Brabus wyposażył wysokoobrotowe V8 SLS-a w dwie turbosprężarki. Energiczny duet zabiera się do pracy z ciśnieniem powietrza doładowującego 0,7 bara, co w zupełności wystarcza do wykonania skoku wzwyż z 571 KM na 700 KM. Nowe kute tłoki i całościowe chłodzenie powietrza doładowującego uzupełniają udoskonalanie SLS-a.

Fanatycy mocy konstatują trzeźwo, że oto SLS ma nareszcie taką moc, jakiej potrzebuje. Zwykli kierowcy nie mogą wyjść z podziwu: samochód daje przedstawienie w stylu kina akcji, jakby to nie tuner, lecz hollywoodzki reżyser był jego twórcą. Na szczególną pochwałę zasługuje efekt wciśnięcia w fotel – SLS funduje to swojej 2-osobowej załodze.

Silnik ma niesamowitą „parę” już od samego dołu, a nie dopiero na obrotowych wyżynach. Niestety, więcej mocy znaczy mniej brzmienia – tej podstawowej zasady nie potrafi zmienić nawet Brabus.

To czysto retoryczne pytanie, ale spróbujemy na nie odpowiedzieć. Renomowany tuner z niemiec-kiego Bottrop (Zagłębie Ruhry) żąda za SLS-a 407 950 euro, co sprawia, że nawet multimilionerzy (i to ci, którzy swój majątek liczą w euro) z niedowierzaniem przecierają oczy.

Tym samym Brabusowi udało się wię-cej, niż podwoić cenę podstawową Mercedesa. W Niemczech SLS kosztuje „zaledwie” 186 830 euro (w Polsce 859 500 zł). Na otarcie łez: należący do najbardziej znanych tunerów na świecie Brabus udziela 3-letniej gwarancji.