- Nowy Volkswagen T-Roc jest dłuższy i wewnątrz zdecydowanie bardziej przestronny niż jego poprzednik
- Na początek auto oferowane jest tylko w dwóch wersjach silnikowych – w obu przypadkach mamy do czynienia z mikrohybrydą zbudowaną na bazie benzynowego silnika 1.5 TSI
- Zespół napędowy T-Roca – silnik i skrzynia biegów – wykorzystują szereg zaawansowanych sposobów oszczędzanie paliwa i jest w tym zaskakująco skuteczny
- Najciekawsze są jednak rozwiązania zastosowane w kokpicie – to europejska wersja nowoczesności spotykanej w azjatyckich modelach aspirujących do klasy premium; okazuje się, że tak niewiele trzeba, by było dobrze
- Samochód został wypożyczony do testu od importera, a po teście zwrócony
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Nie, nowy T-Roc nieprzesadnie nawiązuje wyglądem do poprzednika. Wielkością (tak z grubsza, bo jednak jest większy) – tak; przodem jednak bardziej do elektrycznych modeli Volkswagena jak choćby ID.3, trochę do aktualnego Tiguana. Jest nowocześniej bez dwóch zdań, dyskusja o urodzie nie ma jednak większego sensu. Jak dla mniej auto jest przyjemne dla oka, proporcjonalne, zwarte – ale lepiej od razu zajrzyjmy do wnętrza.
Poznaj kontekst z AI
We wnętrzu Volkswagena T-Roca zaszła rewolucja
Rewolucja rzuca się od razu w oczy, ponieważ od razu widzimy po pierwsze, zestaw najnowocześniejszych multimediów, jakie ma w zanadrzu Volkswagen, a jednocześnie szybko zorientujemy się, że projektanci zdecydowali się zastosować wszelkie możliwe metody mające na celu okiełznać oczywiste wady nowoczesnych technologii, za co chwała im, choć nie jest tak, że docenimy je od razu.
Są więc dwa ekrany – jeden bardzo duży na środku deski rozdzielczej, w dolnej części wykończony wirtualnymi suwakami do sterowania temperaturą i głośnością, jeden nieco mniejszy, ale też niemały przed kierowcą. Wyświetlacz umieszczony przed kierowcą wzięto z górnej półki, co zwłaszcza po zmroku widać od razu – obraz jest ostry, wyraźny, podświetlenie równomierne, nieoślepiające. Natomiast ekran umieszczony na środku deski rozdzielczej jest duży i na pierwszy rzut oka dość skomplikowany – wokół głównego obrazu mamy linie ikon-skrótów do różnych funkcji pojazdu.
Na dziś te ikony-skróty to odpowiedź Volkswagena na liczne skargi kierowców, którzy Nie lubią przeklikiwać się przez wielopiętrowe menu użytkownika, aby wykonać najprostsze czynności. Na pierwszy rzut oka wygląda to na bałagan, ale bardzo szybko można to docenić, zwłaszcza jeśli ktoś jeździ czasem chińskimi samochodami, w których dizajn jest zazwyczaj przyjemnie minimalistyczny, ale obsługa zaprawdę fatalna. W kokpicie T-Roca bardzo szybko nauczymy się położenia skrótów zawsze obecnych na ekranie, a przecież wiele rzeczy można konfigurować, można też zawsze skorzystać ze ściąganego z górnej krawędzi ekranu, jeszcze jednego zestawu kafelków-skrótów...
W praktyce podczas jazdy nie będziesz musiał zbyt wiele grzebać w tym ekranie, bo jak już sobie wszystko ustawić, to będziesz miał. Wyjątek stanowi konieczność wyłączania niechcianych systemów wsparcia kierowcy uruchamiających się o każdorazowo po włączeniu silnika – sposób wyłączania ich nie jest przesadnie uciążliwy, naprawdę, zdarzają się dużo gorsze, ale też zdarzają się lepsze.
Czułość ekranu i precyzja jego działania jest absolutnie wzorowa – to plus.
Aha, na tunelu środkowym mamy duże pokrętło do sterowania głośnością, ewentualnie do wybierania trybów jazdy. Volkswagen wysłuchał skarg użytkowników na niewygodne wirtualne suwaki, na razie widać, że nie może z nich jeszcze zrezygnować, ale mógł dołożyć wygodne pokrętło. Super! Trochę zabawne jest, że teraz głośnością można sterować w trzech miejscach: z kierownicy, wirtualnym suwakiem pod ekranem i pokrętłem. Od przybytku głowa nie boli?
Najwięcej mechanicznych przycisków mamy na kierownicy i muszę przyznać, że logika ich działania udała się Volkswagenowi. Okazuje się, że większa liczba mechanicznych przycisków po prostu ułatwia obsługę – w tym przypadku i konfigurowanie ekranu, i przestawianie widoku wyświetlacza przed kierowcą, i włączanie ogrzewania kierownicy, i obsługa tempomatu adaptacyjnego są wyjątkowo proste.
W czasach, gdy pewne rzeczy przestają być oczywiste, trzeba pochwalić Volkswagena za szeroki zakres regulacji kierownicy w dwóch płaszczyznach i za bardzo wygodny, choć bez pełnej elektryki, fotel kierowcy. W rezultacie za kierownicą T-Roca można usadowić się bardzo przyjemnie, optymalnie.
Ale zaraz, halo! Jak stąd wyjść? Podaj największe zaskoczenie dla nowych użytkowników Volkswagena, zwłaszcza dla pasażerów, będą klamki, których nie znajdziemy już w tradycyjnym miejscu, w przedniej części panele drzwi. Klamki umieszczonych w przedniej części podłokietników jest to jedna ze zmian z serii: "skoro nie może być lepiej, to niech chociaż będzie inaczej".
