Tak, jestem zachwycony. Czym? To chyba jasne. Tym, jak Lexus LC się prezentuje. To przepiękne coupe, które – postawione obok Mercedesa klasy S Coupe, wygląda, jakby było z bajki „Piękna i bestia”. Chyba wiecie, kto w tym duecie będzie bestią. Lexus zadziwia mnie tym, że pokazuje koncepcyjne pojazdy, które następnie stają się autami produkcyjnymi w niemal niezmienionej postaci. Tak było z rewelacyjnym IS-em, podobnie stało się z NX-em, a teraz – mamy LC. Spójrzcie na zdjęcie konceptu LF-LC z 2012 roku. Ten prototyp wygląda niemal identycznie jak obecne, produkcyjne LC. Niesamowite.

Lexus LC 500h – musisz zwrócić na niego uwagę

Obok nowego coupe Lexusa nie da się przejść obojętnie. Moim zdaniem ten samochód wręcz krzyczy swoją sylwetką „musisz mnie mieć!”. I wiele osób z tym się zgadza, bo Lexus LC, jak na wóz tej klasy, sprzedaje się niczym świeże bułeczki. Nawet w Polsce – model ten widuje się już na ulicach dużych miast. Nie da się zatem ukryć, że Lexusowi udało się przekonać ludzi, że to auto jest czymś szczególnym i naprawdę warto zwrócić uwagę na markę, która jest w stanie wytworzyć taki arcydzieło sztuki designerskiej.

Tyle że LC to coś więcej niż arcyciekawe nadwozie. To także dzieło sztuki inżynierskiej. Dlaczego? Weźmy choćby podwozie. To nowa platforma Lexusa o nazwie GA-L, na której zbudowano też luksusową limuzynę LS. To konstrukcja zbudowana z przeróżnych rodzajów stali, w większości o zwiększonej wytrzymałości, a także z aluminium. Wszystko po to, by uzyskać możliwie największą sztywność przy jak najmniejszej masie.

Lexus LC 500h – zbyt dużo technologii

Jestem też pełen podziwu dla konsekwencji, z jaką stworzono coupe z układem i rodzajem napędu, jaki spotyka się coraz rzadziej. W znakomitej wersji LC 500 to auto z wolnossącym V8 umieszczonym z przodu oraz napędem na tył. Kłopot w tym, że tym razem testuję wersję LC 500 z literką „h” w nazwie. A to oznacza hybrydę. I o ile V8 w dawnym stylu to mistrzostwo świata pod każdym względem, to o modelu hybrydowym nie mogę już napisać tego samego. Choćby dlatego, że spalinowo-elektryczny zespół napędowy składa się z silnika zaledwie 6-cylindrowego oraz ze wspomagającego go motoru na prąd.

Jak ten tandem współgra ze sobą? Tak sobie. Zacznijmy od tego, że nie jestem wielkim entuzjastą przekładni planetarnej stosowanej we wszystkich hybrydowych Lexusach i Toyotach. Z punktu widzenia kierowcy działa ona jak skrzynia bezstopniowa i... bywa irytująca. Szczególnie podczas nagłego przyspieszenia. Wówczas wycie silnika jest piekielnie irytujące. Zaletą tego rozwiązania, docenianego przez taksówkarzy i szefów flot, jest za to bezawaryjność. Niemal całkowita. Lexus w swoim GT do wspomnianej przekładni dorzucił jednak coś jeszcze: hydrokinetyczny, 4-biegowy automat oraz trzy zdefiniowane, wirtualne „przełożenia” skrzyni bezstopniowej. W sumie, z punktu widzenia kierowcy, mamy 10-biegowy automat – trzy razy trzy to dziewięć plus dziesiąty bieg jako „overdrive”. Jak to działa?

Lexus LC 500h – jak nie przedobrzyć

Tak sobie. W niektórych sytuacjach ujawnia się oblicze skrzyni bezstopniowej - znanej choćby z Priusa - i silnik V6 wchodzi jednak na wysokie obroty na dłużej i nieśmiało zawyje, zanim tradycyjny automat wrzuci kolejne, prawdziwe przełożenie. Niestety, klang silnika nie należy do tych powodujących ciarki, jak choćby w LC 500 z V8 na pokładzie. W hybrydzie to raczej metaliczne, techniczne brzmienie wolnossącego V6. Nic fascynującego i to mimo zastosowania mechanicznego wspomagania brzmienia przy wysokich obrotach. Szkoda.

Można oczywiście przejść na samodzielnie dobieranie przełożeń, ale to też nieszczególnie fascynująca czynność. Przeklikiwanie się przez dziesięć biegów to czynność irytująca – za dużo tego! Jak dla mnie, nawet siedem przełożeń to już za wiele. Po co tyle klikać? Ale napęd tego wymaga. Inaczej samoczynnie przełączy się w tryb automatu. Cóż, nawet w Lexusie mówią, że LC to nie jest wóz do ścigania na torze. To klasyczne GT, do pokonywania długich tras dla czystej przyjemności prowadzenia. A akurat hybryda do tego nadaje się znakomicie.

