• Pierwszy raz miałem przyjemność jeździć 4-drzwiowym Phantomem
  • Zmiany wprowadzone niecałe 5 lat po debiucie tej generacji pozwalają m.in. na bardziej awangardowe konfiguracje
  • Poruszając się niewiele ponad dobę po Warszawie, zauważyłem, że Phantom, mimo swoich rozmiarów i ceny, spotyka się niemal wyłącznie z pozytywnymi reakcjami
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu

Od mojej pierwszej i dotąd ostatniej jazdy Phantomem minęło 7 lat. Dobry los chciał, że było to rzadkie coupé siódmej generacji. Potężne, jeszcze z wolnossącym V12, niemające sobie równych ani też następcy. Częściej prowadziłem dwudrzwiowe Rolls-Royce’y niż limuzyny, z którymi ta marka przecież się kojarzy. Państwo wybaczą moje zepsucie, to wszystko dla Czytelników!

Przeczytaj także: wrażenia z jazdy kabrioletem Rolls-Royce Dawn

Czy sądzicie, że Rolls-Royce’em z zasady powinno się być wyłącznie wożonym? To stara prawda, której jednak nie uznają wszyscy właściciele, nawet ci posiadający flagowy model. Bowiem jedną z nielicznych zmian wprowadzonych w drugiej serii ósmej generacji Phantoma jest... pogrubienie wieńca kierownicy. Takie było życzenie "patronów", jak RR nazywa klientów. Poza tym grono mające w garażu oferowanego od 2017 r. Phantoma VIII prosiło, by modernizacja nie była ani zbyt dogłębna, ani zbyt widoczna. Dobrze ich rozumiem. Też bym nie chciał, by nawet 5 lat po kupieniu auta za 3-4 mln zł stało się ono już na pierwszy rzut oka "tym starym".

Tym razem dostąpiłem zaszczytu audiencji w Phantomie ze standardowym rozstawem osi (3,55 m), o poręcznej długości nadwozia 5,76 m. Czy to ten bardziej do samodzielnego prowadzenia? Powiedzmy. Na pewno ten mniej wystający poza obrys miejsca w garażu. Wydłużona odmiana mierzy o jeszcze 22 cm więcej, co sądząc po doniesieniach kolegów po fachu, którzy nią jeździli, może już rodzić wyzwania na parkingu.

Jak głosi napis na progu, specyfikacja "mojego" Phantoma nosi tytuł "The Founder". Powstała z myślą o Założycielu niedzielącym życia między pracę i zabawę. Odnoszących sukcesy kobietach i mężczyznach, którzy są kapitanami przemysłu, liderami biznesu, nieustająco dążącymi do sukcesu.

Konfiguracja ma zatem pewną dozę awangardy: nadwozie "burnout grey" (hm, jak to było z tym work-life-balance?), przełamane czarnymi listwami i cienkim paskiem Coachline w kolorze różu peonii – barwa ta jest przewodnim motywem tej kreacji. Linia zaczyna się na przetłoczeniu maski tuż za grillem, ciągnie przez całą długość nadwozia i kończy przed tylnym światłem. Rzecz niby tak prosta, a tak niezwykła. Bowiem ktoś to maluje ręcznie – artysta rzadkiego fachu!

Przeczytaj także: jak się jeździ mniejszą limuzyną Rolls-Royce'a – Ghostem?

22-calowe felgi też mają peoniowy akcent tuż przy stale trzymających pion znaczkach, ale przede wszystkim wzór kół z polerowanymi ramionami jest w Rollsie czymś dotąd niespotykanym. Elektrycznie wysuwana figurka Spirit of Ecstasy została wykonana ze zmielonego karbonu, stąd jest grafitowoczarna, a nie chromowana, jak zwykle. Ramka grilla także po raz pierwszy w Phantomie ma ciemny finisz, za to sam "ruszt" otrzymał podświetlenie.

Przednie światła zdobi gwiezdny motyw, który koresponduje ze słynną rozgwieżdżoną podsufitką: laserowo cięte małe otwory z diodami dają po zmroku przyjemnie stonowany efekt. Oto nowe możliwości dla, jak się okazuje, coraz młodszej klienteli Rolls-Royce'a. Last but not least: dopasowane pod kolorystykę specyfikacji parasolki są zawsze w gotowości w schowkach z funkcją suszenia.

Siadam za kierownicą, naciskam guzik i ogromne drzwi delikatnie się zamykają. To moment odcięcia się od zewnętrznego świata. Jestem w kokonie wyważonego luksusu, oszałamiającego kunsztem wykonania. Ponieważ klienci nie życzyli sobie rewolucji w kokpicie, wszystko jest po staremu, i to jest piękne.

