- Bazowa cena Mercedesa GLC 300 e 4MATIC EQ to 327 tys. 700 zł, ale na rachunku za testowany samochód pojawiła się suma... ponad 470 tys. zł
- Wyposażenie jest naprawdę bogate, ale jakbyśmy chcieli, to bez trudu przebijemy granicę pół miliona
- Łączna moc to 313 KM, moment systemowy sięga zaś 550 Nm. Oznacza to nieprawdopodobny ciąg w zasadzie bez większego względu na aktualną prędkość jazdy
- Podczas oszczędnej jazdy udało nam się uzyskać wynik 8,7 l/100 km, a po naładowaniu baterii do pełna — na samym prądzie — pokonaliśmy 84 km
- Samochód był użyczony przez importera, a po teście został zwrócony
- Zachęcamy do oddawania głosów w ankiecie, która znajduje się na końcu artykułu
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Model GLC to właściwie wstęp do klasy SUV-ów Mercedesa. Są co prawda mniejsze auta, ale czy GLB, które w podstawowych wersjach ma przedni napęd i silnik 1.3 z Renault, zadowoli fana Mercedesa? GLC ma wzdłużnie umieszczone silniki, mechaniczny napęd wszystkich kół i 9-stopniowy "automat" — to bez wątpienia Mercedes z krwi i kości. Do tego szeroka gama wersji pozwala wybrać wariant odpowiedni dla siebie. Obok podstawowego nadwozia SUV mamy SUV-a Coupe.
Nowością 2025 r. jest odmiana czysto elektryczna z nowym designem przedniej części nadwozia. Przekrój napędów bardziej konwencjonalnych zaczyna się od benzyniaków i diesli z układem mild hybrid i poprzez hybrydy plug-in (zarówno z benzyniakiem, jak i z dieslem, co jest ewenementem rynkowym) dochodzi do ognistych AMG. Najmocniejszy wariant 63 S E PERFORMANCE to również hybryda ładowana z gniazdka, ale w teście zadowoliliśmy się znacznie tańszym 300 e.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoPoznaj kontekst z AI
Ile trzeba zapłacić za Mercedesa GLC 300 e?
Testowana hybryda 300 e to najtańsza wersja takiego napędu (są jeszcze 300 de, 400 e i wspomniane Perfermance). Bazowa cena w tym przypadku to 327 700 zł. Co dostajemy za te pieniądze? Sztuczną skórę, alufelgi o średnicy 18 cali, klimatyzację dwustrefową, nawigację czy też oświetlenie ambientowe. Ale Mercedes bez pakietu AMG lub takich zdobyczy techniki jak pneumatyczne zawieszenie lub skrętna oś tylna? Zatem beztrosko zaznaczmy w konfiguratorze stosowne opcje, takie jak pakiet AMG Premium Plus, lakier metalik (darujemy sobie drogą linię Manufactur), 20-calowe felgi, prawdziwą skórę Nappa, boczne poduszki z tyłu, hak holowniczy (w końcu to hybryda ze świetnym uciągiem — 2000 kg), ładowanie DC, pakiet Engineering, dodatkowe USB… Dość! Na rachunku za testowany samochód pojawiła się suma 477 994 zł, czyli w dopłatach mamy już ponad 150 tys. zł! Wyposażenie jest naprawdę bogate, ale jakbyśmy chcieli, to bez trudu przebijemy granicę pół miliona zł. A przecież to tylko rodzinny SUV!
Czy Mercedes GLC jest wart swojej ceny?
Pierwsze wrażenie nie pozostawia wątpliwości. Ładne, duże koła, ciekawy lakier, atrakcyjna tapicerka, bardzo bogate wyposażenie — auto świetnie się prezentuje, a... wśród znajomych o dodatkach będzie można rozmawiać godzinami. Fotele rzeczywiście są wygodne, dwie osoby, czy to z tyłu czy z przodu, będą podróżować naprawdę komfortowo. Przeszkodą w zabraniu trzeciego pasażera na kanapie będzie nie tyle szerokość wnętrza sięgająca 150 cm, co ukształtowanie siedziska i oparcia stawiające na dwie osoby oraz sporych rozmiarów tunel centralny, zabierający miejsce na nogi pośrodku kabiny.
Trzeba też oszczędniej obchodzić się z bagażami, bo z 620 l w podstawowych odmianach GLC, w hybrydzie pozostaje tylko 470 l — wielu producentów potrafi zabudować akumulator bez takiej straty miejsca (tu pod podłogą bagażnika), choć trzeba przyznać, że to po części cena klasycznego, mechanicznego napędu — w GLC centralnie pod podłogą biegnie wał napędowy. Garb na podłodze kufra nie jest duży, a po złożeniu kanapy (można przyciskiem od strony bagażnika) mamy do dyspozycji przestrzeń o długości około 1,8 m, więc — z drugiej strony — nie jest aż tak źle. Szkoda jednak, że schowek tuż przy klapie zmieści głównie gaśnicę, a nie kable.
