Jeździłem najnowszym Rolls-Royce'em Phantomem. Czułem się jak arcyktoś

Błażej Buliński
Błażej Buliński
  • Pierwszy raz miałem przyjemność jeździć 4-drzwiowym Phantomem
  • Zmiany wprowadzone niecałe 5 lat po debiucie tej generacji pozwalają m.in. na bardziej awangardowe konfiguracje
  • Poruszając się niewiele ponad dobę po Warszawie, zauważyłem, że Phantom, mimo swoich rozmiarów i ceny, spotyka się niemal wyłącznie z pozytywnymi reakcjami
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu
Od mojej pierwszej i dotąd ostatniej jazdy Phantomem minęło 7 lat. Dobry los chciał, że było to rzadkie coupé siódmej generacji. Potężne, jeszcze z wolnossącym V12, niemające sobie równych ani też następcy. Częściej prowadziłem dwudrzwiowe Rolls-Royce’y niż limuzyny, z którymi ta marka przecież się kojarzy. Państwo wybaczą moje zepsucie, to wszystko dla Czytelników!
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Autor Błażej Buliński
Błażej Buliński

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu