Wolałbym nie używać banalnego "pomruk odległej burzy", ale tak to właśnie brzmi. Turbodoładowany silnik Jetoura Dashing nisko mruczy w tle, zupełnie jakby potrafił rozwinąć 500 KM. Nie potrafi — stać go na 197 KM, choć nie wiem, po co komu więcej.
Zresztą już na postoju samochód budził żywe zainteresowanie: nie tylko z powodu fenomenalnego koloru lub fantastycznego wyglądu. Ludzie najzwyczajniej w świecie pytali mnie, co oznaczają te wielkie napisy "Jetour" z przodu i z tyłu. Już mówię.
Poznaj kontekst z AI
Przeczytaj także: Jakiego kompaktowego SUV-a z wyprzedaży kupisz w cenie MG HS? W grę wchodzi tylko 5 aut
Jaka to marka Jetour?
Jetour to marka koncernu Chery, który w 2025 r. okazał się najpopularniejszym chińskim producentem aut w Polsce. W naszym kraju gigant z Państwa Środka jest obecny dzięki aż czterem markom: Chery, Jaecoo, Omoda i właśnie Jetour. Lada chwila dołączy Exlantix, nieco później Lepas, a w 2027 r. — iCar, Freelander oraz Luxeed.
Przeczytaj także: Masz 150 tys. zł i chcesz kupić nową Toyotę, VW, Kię, Skodę, Dacię lub Hyundaia? Oto najlepszy wybór
Jetour to marka popularna, podobnie jak Chery, Omoda i Jaecoo, a także iCar i Lepas. Z kolei Exlantix, Freelander oraz Luxeed to już motoryzacja premium.
Wbrew pozorom słowa "Jetour" nie wymawia się ani z francuska (czyli "żee-tur" z charakterystycznym gardłowym "r"), ani z angielska (czyli "dżetur"). Chińczycy mówią po prostu "dżektor".
Polska gama marki Jetour składa się obecnie z trzech modeli:
- 1 Dashing: kompaktowy SUV (długość: 459 cm; cena: od 112 tys. 900 zł);
- 2 X70 Plus: SUV klasy średniej (długość: 472,4 cm; cena: od 124 tys. 900 zł);
- 3 T2: SUV klasy średniej (długość: 478,5 cm; cena: od 174 tys. 900 zł)
Jakie to auto Jetour Dashing? Ile kosztuje Jetour Dashing?
Jetour Dashing to kompaktowy SUV, rywal m.in. Dacii Bigster i Hyundaia Tucsona. Co ciekawe, lekko zmodernizowany Dashing jest sprzedawany w Polsce również pod inną nazwą i przez innego importera: to Sportequipe 6. Kolejną pochodną Dashinga można kupić w Chinach pod tańszą marką Soueast — to Soueast S06. Zmodyfikowany Dashing jest także dostępny w Iranie, ale już jako Bahman Fidelity XB1.
Przeczytaj także: Najlepsze nowe auta do 100 tys. zł, jakimi jeździłem. Większość jest teraz w promocji
Jetour Dashing mierzy 459 cm długości i 168,5 cm wysokości. Jak na ten segment jest ponadprzeciętnie szeroki — na aż 190 cm. W Polsce Dashing jest dostępny w dwóch turbodoładowanych wersjach silnikowych: 1.5 (156 KM) oraz 1.6 (197 KM). Testowałem mocniejszą odmianę.
W jej wyposażeniu seryjnym znalazły się m.in.:
- automatyczna skrzynia biegów;
- 2-strefowa automatyczna klimatyzacja;
- dach panoramiczny;
- elektryczna regulacja fotela kierowcy (w sześciu kierunkach);
- elektryczna regulacja przedniego fotela pasażera (w czterech kierunkach);
- ogrzewanie przednich foteli;
- wentylacja przednich foteli;
- podgrzewany i chłodzony schowek w przednim centralnym podłokietniku;
- elektryczna regulacja pokrywy bagażnika;
- tapicerka z ekoskóry;
- kamera cofania i system kamer 360 stopni;
- przednie i tylne czujniki parkowania;
- elektryczna regulacja bocznych szyb;
- elektryczna regulacja i składanie bocznych lusterek;
- system bezkluczykowego otwierania i uruchamiania SUV-a;
- system monitorowania martwego pola;
- tempomat adaptacyjny;
- chowane w nadwoziu klamki bocznych drzwi;
- LED-owe reflektory;
- 15,6-calowy ekran w środkowej konsoli;
- ekran zestawu wskaźników;
- osiem głośników i radio DAB+;
- bezprzewodowa ładowarka do kompatybilnych smartfonów;
- ambientowe oświetlenie wnętrza
Całość kosztuje 129 tys. 900 zł. Jak widać, relacja wyposażenia do ceny jest znakomita. To bardzo chińskie ze strony Jetoura. Na szczęście to wcale nie koniec jego zalet.
Jakie zalety ma Jetour Dashing?
Chiński SUV Jetour Dashing przede wszystkim zachwyca wielkim wnętrzem. Za to kierownica należy do tych mniejszych — co też jest zaletą. Kolejne plusy to solidna jakość materiałów wykończeniowych, znakomita precyzja ich montażu i multum schowków (w tym przeogromny w centralnym tunelu) oraz aż trzy "niecki" na smartfony. Dziarsko.
Za to przednie fotele — choć elektrycznie regulowane, podgrzewane, a nawet wentylowane — są dość przeciętnie wyprofilowane, a siedziska wydają się nieco za krótkie. Przeciętna jest również widoczność przez tylną szybę — znacznie więcej widać już w bocznych lusterkach.