Ja jeździ Mercedes GLC 300 e?
Zgodnie z przewidywaniami — świetnie! Nieco więcej koni oferuje silnik spalinowy, ale elektryczny zdecydowanie góruje momentem obrotowym. Łączna moc to 313 KM, moment systemowy sięga zaś 550 Nm. Oznacza to nieprawdopodobny ciąg w zasadzie bez większego względu na aktualną prędkość jazdy. Osiągnięcie 100 km na godz. nie powinno zająć dłużej niż 6,7 s. Mercedes obiecuje spalanie w cyklu hybrydowym (czyli z "pustą" baterią) na poziomie 8 l/100 km oraz zasięg na prądzie (tu oczywiście odwrotnie — gdy akumulator będzie całkowicie naładowany) 116 km.
Jak wyglądają te liczby w praktyce? Podczas oszczędnej jazdy udało nam się uzyskać wynik 8,7 l/100 km, częściej będzie to jednak 9-10 l/100 km, co biorąc pod uwagę masę i dynamikę nie jest takie złe. Z kolei po naładowaniu baterii pokonaliśmy bez odgłosu spaliniaka 84 km — mniej niż obietnice, ale również nie najgorzej. Niestety, to wynik dość sporego zużycia prądu, bez kłopotu osiąga ono 25, a nawet 30 kWh/100 km (przy temperaturze na zewnątrz około 10 stopni Celsjusza). Wynik najbardziej zbliżony do realnego: 37 proc. jazdy na prądzie to łączne zużycie 12,9 kWh i 6,6 l/100 km. Koszty? Da to około 40 zł za paliwo i 30 zł za prąd. Łącznie dość sporo, wiele zależy od wykorzystania silnika elektrycznego i ceny energii, która może się wahać od… 0 do nawet ponad 3 zł za kWh. Elektrykiem można jeździć taniej, ale tu, mimo skromnego, bo tylko 49-litrowego baku, postoje w trasie będą krótsze.
Standard ładowania Mercedesa 300 e przewiduje pokładową ładowarkę prądu przemiennego (trzyfazową) o mocy 11 kW. Za dopłatą blisko 3000 zł pojawi się gniazdo do ładowania prądem stałym z deklarowaną mocą 60 kW. Maksymalnie udało się nam osiągnąć moc 45 kW. Swoją drogą przebieg ładowania nie jest przewidywalny, startujemy z poziomem naładowania 5 proc., na ładowarce DC, z włączoną w aucie opcją szybkiego ładowania (swoją drogą — po co jest funkcja ograniczająca moc ładowania DC?) i komputer sugeruje 57 min potrzebne na osiągnięcie 100 proc. Jednak cały proces potrwał ponad 1 godz. i 20 min.
Mercedes GLC 300 e — drobiazgi ciekawe i... denerwujące
Nie mamy wątpliwości, że Mercedes ma znacznie więcej pozytywnych cech. Wyświetlacz przezierny na przedniej szybie jest duży, ale w praktyce może pomóc, umieszczając dane nawigacji bezpośrednio w zasięgu wzroku kierowcy. Tylna oś skrętna ułatwia manewrowanie i stabilizuje pojazd (zależnie od prędkości). Pod silnikiem znalazła się osłona, kamery pokazują to, czego oczekujemy, np. sygnalizator świetlny na skrzyżowaniu. Duży ekran multimediów jest tak podzielony, że mimo umieszczenia na nim sterowania np. ogrzewaniem nie ma z tym problemów. Menu daje spore możliwości ustawień różnych funkcji, jak np. oszczędność prądu w baterii. Minusy? Głównie jeden — uparte opieranie wielu funkcji na gładzikach, które zwyczajnie nie dają precyzji sterowania i trzeba skupiać się na osiągnięciu zamierzonego celu zamiast na drodze.
Mercedes GLC 300 e — nasza opinia
Testowany Mercedes to hybryda plug-in, z licznymi zaletami, ale i wadami takiego rozwiązania. Możemy jeździć cicho i spokojnie na prądzie (akceptowalny dystans, świetne osiągi), ale nie będzie to tanie, a skomplikowana konstrukcja wpływa na wnętrze (jak bagażnik) i ewentualne koszty serwisu (spora bateria, zaawansowany silnik spalinowy z wtryskiem bezpośrednim, turbiną i doładowaniem elektrycznym).
Cena? Dla wielu klientów zaporowa, ale jak widać po wynikach, Mercedes chińskiej konkurencji się nie boi. Kto chce Mercedesa to i tak go kupi. Ale dla przyzwoitości przynajmniej gwarancja mogłaby być dłuższa niż 2 lata...