Lexus LC 500h – spokój procentuje

Gdy czerpiemy frajdę z bezstresowego prowadzenia drogą szybkiego ruchu, LC 500h sprawuje się świetnie. Pod pewnymi względami nawet lepiej niż ten sam model z tradycyjnym, benzynowym V8. Po pierwsze, zużywa relatywnie niewiele benzyny. Da się, i to przy całkiem szybkiej jeździe, utrzymać spalanie w okolicach 10 l/100 km. Pamiętajmy, ten wóz ma prawie 360 KM i setkę osiąga w mniej niż 5 sekund. To naprawdę szybka i mocna hybryda. A po drugie? Otóż wydaje mi się, że LC 500h jedzie bardziej harmonijnie, ciszej, przytulniej. Ale może to subiektywne odczucie? Może w wersji z V8 odzywa się ten atawistyczny pęd do wielkich silników rodem z amerykańskich muscle carów.

Co ciekawe, hybryda niewiele pali też w mieście. Jeśli jedziemy spokojnie, utrzymamy wspomniany poziom z trasy. Litowo-jonowe baterie gromadzą prąd i w razie czego, na przykład w korku, umożliwiają pełzanie bez włączania silnika spalinowego. Teoretycznie da się tak przejechać około 1,5 km. Później też jest jednak oszczędnie, bo zależnie od sposobu jazdy przekładnia planetarna umiejętnie żongluje przepływami energii – tej z akumulatorów i tej wytwarzanej w wyniku spalania benzyny. W konsekwencji spalinowy silnik nigdy nie musi pracować pod dużym obciążeniem i siłą rzeczy pali niewiele. Cóż, mamy GT do miasta.

Lexus LC 500h – prowadzi się bardzo dobrze

Znacie gościa, który nazywa się Akio Toyoda? To dzięki niemu Toyota ma GT86, a Lexus miał przez chwilę niesamowite LFA. Pan Toyoda nie tylko rządzi wielkim koncernem, ale jest też kierowcą wyścigowym. Przyznał, że słyszał od klientów Lexusa, jak strasznie nudna była to marka. Od czasów LFA już taka nie jest, a LC to tylko kolejny dowód wielkich zmian. Także dlatego, że LC – także ten hybrydowy – świetnie się prowadzi.

Tu słowo wyjaśnienia: do testów otrzymałem wersję Superturismo, czyli z wszystkimi możliwymi dodatkami: dachem z tworzywa wzmocnionego włóknem węglowym (niżej położony środek ciężkości), układem kierowniczym o zmiennym przełożeniu, tylnymi kołami skrętnymi oraz prawdziwym mechanizmem różnicowym o zwiększonym tarciu (typu Torsen). Wszystko to sprawia, że LC, mimo nieznacznego uczucia sztuczności w kierowaniu, prowadzi się precyzyjnie, posłusznie, zwinnie. Pewnie V8 nieco lepiej reaguje na gaz, ale układ kierowniczy w obu LC jest taki sam: bardzo dobry. Oczywiście można zmieniać jego charakterystykę, wybierając tryb jazdy: ekologiczny, wygodny, sportowy lub sportowy z plusikiem. Ten ostatni sprawia, że wszystkie reakcje auta są bardziej gwałtowne, ostrzejsze. Czy to dobrze? W hybrydzie – nie koniecznie. Na szczęście nie ma przymusu, by jeździć z włączonym Sport+.

Lexus LC 500h – słowo o wyposażeniu

Co można powiedzieć o kabinie? Świetnie wykończona, z fantastycznymi siedzeniami i generalnie nieźle zaprojektowana pod względem ergonomii. Warto też zainwestować w auto z systemem audio Mark Levinson z 13 głośnikami. Brzmi jak milion dolarów. Tylko dlaczego w parze z mistrzowskim zestawem muzycznym idzie słaby system multimedialny? Dlaczego w tak dopieszczonym samochodzie Lexus stosuje niewygodne i nieintuicyjne sterowanie nawigacją, radiem i wieloma innymi funkcjami. Czas na zmiany!

Czas na podsumowanie. Czy warto kupić Lexusa LC 500h? Owszem. To kawał dobrego samochodu, choć skierowanego – ze względu na hybrydowy napęd – do specyficznego grona odbiorców. Do tych, którzy interesują się technologiami, którzy chcą być „eko” i na czasie. Ja jednak wolę inną wersję LC, tę z V8. Dobrze, że kosztuje tyle samo co hybryda. Brawa dla Lexusa za politykę cenową.

Lexus LC 500h – dane techniczne:

Pojemność skokowa i rodzaj silnika 3456 cm3, V6, benz. + elektr.
Moc 299 KM (V6) + 179 KM (elektr.), łącznie 359 KM (nie sumuje się)
Moment obrotowy 348 Nm (V6) + 300 Nm (elektr.)
Skrzynia biegów i napęd 10-biegowy automat (3 przekł. planetarna + 4 przekł. hydrokinetyczna), napęd na tył
Prędkość maksymalna 250 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h 5 s
Średnie zużycie paliwa 6,4 l/100 km (producent)
Masa własna 1985 kg
Cena od 537 tys. zł