Chińczycy mają słabość do uroczych dodatków. Słychać to np. podczas ryglowania i odryglowywania zamków Jetoura Dashing. Wciśnięciu jednego z guzików — na skądinąd bardzo stylowym pilocie — towarzyszy powitalna bądź pożegnalna melodia rozlegająca się na zewnątrz samochodu. Mało tego, do wyboru są cztery kompozycje (Relaxing, Exciting, Sports i Joyful), przy czym ostatnia ma tak bożonarodzeniowy charakter, że magię świąt poczujesz nawet w lipcu.
Uroczo jest także podczas używania kierunkowskazów. Tym razem nie chodzi o melodię — na podszybiu w odpowiednim kierunku przesuwa się strumień światła. O tak:
Metropolie Państwa Środka z reguły nie błyszczą w rankingach czystości powietrza, więc Jetour Dashing ma kolejny chiński akcent: wskaźniki stężenia PM2.5 wewnątrz auta i na zewnątrz. Mało tego, na drzwiach kierowcy znalazł się osobny ekran pokazujący temperaturę zewnętrzną i poziom PM2.5 wewnątrz. Efektowne, choć mało czytelne. Na szczęście celsjusze wyświetla też potężny centralny ekran.
Jego szybkie i przejrzyste menu jest kolejną zaletą Jetoura Dashing — zupełnie jak znakomita rozdzielczość obrazu z kamery cofania. Niestety, z menu centralnego ekranu i z cofaniem wiążą się dwie najpoważniejsze wady tego chińskiego SUV-a.
Jakie wady ma Jetour Dashing?
Jetour Dashing ma jeden z najwygodniej i najbardziej intuicyjnie umieszczonych przycisków świateł awaryjnych, jakie spotkałem. Niestety, to tylko jeden z dwóch klasycznych "guzików" w całej środkowej konsoli oraz centralnym tunelu tego SUV-a. I stąd cały jest ambaras.
Tak już mam, że zawsze jeżdżę z włączoną nawigacją Waze w Apple CarPlay. Wprawdzie znam drogę, ale wolę wcześniej wiedzieć, czy na domyślnej trasie nie spotka mnie korek. W Jetourze Dashing problem zaczyna się, kiedy najdzie mnie ochota zmiany dowolnego parametru klimatyzacji. Nagle przestaje być dziarsko.
Jeśli ekran wyświetla mi mapę Waze'a, to temperaturę mogę zmienić dopiero w trzecim kliku — podobnie jak włączyć/wyłączyć maksymalny nadmuch na przednią szybę i ogrzewanie tylnej. Do zmiany kierunku i siły nadmuchu trzeba już czterech klików. I dwa kliki, żeby wrócić do Waze'a. Łącznie sześć klików do banalnych czynności. Sześć klików, podczas których nie patrzy się na drogę. A wystarczyłoby do widoku Apple CarPlay dołożyć wirtualną "listwę" z przyciskami bezpośredniego dostępu np. do menu klimy.
Niestety, uwielbienie dla ekranów i przenoszenie na nie większości funkcji wcześniej zawiadywanych przyciskami jest typowe dla motoryzacji Państwa Środka. Pod tym względem "chińskość" Dashinga jest znacznie mniej przyjemna niż jego relacja wartości do ceny.
Jetour Dashing umożliwia nie tylko pochylenie bocznych lusterek podczas cofania (żeby np. nie otrzeć koła o krawężnik), ale nawet wybór tego, która tafla ma zmienić położenie: prawa, lewe czy obie. Co z tego, skoro to i tak nieprzydatne — pod pochyleniu jakieś 3/4 lustra wypełnia bezużyteczny widok nadwozia samochodu.
Jetour Dashing: jak się nim jeździ?
Jeździ się dziarsko. Jetour Dashing ma niemało sportowego charakteru — 197-konny silnik epatuje temperamentem. Choć wnętrze jest fajnie wyciszone, to w tle słychać przyjemnie niski pomruk silnika, zdecydowanie bardziej typowy dla 2-krotnie mocniejszych aut. Skłamałbym, mówiąc, że z czasem robi się uciążliwy.
Podobnie jest z zawieszeniem: choć twarde, nie męczy. Na dodatek okazuje się wyjątkowo ciche.
No i ten układ kierowniczy... pod tym względem chińskie samochody przeważnie dają minimalną przyjemność z jazdy. Tymczasem Jetour Dashing ma najbardziej precyzyjny układ kierowniczy, z jakim się zetknąłem w samochodzie z Państwa Środka.
Jetour Dashing: ile zużywa paliwa?
Jetour Dashing nie miał lekko. Chiński SUV trafił do mnie akurat w czasie najbardziej obfitych opadów śniegu, jakie Warszawa widziała od 12 lat. Do tego było zimno. Bardzo zimno. Kiedy piątkowym popołudniem pokonywałem testową trasę, oba termometry — ten na drzwiach i ten na ekranie — wskazywały od -8 do -7 st. C.
25 km wiodło najpierw dość tłoczną Południową Obwodnicą Warszawy, a później jeszcze bardziej zapchaną drogą wojewódzką. W tej próbie blisko 200-konny Jetour Dashing zużył 7,9 l/100 km. Niezbyt dziarsko, ale ujdzie.
Kiedy mój sąsiad zobaczył, jak się mocuję z wielocentymetrową warstwą śniegu zalegającą na Dashingu, stwierdził, że taki gadżeciarski SUV powinien mieć funkcję zdmuchiwania białej pokrywy z szyb i nadwozia.
Ma rację. Taka sprytna i efektowna technologia to byłoby coś bardzo chińskiego.