Kiedy pojawiły się niedrogie kamery samochodowe, które każdy bez trudu może kupić, zamontować i obsłużyć, powstał także dylemat natury prawnej. Bo przecież mamy ochronę wizerunku, ciągle czytamy i słyszymy, czego to nam nie wolno zrobić bez zgody filmowanej osoby. Biurokracja i ochrona wszystkiego, co związane z wizerunkiem, prawdopodobnie niedługo doprowadzą do tego, że robiąc zdjęcia nadmorskiej plaży na wakacjach, będziemy musieli uzyskać pisemną zgodę od wszystkich objętych kadrem aparatu plażowiczów.

Wykroczenie drogowe jako dowód dla policji

Na szczęście pojawiają się przypadki, w których zdrowy rozsądek bierze górę nad wizerunkową paniką i właśnie na taki przykład trafiliśmy podczas konsultacji z Wydziałem Ruchu Drogowego stołecznej policji. Okazuje się, że w obecnej policyjnej praktyce filmy z nagraniem wykroczenia drogowego traktowane są jako dowód, jeżeli dostarczy je poszkodowany. Nie trzeba się obawiać, że zostanie się uznanym za przestępcę, naruszającego cudzą wolność osobistą i wizerunek – jeżeli doszło do wykroczenia i nagraliśmy sprawcę na gorącym uczynku, a chcemy to zgłosić, to dla policji istotne będzie to, co pokaże nagranie.

Taka postawa policji bardzo nas cieszy i zapewne zachęci wielu kierowców, którzy wcześniej mieli wątpliwości, do zgłaszania się z filmami na policję. Co istotne, zarejestrowane wykroczenie wcale nie musi doprowadzić do zdarzenia drogowego – np. kolizji czy wypadku – aby można było zgłosić je na policję. Wystarczy, że ktoś np. zajedzie Ci drogę, wymusi pierwszeństwo, albo zrobi coś, co stanowi ewidentne zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, aby film pomógł w rozstrzygnięciu sprawy.

Może nie jest to informacja na trendową wiadomość w serwisie plotkarskim wśród zdjęć półnagich celebrytów, jednak naszym zdaniem to ogromny krok w kierunku poprawy bezpieczeństwa na drogach. Nie namawiamy do donoszenia na współobywateli po to, by im dokuczyć. Tutaj chodzi o wyławianie z tłumu pojazdów kierowców, którzy – prowadząc bezmyślnie – mogą doprowadzić do groźnej kolizji lub wypadku z udziałem innych, prawidłowo jadących uczestników ruchu. Rzeczywiście, wymaga to pewnego przewartościowania i zmiany sposobu myślenia, ale nie namawiamy do bycia drogowym szeryfem, tylko do ratowania wielu przed tragicznymi skutkami głupoty nielicznych.

Co można uznać za wykroczenie drogowe?

Czy kierowca, który – widząc jadącą zygzakiem 40-tonową ciężarówkę – zadzwoni na policję i powie, że prawdopodobnie jedzie za nietrzeźwym kierowcą, będzie donosicielem? Czy może wybawicielem grupy ludzi, która stoi kilka kilometrów dalej na przystanku? Przystanek jest na zakręcie, a ciężarówka akurat fatalnie o niego zawadzi, bo prawe koła zjadą na pobocze…

Honorowanie filmów z samochodowych kamerek przez policję daje ogromną szansę na wyłapywanie tych kierowców, którzy na co dzień wykonują niebezpieczne manewry, nie ujęte jednak w taryfikatorze punktów karnych. Mamy na myśli te manewry, które świadczą o ewidentnym chamstwie prowadzącego, o jego ignorancji wobec przepisów ruchu drogowego oraz nieliczeniu się z pozostałymi uczestników ruchu.

Takie manewry to np. wyprzedzanie „na trzeciego”, wielokrotna zmiana pasa ruchu bez używania kierunkowskazów, albo bardzo popularne (nawet na autostradach) „najeżdżanie” na tył poprzedzającego auta i miganie długimi światłami, aby w ten sposób wymusić zjazd innego, jadącego z maksymalną dopuszczalną w tym miejscu prędkością, pojazdu, z lewego pasa ruchu. Wybraliśmy właśnie te zachowania, bowiem wydają się one dość uniwersalnie irytujące, agresywne, bardzo niebezpieczne, a przy tym ewidentnie chamskie.

Jeżeli ktoś, wykonując jeden z opisanych wyżej lub inny manewr, narazi innych uczestników ruchu na niebezpieczeństwo (zmusi do nagłego hamowania, zjechania na pobocze itp.) to policja może przyznać nawet 6 punktów karnych za stworzenie zagrożenia w ruchu drogowym. Jeżeli świadomość tego, że można zostać nagranym przez praktycznie każdego innego kierowcę, odwiedzie choć garstkę drogowych idiotów od wykonywania manewrów właściwych idiotom, a zmusi do choćby w miarę rozsądnej i bezpiecznej jazdy, nie narażającej innych, to kamerki w samochodach uratują niejedno życie.

A życie jest bezcenne – z pewnością cenniejsze od dumy tych, którzy poczują się obrażeni, że ktoś ich nagrywa, kiedy prowadzą swoje auta tak bezmyślnie, jakby nie mieli prawa jazdy. Takie obrażanie byłoby zresztą czystą hipokryzją - jeżeli ktoś bez perspektywy poniesienia odpowiedzialności, choćby jedynie finansowej, nie potrafi zachowywać się wobec innych rozsądnie, bezpiecznie i uczciwie, to sam wystawia sobie wizytówkę na drodze.

Komórka też nagrywa filmy, choć do bezpiecznej rejestracji obrazu wymaga udziału pasażera – tutaj kamery montowane na lusterku lub szybie notują przewagę. Czekamy na Wasze – jak zawsze cenne komentarze.