Już sam styl tych samochodów podpowiada, że dzielą między sobą geny. Są ekstrawaganckie. Mają ostre, zdecydowane, energetyczne linie. Pierwszy raz mieliśmy okazję popatrzeć na nie wszystkie w jednym miejscu, z powietrza.

Co marka Lexus ma wspólnego z dronem?

Bardzo dużo. Pamiętacie pierwsze drony sprzed kilku lat? Jakie miały wymiary i ile kosztowały? Jakie rozdzielczości miały montowane na nich kamery? Jaka była ich nośność, prędkość i zasięg?

No właśnie. Nie tak dawno sam widok lecącego drona wywoływał zamieszanie niczym wizyta UFO. Technologia jeszcze raczkowała, drony często „uciekały” operatorom, ale upór inżynierów i popyt na rynku sprawiły, że dziś funkcjonalnego i sprawnego drona można kupić za dziesięć razy mniejszą kwotę niż kiedyś.

A Lexus? Japońska marka też zabrała się kiedyś za coś, czemu inni nie dawali szans przetrwania = za hybrydowy napęd spalinowo-elektryczny. I wbrew trudnościom, jakie napotyka każda nowatorska technologia, Lexus rozwijał swoją koncepcję. I rozwinął ją tak, że hybryda jest dziś niewiele droższa od turbodoładowanego napędu benzynowego, przyczyniając się do ograniczenia marnowania energii, traconej podczas hamowania bezpowrotnie w milionach aut na całym świecie.

Różnica między dronami a hybrydami Lexusa jest taka, że o ile technologia produkcji dronów została dziś szeroko opanowana, o tyle w klasie premium tylko Lexus potrafi od lat dostarczać tak ekonomiczne w zakupie samochody, co czyni je najpopularniejszymi hybrydami premium na wielu rynkach świata.

Ale nie każdy musi lubić napęd hybrydowy – Lexus to szanuje, chociaż stawia zdecydowane weto przed sprzedawaniem diesli. Wyrazem tego szacunku jest samochód, którym mieliśmy okazję jeździć. To Lexus NX300 z turbodoładowanym silnikiem benzynowym o mocy 238 koni mechanicznych, z automatyczną skrzynią biegów. I musimy przyznać, że jak na pokaźnego SUV-a (długość: 463 cm) ten samochód prowadzi się tak, jakby był mniejszy i lżejszy, niż jest w rzeczywistości.

Silnik bez wysiłku rozpędza SUV-a Lexusa do pierwszej „setki” w około siedem sekund. Moment obrotowy 350 Nm jest dostępny w bardzo szerokim zakresie: od 1650 do 4000 obrotów na minutę, a automat zawsze pilnuje tego, żeby silnik szybko osiągał zakres obrotów, w którym turbina łapie odpowiedni oddech. Skrzynia biegów współpracuje z silnikiem tak sprawnie, że nie trzeba przełączać ustawień pedału gazu, układu kierowniczego i skrzyni biegów w tryb sportowy, żeby cieszyć się z dynamicznej, swobodnej jazdy.

Ile pali taki Lexus NX300?

Na autostradzie wyszło nam 8,5 l/100 km. W mieście będzie to 11-12 l/100 km przy dość swobodnym wciskaniu gazu. Jeżeli szukacie oszczędności i narzędzia do eko-jazdy, to warto zastanowić się nad hybrydowym Lexusem NX300h, którego atutem w mieście jest niezrównana płynność jazdy.

Lexus NX prowadzi się jak sportowy SUV, świetnie trzyma się drogi, a jego zawieszenie skutecznie tłumi nierówności jezdni. NX dobrze utrzymuje kierunek jazdy na wprost i jest umiarkowanie czuły na boczny wiatr, a to przy tak dużej powierzchni bocznej nadwozia istotna zaleta.

Jeżeli to kogoś jeszcze nie przekonało, to pozostaje…

Wnętrze. Jak w każdym Lexusie, ekskluzywnie wykończone, wygodne, ergonomiczne. I w innych SUV-ach Lexusa będzie podobnie luksusowo i przytulnie. Będzie tak w kosmicznie wystylizowanym Lexusie RX z mocną hybrydą i niedużym Lexusie UX, który już rozpycha się w segmencie kompaktowych SUV-ów premium. A jeżeli ktoś szuka ostentacyjnej wielkości, ma do wyboru jeszcze potężnego Lexusa LX z silnikiem V8.

To, co dodatkowo – a niektórych najbardziej - przyciąga do tej japońskiej marki, to staranność produkcji, która wydaje się być kwestią honoru dla producenta, tak solidnie poskładane są te samochody. To między innymi dlatego Lexus tak dobrze wypada w badaniach satysfakcji klientów – innowacyjność nie ma prawa zagrozić niezawodności. I to jest właśnie „premium” w wydaniu Lexusa. 

I globalne ujęcie całej rodziny SUV-ów tej marki z logu ptaka – nawet jeżeli ten ptak jest dronem – tylko potwierdza spójność misji japońskiej marki.