Koncerny samochodowe wprowadzając na rynek nowe modele, chętnie nawiązują do swoich hitów sprzed lat. Volkswagen ma już ósmą generację Golfa, Ford przywrócił model Capri, Opel oferuje znów Fronterę, trudno się więc dziwić, że Fiat trzyma się modelu Panda, który szczególnie w latach 80. i 90 był prawdziwym hitem na europejskim rynku. Przy czym na razie nie jest wcale tak, że Grande Panda całkowicie zastąpiła dotychczasową Pandę trzeciej generacji — nastąpiło pewne przetasowanie w ofercie i teraz ta dotychczasowa, mniejsza Panda to teraz Pandina.
Przeczytaj także: Nowy rodzinny Fiat za mniej niż 100 tys. zł. Szykuje się dobra oferta od Włochów
Nowa Grande Panda to już nie tyle autko miejskie, co bardziej mały SUV/crossover, ale w przypadku tego modelu to zupełnie nie razi, w końcu Pandy 4x4 kolejnych generacji były świetnymi, małymi terenówkami. Niestety, na razie nie ma jeszcze na rynku uterenowionej wersji Grande Pandy, na razie musimy się zadowolić elektrykiem (113 KM/44 kWh), wersją benzynową (1.2/100 KM) i odmianą hybrydową (1.2 MHEV/110 KM). Tym razem miałem okazję pojeździć tą ostatnią.
Poznaj kontekst z AI
Czy Grande Panda jest godną następczynią pierwszej generacji Pandy?
Pierwsza Panda, która zadebiutowała w 1979 roku była jak na tamte czasy genialnym autem. Zaprojektowano ją tak, żeby minimalnym kosztem stworzyć praktyczny, normalny samochód, którym jeździło się zadziwiająco dobrze. Przez całe lata był to jeden z najtańszych nowych samochodów w Europie Zachodniej, nie licząc sprzedawanych po dumpingowych cenach wyrobów samochodopodobnych z krajów komunistycznych. Tym, co w przypadku Pandy było niezwykłe, był fakt, że wielu nabywców kupowało ją nie dlatego, że nie było ich stać na inny samochód, ale dlatego, że trudno było o praktyczniejszy, poręczniejszy samochód do miasta. W niejednym garażu włoskiej willi Panda stała obok Ferrari czy dużej Lancii. Do dziś we Włoszech czy w Austrii, mieszkańcy alpejskich kurortów trzymają w garażach Pandy 4x4, które w głębokim śniegu objeżdżają nowoczesne, wielkie, ciężkie SUV-y jak chcą.
Nowa Granda Panda nie jest już na pewno autem ascetycznym i uproszczonym do granic możliwości — od razu widać, że mamy do czynienia z "dorosłym" samochodem, choć o sympatycznym, zwartym designie, w którym widać mnóstwo nawiązań do pierwszej generacji modelu. Mam jednak nieodparte wrażenie, że projektanci nowej Pandy, starą widzieli tylko na zdjęciach.
Rzut oka na dane techniczne wystarcza, żeby zauważyć, że w porównaniu z pierwszą generacją modelu, aktualnej Pandzie sporo się przytyło: z niespełna 700 kg do 1272 kg!
Fiat Grande Panda: Włoszka z francuskim pochodzeniem, urodzona w Serbii
Pod względem technicznym o nawiązaniach do wcześniejszych konstrukcji Fiata nie ma jednak mowy — Grande Panda to techniczny bliźniak Citroena C3 i nowego Opla Frontera. Stellantis pełną gębą: włoska marka, nazwa na część chińskiego misia, produkcja w Serbii (w tej samej fabryce, która niegdyś produkowała Yugo i Zastavy), a geny głównie francuskie. To się nazywa globalizacja!
