W dzisiejszych czasach niemal każdy chce się wyróżniać. Indywidualizm jednak (zwłaszcza w motoryzacji) dużo kosztuje. Nawet w przypadku małych, miejskich samochodów. Wie o tym każdy, kto chciałby mieć w garażu takie oryginały jak kultowe Mini, włoska piękność Alfa Romeo MiTo czy ich francuski odpowiednik Citroën DS3.

Dla tych, których nie stać na kupno wspomnianych aut, a którzy chcą jeździć oryginalnie wyglądającym samochodem, mamy świetną propozycję – Opla Corsę „dozbrojonego” w pakiety stylistyczne.

Przepis na oryginalnego „mieszczucha” ze znaczkiem Opla nie jest skomplikowany. Po pierwsze, trzeba zdecydować się na trzydrzwiową odmianę. Wiemy, że bywa mniej praktyczna, jednak nie o funkcjonalność tu chodzi, choć i tak w Corsie dzięki przestronnej kabinie i pojemnemu bagażnikowi reprezentuje ona wysoki poziom.

Narzekać można tylko na niewygodne zajmowanie miejsc tylnych. Podczas wykonywania tej czynności trzeba uważać na palce, które mogą zostać przygniecione przez ucho dźwigni odpowiedzialnej za składanie oparcia i przesuwanie fotela.

Indywidualność naszemu samochodowi nada bez wątpienia odpowiedni kolor lakieru metalicznego (1800 zł): czerwony, czarny, ewentualnie jaskrawozielony – jak w przypadku testowanego egzemplarza. Białego nie polecamy, gdyż auto może się wówczas kojarzyć z pojazdem przedstawiciela handlowego. Proponowane kolory świetnie kontrastują z dwoma pasami biegnącymi wzdłuż nadwozia, które są wyróżnikiem pakietu Linea (3400 zł). Do wyboru mamy dwa warianty kolorystyczne: czarny i biały.

W skład pakietu wchodzą także 17-calowe felgi aluminiowe w identycznych jak pasy kolorach. Nasz wymarzony „indywidualista” zyskuje na wyglądzie, ale prawdziwy charakter nada mu dopiero pakiet stylistyczny OPC 2 (6500 zł). Dlaczego drugi, skoro jest tańszy OPC 1 (5000 zł)?

W pierwszym otrzymamy jedynie spoiler dachowy, sportowe nakładki na progi i zderzaki oraz chromowaną końcówkę wydechu. Drugi – dzięki skórzanej kierownicy, jak i gałce zmiany biegów, matowosrebrnym wlotom powietrza i panelowi pokrytemu lakierem fortepianowym – dodaje wnętrzu oryginalności. O wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa i komfortu nie musimy się martwić, gdyż otrzymamy je w dość bogatej wersji Cosmo.

Wybór silnika zależy od zasobności portfela. Polecamy topowego diesla o mocy 130 KM (uwaga, jest kosztowny!), który gwarantuje znakomite przyspieszenie i – co ważne – jest oszczędny. Jeśli w pełni wykorzystamy jego potencjał, to nie mamy co liczyć na średnie spalanie obiecywane przez producenta. Podczas jazd testowych Corsa 1.7 CDTI zużyła średnio 6,8 l/100 km, co uznajemy za dobry wynik, biorąc pod uwagę osiągi auta (poniżej 10 s do „setki”).

Dużą frajdę z jazdy gwarantowało dopracowane podwozie i precyzyjny układ kierowniczy. Dość sztywno zestrojone zawieszenie i niskoprofilowe opony zapewniały dobrą przyczepność, choć jednocześnie obniżały nieco komfort resorowania. Generalnie jednak podwozie współgrało z charakterem auta.

PODSUMOWANIE - Gdy umawiałem się na test prezentowanego egzemplarza, nie rozbudziło to we mnie żadnych emocji. Pomyślałem: kolejne nudne miejskie auto z dieslem. Jakież było moje zdziwienie, gdy na parkingu zobaczyłem śliczny, rasowo wyglądający pojazd.

Mimo że nie jestem fanem spoilerów i pasów na dachu (à la Viper), to Corsa mi się spodobała, a mój zachwyt rósł z każdym przejechanym kilometrem. Mocny, 130-konny turbodiesel gwarantuje świetne osiągi i – co najważniejsze – nie narusza zbytnio zasobów portfela. Dzięki dopracowanemu podwoziu daje też frajdę z szybkiej jazdy na zakrętach.