Volkswagen ID.3 nie jest prekursorem. Szlaki e-samochodów zostały przetarte przez inne marki, ale być może Volkswagen mógł sobie na to opóźnienie pozwolić. O ile dziś, dla wielu osób, to Tesla jest symbolem elektrycznego auta, tak za chwilę prym popularności "elektryków" – przynajmniej w świadomości konsumentów - może wieść kto inny. Bo o ile luksusowe auto ze stajni Elona Muska może podbijać Norwegię czy Szwajcarię, tak w większości krajów to właśnie popularne modele odegrają najważniejszą rolę w procesie elektryfikacji.

Volkswagen rzuca rękawicę konkurentom na rynku elektryków i wiele wskazuje na to, że swego rodzaju obietnica zawarta w nazwie marki może po raz kolejny okazać się wiążąca. Czy popularne Nissan Leaf oraz Kia e-Niro mają się czego obawiać? Czy ID.3 będzie sukcesem na miarę legendarnego garbusa i odmieni światową motoryzację? Wiele wskazuje na to, że tak właśnie może się wydarzyć, choć być może jeszcze nie teraz. Cena od 136 890 zł za wersję Pure Performance wciąż nie należy do niskich, dlatego auto trafi raczej do wąskiej grupy odbiorców.

Volkswagen ID.3 - liczy się pierwsze wrażenie

Niczego nie da się zrobić dwa razy po raz pierwszy. ID.3 to samochód, który stara się przekonać do siebie już od pierwszego wejrzenia, jeszcze zanim wsiądziemy za "kółko". Już w momencie zbliżania się do auta Volkswagen wykrywa naszą obecność i jakby "wita" się z kierowcą, efektownie przygotowując auto do jazdy. Zapalają się światła oraz dodatkowe podświetlenie klamek, rozkładają się lusterka, a nawet na chodniku wyświetla się gadżeciarski znaczek.

Również po wejściu do auta można ulec jego nowoczesnemu urokowi. Jak tylko znajdziemy selektor kierunku jazdy, który znajduje się na wysokości "zegarów", szybko odkryjemy, że auto jest nieco "inne", ale za to dziecinnie proste i przyjazne dla użytkownika. Znajdziemy tu wiele podświetlanych elementów, co raczej nie powinno dziwić przy obecnej modzie na ambient. No może poza podświetleniem stóp, co wydaje się zupełnie zbędne. Czego zabrakło mi w aucie, to choćby skromnej lampki w schowku przed pasażerem.

W środku mamy do dyspozycji naprawdę sporą przestrzeń, która zapewnia poczucie komfortu. Również przestrzeń ładunkowa, którą mamy do dyspozycji po złożeniu tylnych siedzeń, jest naprawdę wystarczająca do normalnego użytkowania. A nawet do nie do końca "normalnego", bo da się nim przewieźć nawet taki gabaryt.

 Foto: Krzysztof Majak / Auto Świat

Tym, co szczególnie pozytywnie wpływa na pierwsze wrażenia z jazdy, są komunikaty nawigacji o konieczności wykonania skrętu, które wyświetla specjalna listwa na podszybiu. Nie dość, że niezwykle skutecznie informują o zbliżającym się manewrze, to również przypominają, że znajdujemy się w naprawdę zaawansowanym technologicznie pojeździe, którego nowinki wizualno-użytkowe będą nas jeszcze nieraz zaskakiwać.

Volkswagen ID.3 daje typową dla aut elektrycznych radość z jazdy, która cieszy nie tylko za pierwszym razem. Samochód zostawia na światłach właściwie wszystkich – zwłaszcza po przełączeniu na tryb sportowy. I choć akurat ten model nie powstał z myślą o wyścigach, to szczególnie przesiadający się z auta spalinowego będą mieli powody do zadowolenia pod względem wrażeń z przyspieszenia.

Volkswagen ID.3 - najważniejsze, czyli zasięg

Dyskusje wokół aut elektrycznych mają zazwyczaj podobny przebieg. Dotyczą zasięgu, czasu ładowania, żywotności baterii itd. Volkswagen ID.3 to dowód na to, że wraz z rozwojem e-motoryzacji coraz mniej argumentów stoi po stronie przeciwników aut elektrycznych. Wkrótce ten dylemat może ograniczyć się do "lubię/nie lubię", bo auta elektryczne mają coraz mniej słabych punktów. Przybywa natomiast pozytywnych zaskoczeń i nieoczekiwanie wysokiego komfortu jazdy takim autem.