Jak jeździ nowy Volkswagen T-Roc 1.5 eTSI?
Nowy T-Roc może być wyposażony w 116-konny silnik eTSI albo w 150-konny silnik eTSI. Jeździłem tym mocniejszym i gdybym kupował taki samochód, raczej bez wahania wybrałbym właśnie tę wersję, choć jest nieprzyzwoicie, o 12 tys. zł droższa od słabszej odmiany.
Wybrałbym miał, bo... daje radę. T-Roc to nie jest samochód, który wciska w fotel, ale udało się Volkswagenowi osiągnąć znakomitą płynność działania układu napędowego niezależnie od tego, w jakim momencie wciśniesz gaz, samochód bez szarpania, płynnie i równomiernie rozwija moc, i nie ma poczucia, że tej mocy brakuje. Ta płynność działania układu napędowego sprawia też, że nie ma kłopotów z trakcją, choć samochód jest (na razie) wyłącznie przednionapędowy.
Wnętrza jest bardzo dobrze wygłuszone, nawet przy prędkość autostradowej nie przeszkadzają ani szumy wiatru, ani dźwięki dochodzące z komory silnika.
Powiedziałbym, że T-Roc jeździ... trochę jak Golf. To mniej więcej ten poziom, te wrażenia, podobna przyczepność i zbliżona zdolność do pokonywania zakrętów. Nie ma fajerwerków, ale jedziesz wygodnie, nie męczysz się przesadnie, masz poczucie panowania nad samochodem.
Ile pali nowy Volkswagen T-Roc 1.5 eTSI?
To kolejna rzecz warta uwagi. Na dobrą sprawę tego, co wyrabia układ napędowy tego samochodu, ani nie czuć za bardzo, ani nie słychać – ale można to zaobserwować, patrząc na obrotomierz. Otóż system zaprojektowany jest tak, aby zawsze, za wszelką cenę oszczędzać paliwo i odzyskiwać energię z hamowania, na ile jest to możliwe, mając do dyspozycji układ mikrohybrydowy: gdy zdejmiesz nogę z gazu, przekładnia wchodzi najczęściej w tryb żeglowania – silnik wyłącza się, bieg jest rozłączany, auto się toczy; dotknij tylko hamulca, przekładnia wbija odpowiedni bieg, aby hamować silnikiem i ładować dodatkowy akumulator; lepiej nie zastanawiaj się, kiedy ten silnik odłącza poszczególne cylindry i co tam robi, ale ciesz się niskim spalaniem: nawet przy kilku stopniowym mrozie w warunkach miejskich spalanie poniżej 7 l na 100 km jest raczej normą niż wyjątkiem. Zasięg rzędu 700 km jest realny i nie wymaga wyrzeczeń ze strony kierowcy.
Co mnie wkurza w nowym VW T-Rocu?
Wkurza mnie, że Volkswagen uparcie trzyma się koncepcji oszczędzania na każdym aucie – chyba bez względu na wersję – paru euro na wykończeniu tylnej części nadwozia. Chodzi o boczki drzwi, które z przodu są mięciutka wykończone, podświetlone i ładne, a z tyłu są zrobione jak dla służby: górna część to twardy plastik gorszego sortu. Podświetlenie? Zapomnij! Gdybym nie wiedział, że jak tak robi fabryka i oglądał używany samochód, bym był przekonany, że ktoś wziął tylne drzwi od innego auta. Hej, Volkswagen – przemyśl to raz jeszcze! Czy uchodzi taki trik stosować w najdroższej wersji samochodu z dodatkowym "wypasem" za łącznie ponad 180 tys. zł? Tak wiem – większy brat Tiguan też tak ma.
Co mi się podoba w nowym VW T-Rocu?
Skromne 12 cm różnicy w długości nadwozia sprawia, że w nowym T-Rocu jest o wiele więcej przestrzeni niż w starym – docenią to zwłaszcza młode rodziny z dziećmi (choć, oczywiście, w samochodzie tej wielkości nie oczekujcie cudów). Fajny jest bagażnik. Warto docenić dostępność w tej wersji już niedrogiego dodatkowego wyposażenia jak np. reflektorów matrycowych.
Volkswagen T-Roc: reasumując...
Ten samochód to jeżdżący kawał solidnej techniki, na ogół zbudowany z towaru najwyższej jakości, samochód dobrze jeżdżący i oszczędny, a do tego dość przyjemny w obsłudze i w rezultacie skazany na sukces. Nie jest idealny w każdym detalu, ale może dzięki temu będzie co poprawiać w ramach face liftingu?
Volkswagen T-Roc 1.5 eTSI 150 KM – dane techniczne
| Silnik | mHEV, poj. 1498 ccm |
| Maksymalna moc silnika spalinowego/elektrycznego/systemowa: | 150 KM/110 KW |
| Maks. moment obrotowy systemu | 250 Nm |
| Napęd | przedni, przekładnia 7-biegowa, DSG |
| Prędkość maksymalna | 212 km/h |
| Przyspieszenie 0-100 km/h | 8,9 s |
| Wymiary (dł./szer./wys.) | 4372/1828/1573 mm |
| Rozstaw osi | 2629 mm |
| Masa własna/ładowność | 1474 kg/506 kg |
| Zużycie paliwa na 100 km w cyklu mieszanym (dane fabr.) | 5,8 l/100 km |
| Pojemność bagażnika | 475-1350 l przy złożonych tylnych siedzeniach |
| Cena wersji Trend 116KM/wersji R-Line 150 KM, egzemplarza testowego R-Line | od 130 tys. 390 zł/od 165 tys. 990 zł/ 186 tys. 800 zł |