samochodach legło w gruzach.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo:

Skywell ET5 – zacznijmy od plusów

Ale spokojnie! Nawet ten samochód ma kilka zalet. Pierwsza jest widoczna już na pierwszy rzut oka – Skywell ET5 prezentuje się schludnie i nie podszywa się pod żaden znany projekt. Design chińskiego SUV-a nie jest może finezyjny, projektantom udało się jednak zgrabnie ukryć jego duży rozmiar (prawie 4,7 m długości, 1,9 m szerokości i 1,7 m wysokości).

Z daleka Skywell ET5 wygląda na auto o rozmiar mniejsze Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Z daleka Skywell ET5 wygląda na auto o rozmiar mniejsze

Drugi plus? Także związany z wymiarami, bo spora "puszka" zaowocowała niezwykle obszernym wnętrzem. W kabinie jest mnóstwo miejsca nie tylko z przodu, ale też w drugim rzędzie siedzeń, gdzie bez obaw mogą podróżować rośli pasażerowie (rośli w każdym kierunku, dodajmy). Znajdzie się też miejsce na ich walizki, bagażnik ma bowiem przyzwoitą, aczkolwiek nierzucającą na kolana pojemność 467 l (do rolety).

Innym mocnym (dosłownie!) punktem jest elektryczny motor, który generuje 204 KM i 320 Nm. To wartości wystarczające do tego, żeby sprawnie poruszać się po naszych drogach. Chociaż producent deklaruje, że sprint do "setki" zajmuje Skywellowi ET5 9,6 s, mojemu redakcyjnemu koledze wystarczyło na to 8,1 s. Prędkość maksymalna? Cóż, tu szału nie ma, jak w niemal każdym "elektryku" – 150 km/h i basta.

Tu za dużo się nie zobaczy. Ale bije tam dość mocne "serce" Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Tu za dużo się nie zobaczy. Ale bije tam dość mocne "serce"

Pozytywną niespodzianką okazało się za to niskie zapotrzebowanie na prąd. Chiński SUV na dystansie 270 km w warunkach mieszanych (z drobną przewagą jazdy podmiejskiej) zużywał średnio 15,6 kWh/100 km, jeśli wierzyć wskazaniom komputera pokładowego. Dzięki akumulatorowi o pojemności 72 kWh teoretycznie powinno to pozwolić na przejechanie 461 km na jednym ładowaniu, ale nawet producent jest ostrożniejszy – dane z katalogu mówią o średnim zużyciu na poziomie 19,3 kWh/100 km i maksymalnym zasięgu do 400 km.

Zobacz też: Myślał, że ma 8 lat gwarancji na baterię. Serwis wyprowadził go z błędu

Skywell ET5 – delikatny jak chińska porcelana

Brzmi dobrze? Niestety, oprócz wymienionych wyżej zalet jest jeszcze cała lista rzeczy, które można (a czasem wręcz należałoby) zrobić lepiej. Dobre pierwsze wrażenie prysnęło już podczas odłączania Skywella ET5 od redakcyjnego wallboksa – klapka gniazda ładowania była przymocowana do karoserii na słowo honoru. Albo ktoś z osób testujących ten samochód przede mną urwał zawias, albo... ten typ tak ma.

Klapka gniazda do ładowania już zdążyła się zepsuć Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Klapka gniazda do ładowania już zdążyła się zepsuć

Być może Skywell ET5 jest po prostu delikatnym autem, bo pomimo niskiego przebiegu (SUV przejechał od nowości niecałe 9 tys. km) już coś stukało w przednim zawieszeniu. Co gorsza, amortyzatory zastosowane w tym aucie przekonały mnie, że jednak da się zrobić zbyt wygodny samochód. Postawienie przez chińskich inżynierów na komfort przełożyło się na kiepskie właściwości jezdne. Auto buja się na drodze niczym kuter na wzburzonym morzu i na zakrętach trzeba naprawdę mocno trzymać się kierownicy.

Trzeba to robić także dlatego, że mięciutka pianka wykorzystana do wypełnienia boczków foteli w ogóle nie trzyma ciała. Za to siedzisko jest twarde jak parkowa ławka! Wygląda to tak, jakby za każdą część fotela była odpowiedzialna inna osoba i po poskładaniu okazało się, że kierowały się innymi wytycznymi. Sama pozycja za kierownicą także mocno odstaje od konkurentów – kolumna kierownicza wprawdzie rusza się w dwóch kierunkach, ale zakres jej regulacji jest znikomy.