Pierwsza Panda była autem trzydrzwiowym — nowa dostępna jest tylko w wersji pięciodrzwiowej, ale tak jest przecież już od drugiej generacji modelu. Jeśli kiedykolwiek widzieliście, jak wygląda deska rozdzielcza pierwszej generacji Pandy, to już wiecie, skąd projektanci czerpali inspirację. Ale w obecnej wersji nie znajdziemy już gołej blachy na drzwiach, czy foteli przypominających konstrukcją krzesła kempingowe.
Jest za to mnóstwo smaczków i nawiązań do historii marki i do samej nazwy Panda — a to kawałek plastiku na desce, który ma przypominać owal toru testowego fabryki Lingotto w Turynie, oczywiście z wklejonym małym samochodzikiem, a to kanciaste kształty deski rozdzielczej, czy wstawki z materiału z włókien bambusowych (bo jak może nie wszyscy wiedzą, bambus to podstawa diety Pandy). Do tego duże napisy "Panda" (nie "Grande Panda"!) oraz "Fiat" gdzie tylko się da — na plastikowych elementach i wstawkach czy nawet na przetłoczeniach drzwi. Czyżby chodziło o to, żeby odwrócić uwagę od detali, po których od razu widać, że mamy do czynienia z produktem koncernu Stellantis (wybierak trybu jazdy, przyciski i dźwigienki, przyciski, wyświetlacze, inforozrywka — takie jak m.in. w Pegeotach, Citroenach, Oplach)?
Abstrahując od tego: do auta wsiada się bardzo wygodnie, miejsca (jak na auto o długości 4 metrów) jest sporo, choć na tylnych miejscach osoby o długich nogach mogą nieco narzekać.
Fiat Grande Panda: z przodu miejsca nie brakuje. Ile miejsca jest z tyłu?
Przednie fotele są dosyć miękkie, ale wysocy kierowcy mogą narzekać na kształt zintegrowanych zagłówków — w każdym razie mi nie udało się znaleźć na nich optymalnej pozycji.
Bagażnik też ma całkiem użyteczny format (350 litrów plus schowek pod podłogą) i jest ładnie wykończony tapicerką, co w niedrogich autach nie jest przecież oczywiste. Jakość wykonania jest bardzo dobra, a design wręcz świetny. Razi najwyżej wstawka z czarnego, połyskliwego tworzywa (nieszczęsne "piano black") na konsoli środkowej — zbierająca odciski palców i porysowana już w niemal nowym aucie. Tak czy inaczej, to wyjątkowo sympatyczne autko!
Oczywiście, brak pewnych dosyć oczywistych dziś detali i dodatków można zrzucić na karb fascynacji minimalizmem pierwszej generacji Pandy. Nie znajdziemy więc w tym modelu systemu bezkluczykowego, jest klasyczna stacyjka pod kierownicą, nie ma też tempomatu adaptacyjnego czy choćby lusterek w daszkach przeciwsłonecznych. No ale przynajmniej system multimedialny bez problemów, również bezprzewodowo integruje się ze smartfonami, działa zarówno AndroidAuto jak i Apple CarPlay. Niby nic nadzwyczajnego, ale wiele chińskich aut szturmujących właśnie europejskie rynki, z tym sobie akurat nie radzi.
Jak jeździ Fiat Grande Panda?
W skrócie: nieźle, ale bez szału. Pod maską pracuje trzycylindrowy, doładowany silnik 1.2, który wprawdzie odlegle bazuje na niesławnej jednostce 1,2 PureTech, znanej z poważnych wad, ale pod wieloma względami się od niej różni — miejmy nadzieję, że tym razem inżynierowie spisali się tak dobrze, jak projektanci nadwozia. W testowanej wersji mamy do czynienia z miękką hybrydą, a napęd przekazywany jest za pośrednictwem 6-biegowego automatu. Osiągi są wystarczające, auto rozpędza się do setki w nieco ponad 11 sekund, deklarowana przez producenta prędkość maksymalna to 160 km na godz..