Przełączniki, duże guziki, pokrętła, no i te trzpienie, którymi otwiera lub zamyka się nawiewy. Co wygląda na metal, jest nim. Operowanie poszczególnymi funkcjami przynosi niewymowną satysfakcję, bo nikt tu jeszcze nie wpadł na to, by zastępować klasyczne elementy obsługi dotykowymi panelami. Główny ekran ma może już nie najnowszy interfejs, znany z BMW, ale za to przyjemnie prosty.

Rolls-Royce Phantom VIII Series II – podróżna galeria sztuki

Monitor oczywiście jest chowany i wówczas można lepiej przyjrzeć się sztuce prezentowanej w "galerii" deski rozdzielczej. "The Founder" ma akurat dość dyskretny geometrycznie pozaginany panel wykonany ze 150 arkuszy włókna węglowego wg projektu Alastaira Gibsona. Mogliście widzieć kiedyś jego charakterystyczne rzeźby rekinów i innych ryb z karbonu. Tylko od fantazji właściciela zależy, co znajdzie się za hermetycznym szkłem "galerii".

Dla mnie małym dziełem sztuki są już same tłoczenia Spirit of Ecstasy na boczkach drzwi. Grube dywaniki z mięciuteńkiej wełny – przy każdym dotyku zniewalające. No i misterność skórzanych wykończeń. Obszycia sięgają wszelkich zakamarków, nawet kieszenie w drzwiach są od środka całe ze skóry w kontrastującym różu. Wisienkę na torcie stanowi obszycie manetek przy kierownicy – co prawda, akurat nie tej części, której się dotyka przy włączaniu kierunkowskazu czy wycieraczek, lecz samych "patyków". Gruba nić i wzór szwu są niezwykłe.

Uruchamiam klejnot tkwiący pod ogromną maską. Niezmiennie V12, od lat o pojemności 6,75 l. Aksamitnie pracujące – to za mało powiedziane. Jest coś fascynującego i smutnego zarazem, że tę gładkość pracy dziś można osiągnąć o wiele łatwiej i taniej za pomocą silnika elektrycznego.

Przeczytaj także: Elektryczny Rolls-Royce będzie nazywał się Spectre. Co o nim wiemy?

Premiera pierwszego Rolls-Royce’a na prąd tuż-tuż, ale przypuszczam, że spalinowe biturbo w Phantomie będzie żyło do ostatniej legalnie dopuszczalnej chwili – poza Europą przypuszczalnie jeszcze dłużej. Poprzednia generacja Phantoma utrzymała się na rynku przez aż 14 lat. Nie zdziwiłbym się, gdyby obecna platforma, nazywana przez RR architekturą luksusu, też tak długo służyła za bazę rozwojową.

Rolls-Royce Phantom (2022, VIII Series II) Foto: Igor Kohutnicki / Auto Świat
Rolls-Royce Phantom (2022, VIII Series II)

Praca potężnego silnika na biegu jałowym jest w kabinie niewyczuwalna. Izolację akustyczną mierzy się w Phantomie w dziesiątkach kilogramów, w kabinie jest niebiańsko cicho. Specjalną pianką absorbującą hałas wypełniono tu nie tylko profile blach, lecz także opony, a szyby mają grubość aż 6 mm.

Cichy szmer słyszę dopiero podczas mocniejszego przyspieszania. To uświadamia mi po raz kolejny, w czym tkwi rzecz "duchowych nazw" Rolls-Royce’ów. Moc wydaje się brać znikąd, tak cicho jest w kabinie. 571 KM i 900 Nm serwowane są bez wyczuwalnego wysiłku jednostki niczym na srebrnej tacy. Moment obrotowy osiąga swój potężny szczyt już przy... 1700 obr./min!

Pedał gazu ma długi skok, dzięki czemu mogę delikatnie przyspieszać i zwalniać, podobnie precyzyjnie dozuje się hamulec. Nawet w sytuacji gwałtownego hamowania Phantom daje się "złapać" bez bujnięcia przy zatrzymaniu. Na mocne wciśnięcie gazu napęd reaguje z pełną godności zwłoką, po czym lekko unosi przód i przyjemnie daje odczuć przeciążenie. Pierwszą setkę zamyka w 5,3 s, a do rozpędzenia jest tu 2,6 tony.

Rolls-Royce Phantom VIII Series II – mocny i szybki, ale jeździsz nim dostojnie

Przyjemność jednak nie w tym, by deptać gaz. Kierownica (którą wolę cieńszą, czyli starszą, gdyby ktoś pytał) obraca się superlekko i działa na wszystkie koła. Manewrowanie nie jest tak trudne, jak mógłby sugerować ten gabaryt. Wrażenie robią też pewność zachowania i trzymanie drogi w szybszych zakrętach.