Fotel wygląda na wygodny. Kluczowe jest tu słowo "wygląda" Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Fotel wygląda na wygodny. Kluczowe jest tu słowo "wygląda"

Skywell ET5 potrafi napędzić stracha

Coś jeszcze? Precyzja kierowania jest gorsza od tej, którą znam z popularnych gier na konsolę – Skywell ET5 naprawdę długo przetwarza każdy ruch wolantem. A czasami trzeba z niego korzystać w zaskakujących momentach, np. wtedy, gdy po mocnym wciśnięciu pedału przyspieszenia przy 60 km/h niezadowolony popędzaniem SUV najpierw buksuje napędzanymi kołami, a potem – chyba w zależności od humoru – ściąga na lewo lub prawo. I to nawet w normalnym trybie jazdy (a przecież jest jeszcze sportowy). To równie irytujące, co po prostu niebezpieczne.

Zaskakujące jest też to, że na położeniu D służącym do jazdy na wprost, samochód się stacza. Dobitnie przekonałem się o tym, gdy nie udało mi się włożyć biletu do automatu przed szlabanem na stromym podjeździe. Na szczęście nikogo wtedy za mną nie było. Ciężko też wyczuć dziwnie zestopniowany pedał hamulca – raz działa lżej, a raz stawia większy opór. No i przydałaby się (działająca!) regulacja rekuperacji. To już bardziej kwestia moich przyzwyczajeń, ale zabrakło mi funkcji "one-pedal", z której często korzystam w "elektrykach".

We wnętrzu widać sporo zapożyczeń z Mercedesa Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
We wnętrzu widać sporo zapożyczeń z Mercedesa

Skywell ET5 – elektronika rodem z AliExpress

W informacjach prasowych o chińskich samochodach zawsze urzekało mnie przywiązywanie wagi do śmiesznych z naszej perspektywy bajerów, takich jak chociażby wyświetlająca się w formie hologramu asystentka głosowa rodem z anime. Skywell ET5 może i nie ma akurat tego rozwiązania, ale też nie zawodzi w tej kwestii.

Sprawdź: Chiński Garbus teraz może być też chińskim Chryslerem. Przesada?

Siedzieliście kiedyś w aucie z funkcją "Happy Party Mode"? Po wybraniu tego trybu z niezbyt dobrych głośników SUV-a zaczyna sączyć się tłusty bit, a na 12,8-calowym ekranie multimediów pojawia się rysunkowy wieczorny pejzaż z kaktusem i dużym napisem "BOOM BOOM BOOM". Widowisko nie byłoby jednak kompletne bez dyskotekowych reflektorów szaleńczo włączających na przemian poszczególne segmenty diod. W zaprogramowanym spektaklu biorą też udział kierunkowskazy i halogeny – jest Skywell, jest impreza!

Lans na "dzielni" murowany! Żaden z kumpli tego nie ma Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Lans na "dzielni" murowany! Żaden z kumpli tego nie ma

Szkoda tylko, że ten gadżet powstał kosztem innych (być może nieco ważniejszych, ale mogę się mylić...) udogodnień, takich jak np. automatyczne przełączanie świateł drogowych. W trybie automatycznym "długie" włączają się w losowych momentach niezależnie od natężenia światła. Przepraszam wszystkich, których oślepiłem na Wisłostradzie w Warszawie i na krajowej "siódemce", nie mogąc tego wyłączyć! Pomogło dopiero przestawienie manetki na światła mijania.

Inne przydatne z natury rzeczy, z których nie można korzystać w Skywellu ET5? Czujniki parkowania widzące przeszkody w miejscach, w których ich nie ma, i "lagująca" kamera cofania przesyłająca z opóźnieniem mało pomocny obraz. Za to rozczulający jest dźwięk informujący o niezapiętych pasach – to zapętlony odgłos Ding z Windowsa 98.

Sam system multimedialny Skylink nie jest taki zły, jeśli ktoś lubi prostotę. Interfejs dla niektórych będzie aż nazbyt schludny, ale dzięki temu korzysta się z niego tak, jak z tabletów działających na Androidzie. Grafik nie miał tu dużo pracy, podobnie jak spec od przycisków na konsoli udających te z Mercedesów poprzedniej generacji.

Czujecie ten "piniondz"? Z bliska pachnie klapkiem z targu Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Czujecie ten "piniondz"? Z bliska pachnie klapkiem z targu

Wisienką na torcie są plastikowe dywaniki z "luksusowym" pikowaniem, które z pewnością spodobają się fanom nurtu dubajskiego w tuningu... Ale w końcu to egzemplarz w wersji Luxury wycenionej na 244 tys. 990 zł (sic!), więc musi mieć prezencję. Najtańszego Skywella ET5 można dostać za 219 tys. 990 zł. Sporo jak na samochód, który ma aż tyle niedoróbek. Jedno jest pewne – szybko nie zapomnę Skywella!