Logo
Jedną z ostatnich marek na świecie, która opierała się modzie na crossovery, było Alpine. W końcu i ono jej uległo. I to na swoje 70. urodziny. Całe szczęście.
Bo gdybym miał wskazać crossovera, którego chciałbym zabrać ze sobą na bezludną wyspę — zakładając, że byłby na niej przynajmniej kilometr asfaltowej drogi — to odpowiedź narzuca mi się sama. To Alpine A390. Oto czym mnie urzekł.
Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Alpine A390: jakie to auto?

Nie nazwiesz go SUV-em. Nie nazwiesz liftbackiem. Alpine A390 to po prostu kompaktowy crossover. Ma 461,5 cm długości i tylko 153,2 cm wysokości. I choć to pierwszy seryjny crossover tej marki, to patrząc na niego, nie masz żadnych wątpliwości, że stoi przed tobą Alpine.
Alpine A390
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Alpine A390
Możesz się za to zastanawiać, czy ten smukły samochód jest choć odrobinę praktyczny. Ano jest. I to bardziej niż odrobinę.
Do tego stopnia, że nawet siedząc z tyłu, mam dużo miejsca na nogi i nad głową, co przy moich 188 cm wzrostu nie zdarza się często. Bagażnik też jest obszerny — 532-1643 l — a na dodatek szeroki i foremny, choć trzeba przyznać, że jego próg mógłby biec niżej.
Alpine A390 ma też jedną z najbardziej ergonomicznych i przyjaznych w obsłudze desek rozdzielczych we współczesnej motoryzacji. Zachowano w nim bowiem sensowną równowagę między ekranem a przyciskami. Temperaturę, siłę i kierunek nawiewu klimatyzacji ustawia się wygodnymi przełącznikami, a sam ekran — nie dość, że praktycznie nachylony w stronę kierowcy — ma "książkową" orientację, czyli pionową. W ten sposób np. na mapie nawigacji widać więcej drogi do celu. Zresztą samo menu jest wyjątkowo intuicyjne, przemyślane i szybkie.
Na dodatek przycisk zmiany trybu jazdy, włącznik boosta i regulator poziomu rekuperacji znajdują się na kierownicy, co też ma kapitalne znaczenie dla ergonomii.
Alpine A390
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Alpine A390
Jeśli dodam, że jakość Alpine A390 jest na poziomie najlepszych marek premium, to pewnie zapytasz, czy wnętrze tego crossovera ma w ogóle jakąś wadę? Ano ma.
Otóż przegrodę czołową poprowadzono pod tak niefortunnym kątem, że pasażer przedniego fotela musi w nienaturalny i wymuszony sposób ustawiać nogi. Na dodatek jeden z moich podróżnych, zanim w ogóle tam usiadł, uderzył głową o framugę drzwi, zapominając, że to jednak nie jest zbyt wysoki samochód.
Z drugiej strony mówimy przecież o aucie, które bym zabrał na bezludną wyspę, więc i tak nikt nie będzie jeździł na fotelu pasażera.
Na pocieszenie zostaje tzw. Easter Egg. W lewym dolnym rogu przedniej szyby — czyli tam, gdzie w najnowszych Renault pyszni się rysunek typowego dla Francji kogutka — mamy jeszcze mniejszy wizerunek największej legendy w historii Alpine, czyli pierwszej generacji modelu A110 z lat 1961-1977 (Alpine jest częścią koncernu Renault).

Jak się jeździ Alpine A390?

Alpine A390 w testowej wersji GT daje tyle przyjemności z prowadzenia, że najchętniej w ogóle zrezygnowałbyś z chodzenia pieszo (choć z oczywistych przyczyn jadąc tym autem, należy się trzymać ulic). I nie chodzi tu wcale o jego moc (400 KM) oraz temperament (4,8 s od 0 do 100 km na godz.). Kluczem jest po prostu świetne prowadzenie, wyjątkowo precyzyjny układ kierowniczy, cichuteńkie wnętrze i zawieszenie, które — cokolwiek sugerowałyby pozory — jest tylko umiarkowanie twarde.
Alpine A390
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Alpine A390
Czy wspominałem, że Alpine A390 jest elektryczne? Wypadałoby więc mieć na tej bezludnej wyspie jakąś ładowarkę. A że w grę wchodzi tylko tropikalna wyspa, to rozwiązaniem mogłaby być fotowoltaika. Kto wie, jeśli zadzwonią z infolinii...
Przy niskich prędkościach Alpine A390 wydaje z siebie niski syntetyczny pomruk, mający ostrzegać pieszych i cieszyć serce kierowcy. Niestety, podczas przyspieszania "syntezator" wydaje się z siebie jakiś dziwaczny dźwięk kosmiczny, jaki pewnie towarzyszy podczas przechodzenia w nadprzestrzeń. Choć nie wiem — jakoś nigdy nie przechodziłem w nadprzestrzeń.
Samochody Alpine zawsze słynęły z superlekkiej konstrukcji, ale wybór napędu — a zwłaszcza akumulator trakcyjny 89 kWh — robi swoje. A390 GT waży 2121 kg. No, ale mówimy o Alpine, więc jeśli nie dało się lżej, to widocznie nie leżało to w zasięgu ludzkich możliwości.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Źródło:Auto Świat
Data utworzenia:

To jest materiałPremium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytajsłuchajskracaj

Dołącz do premium
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!