Phantom tak naprawdę nie jedzie, on niemal unosi się nad jezdnią. Rolls-Royce nazywa zestrojenie zawieszenia "latającym dywanem" i choć stabilizacja nadwozia nie jest tak bystra, jak w innych dużych limuzynach, trzeba wjechać na tak nierówną nawierzchnię, jak warszawska ulica Karowa, by nadwozie się rozbujało. Do 100 km/h kamera podpowiada aktywnemu zawieszeniu, kiedy nastawiać się na nierówności, dzięki temu większość dziur w asfalcie pozostaje dla podróżujących niezauważalna.

Phantom nigdzie nie przemknie niezauważony. Inni kierowcy próbują dojrzeć, kto siedzi z tyłu. Podjeżdżam pod warszawski hotel Bristol, by zrobić kilka zdjęć. Na podjeździe zwykle parkują luksusowe auta, ale nawet tu Rolls-Royce nie jest codziennym widokiem.

Phantomem interesują się goście hotelowi i turyści spacerujący po Krakowskim Przedmieściu. Powstaje co najmniej tyle samo zdjęć na Fejsa i Insta, ile do naszej sesji – fotografowi nie ułatwia to zadania. Ja staram się najlepiej, jak potrafię zaspokajać głód informacji zainteresowanych. W końcu ukrywamy się za rogiem, przy słynnej hotelowej kawiarni. Dzień z Rollsem zobowiązuje do napicia się kawy w cenie małego posiłku. Jestem gotowy usiąść z tyłu.

Rolls-Royce Phantom VIII Series II – z tyłu lepiej widać gwiazdy

Otwierane do tyłu drzwi pomagają godnie wkroczyć. Kanapa jest jeszcze wygodniejsza niż przednie fotele. Siadasz, wzdychasz i w akcie zachwytu może ci się wymsknąć łacina. Chmurkowość dywaników kusi, by zdjąć obuwie, lodówka w oparciu – by wznieść toast kryształowymi kieliszkami. Nad głową – słynne gwiazdy, z których co jakiś czas jedna "spadnie".

Siedzenia są indywidualnie regulowane, masują na osiem sposobów, chłodzą i grzeją, choć to jeszcze nie szczyt możliwości Phantoma: topowe fotele rozkładają się do pozycji półleżącej, mają podpórki pod łydki i minibarek w podłokietniku. W tym Phantomie są "tylko" wysuwane z podłogi podpórki pod stopy. Pamiętając słowa Henry’ego Royce’a, że drobiazgi czynią perfekcję, ale perfekcja to nie drobiazg, pozwolę sobie na taką sugestię: gdyby te podpórki znajdowały się kawałek dalej od kanapy, pomogłyby przyjąć wygodniejszą pozycję.

Choć można się tu rozsiąść, zakładając nogę na nogę, to swoboda maleje, gdy chce się skorzystać z tylnych ekranów – do tego najpierw muszą odchylić się elektrycznie stoliczki, niestety, dokładnie na wysokości kolan. Hm, że też żaden z "patronów" nie poprosił, by rozwiązać to w inny sposób. W długiej wersji pewnie nie ma tego problemu. Z perspektywy kierowcy – też nie.

Chowam ekran i stolik, dodatkowa rozrywka jest mi tu zbędna. Czuję się jak arcyktoś. I każdy, kogo tu sadzam, moje wrażenie potwierdza. W prowadzeniu Phantoma jest moc magii i niedowierzania. Jednak doświadczenie pełni jego czaru wymaga bycia wożonym. Z tyłu.

Rolls-Royce Phantom VIII Series II – nasza opinia

Przerażające jest to, jak łatwo można przywyknąć do poczucia błogości, które daje jazda Phantomem, szczególnie z tyłu. Miłe zaskoczenie: jak wiele pozytywnych reakcji wywołuje u postronnych osób! Nawet gdy się im zdradzi cenę. Marka ma swoją magię. Są pewne doznania, których można doświadczyć tylko w Rolls-Roysie. Moje wrażenie potwierdzają także osoby mniej zainteresowane autami. Phantom rzeczywiście zmieniać się nie musi. Robi to, co do niego należy, i to najlepiej.

Rolls-Royce Phantom VIII Series II – dane techniczne (producenta)

Silnik benzynowy, V12, biturbo
Pojemność 6749 cm3
Moc 571 KM przy 5000 obr./min
Moment obr. 900 Nm przy 1700 obr./min
Napęd 4x4
Skrzynia biegów aut. 8
Pojemność bagażnika 548 l
Średnie spalanie wg WLTP 15,1 l /100 km
Emisja CO2 345 g/km
Vmaks 250 km/h
0-100 km/h 5,3 s
Cena od 2,84 mln zł (brutto, z akcyzą)
Cena testowanego egzemplarza 3,74 mln zł (brutto, z akcyzą)