W ruchu miejskim dynamika jest wystarczająca, kultura pracy napędu też nie rozczarowuje. Producent deklaruje średnie zużycie paliwa na poziomie 5,1 l/100 km. Jeździłem tym autem wyłącznie w warunkach zimowych — bardzo spokojnie, ale też przy siarczystym mrozie, auto spalało na setkę średnio o ok. litr więcej niż obiecywał producent, co mogę uznać za wartość akceptowalną, choć nie wybitną, na rynku jest co najmniej kilka hybryd, które lepiej radzą sobie z oszczędzaniem paliwa.
Co do układu jezdnego, to niestety ktoś podjął decyzję, żeby Fiata pozbawić części dobrych genów bliźniaka, czyli Citroena C3. Wprawdzie układ kierowniczy jest tu podobnie umiarkowanie precyzyjny, jak u francuskiego krewnego, ale zawieszenie zestrojono znacznie mniej harmonijnie i komfortowo. Auto jest wprawdzie dosyć sztywne i całkiem nieźle się prowadzi, ale ma tendencję do wpadania w nieprzyjemne drgania, nawet na niewielkich nierównościach. Jeśli drogowcy się gdzieś nie postarali, to Panda szybko i nieprzyjemne was o tym poinformuje. Za to zimą, na kiepsko odśnieżonych trasach, można docenić podwyższony prześwit auta.
Ile kosztuje Fiat Grande Panda?
Cennik nowej Grande Pandy zaczyna się od nieco ponad 72 tys. złotych, za skromnie wyposażony wariant Pop z silnikiem benzynowym i manualną skrzynią biegów. To atrakcyjna cena, jak na stylowe auto, które coś w sobie ma. Za nieznacznie tylko mocniejszą (ale wcale nie szybszą i tylko nieznacznie oszczędniejszą) odmianę hybrydową, ale za to wyposażoną w 6-biegowy automat (do miasta świetna sprawa), trzeba zapłacić co najmniej 80 800 zł, a widoczna na zdjęciach "wypasiona" wersja La Prima kosztuje 97 800 zł. Czyli okazuje się, że poręczny, hybrydowy crossover za mniej niż 100 tys. złotych nie musi być wcale "made in China. Jest też i wersja elektryczna, której ceny zaczynają się od 106 tys. złotych. W przypadku wariantów spalinowych nieco rozczarowuje podstawowa gwarancja, która jest udzielana na 24 miesiące, da się ją za dopłatą przedłużyć, można też dokupić atrakcyjne pakiety serwisowe.
Czy warto kupić Fiata Grande Panda? Nie jest to ani najbardziej oszczędny model w tym segmencie, za podobne pieniądze da się już nawet kupić większą i doroślejszą hybrydę od pozaeuropejskiej konkurencji. Ale Grande Panda wygląda świetnie i ma w sobie to "coś", co trudno zdefiniować, a co sprawia, że to auto, które można wybrać dla przyjemności, a nie ze względu na atrakcyjną cenę czy parametry techniczne.
| Fiat Grande Panda 1.2 MHEV | |
|---|---|
| Pojemność skokowa | 1199 cm3 |
| Układ cylindrów/zawory | R3/12 |
| Moc maksymalna (silnik spalinowy) | 100 KM |
| Moc maksymalna (silnik elektryczny) | 28 KM |
| Maksymalna moc systemowa | 110 KM |
| Maks. moment obr. (benz.) | 205 Nm/5500 |
| Maks. moment obr. (elektr./syst.) | 55 Nm/b.d. |
| Napęd; skrzynia biegów | przedni; automatyczna/6-biegowa |
| Dług./szer./wys./rozstaw osi | 400/176/159/254 cm |
| Średnica zawracania/prześwit | 10,9 m/18,0 cm |
| Masa/ładowność | 1272/503 kg |
| Pojemność bagażnika (min./maks.) | 412/1366 l |
| Pojemność zbiornika paliwa | 44 l |
| Prędkość maksymalna | 160 km/h |
| Przyspieszenie 0–100 km/h | 11,2 s |
| Średnie zużycie paliwa (WLTP) | 5,1 l/100 km |