Zasięg Volkswagena ID.3 jest zdecydowanie większy niż potrzeba do codziennego użytkowania auta po mieście i okolicach. Wciąż nie jest to jednak auto, które mogłoby zastąpić nam spalinowe odpowiedniki 1:1. Hasłem, które często pada z ust krytyków aut elektrycznych, jest "ale nad morze już nie pojedziesz". I rzeczywiście, według Google Maps, najkrótsza droga z Warszawy do Gdańska to 340 km. Natomiast zasięg, który wyświetla się po pełnym naładowaniu, to ponad 320 km. Cieszy natomiast, że naprawdę wielkimi krokami zbliżamy się do tego typu dystansów pokonywanych przez elektryki. Widać, że wyjazd popularnym elektrykiem nad morze to już kwestia miesięcy, no może najbliższych lat.

Siedząc w Volkswagenie ID.3 ma się poczucie, że jest się dzieckiem szczęścia. Jeździmy taniej, możemy korzystać z buspasów oraz parkować bez uiszczania opłaty. Mimo to, a może właśnie dlatego, w tyle głowy pojawia się myśl, że "trochę szkoda". Że gdyby tak technologia pozwoliła, aby zasięg stał się jeszcze odrobinę wyższy, można by zacząć rozważać to auto jako alternatywę dla pierwszego, a nie drugiego samochodu w rodzinie. Wówczas ostatnim zmartwieniem kierowcy pozostałby już tylko czas ładowania.

 Foto: Krzysztof Majak / Auto Świat

Kwestią, która wciąż pozostaje pewnym problemem, jest dostępność ładowarek. Zarówno w biurach, jak i na parkingach nowoczesnych blokowisk bywa z tym, najogólniej mówiąc, różnie. W sieci pojawiają się doniesienia, że sąsiedzi posiadający auta konwencjonalne zwalczają posiadaczy elektryków, którzy korzystają ze wspólnej energii dostępnej w garażach. Być może słusznie, bo dlaczego mają płacić za innych? Problem ten pokazuje natomiast, że przed nami jeszcze duża e-lekcja do odrobienia.

Volkswagen ID.3 - Golf naszych czasów?

Auto może się podobać. Przy czym "może" jest tu z pewnością słowem kluczowym. Producent stawia na sprawdzony i popularny typ nadwozia, które zaskakuje raczej w detalach niż ogólną bryłą. To ukłon w stronę klientów, którzy wciąż potrzebują oswajać się z elektrykami. Tych, którzy wiedzą, że i tak zaskoczy ich mnóstwo detali, rozwiązań, czy wreszcie właściwości jezdne tego pojazdu. Wygląd ID.3 mówi raczej – "spróbuj, jestem taki, jak moi poprzednicy, tylko lepszy". To połączenie starego z nowym sprawia, że mimo wszystko ludzie odwracają się za tym autem na ulicy, a jednocześnie nie mamy poczucia, że wsiadamy do statku kosmicznego.

Podejrzewam, że wielu kierowców stoi obecnie przed podobnym dylematem, co ja. Na jakie auto powinienem się zdecydować? Czy iść już w stronę tego, co nowe i modne – czyt. elektryczne i ekonomiczne, czy może pozwolić sobie jeszcze na auto z "prawdziwym", spalinowym silnikiem – być może ostatni raz w życiu! Niemal z każdej strony słyszymy doniesienia i motoryzacyjne plotki, że koncerny lada moment wycofają się z produkcji aut zasilanych ropą i benzyną, dlatego być może warto wykorzystać ten spalinowy "last minute"?

Przy wszystkich zaletach Volkswagena ID.3 muszę przyznać, że nie jestem jeszcze gotowy na takie auto. Nie wynika to jednak ze słabości tego modelu, czy też podobnych do niego klasowo aut elektrycznych, bo jak pisałem – jest naprawdę dobrze. Auto wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Ale jeśli ktoś, jak ja, szuka auta również do częstych wyjazdów na weekendy w odległe rejony Polski, to o takich samochodach może na razie zapomnieć. Chyba że chce się męczyć i coś udowodnić – komuś lub sobie.

Jedno jest pewne. Auta takie jak Volkswagen ID.3 pokazują, że przesiadka na auta elektryczne naprawdę nie musi oznaczać końca "prawdziwej" motoryzacji, tylko raczej początek czegoś nowego, innego, ale być może także interesującego, choćby z uwagi na osiągi (o oszczędnościach i ekologii nie wspominając). I choć ID.3 nie jest pierwszym, ani najbardziej spektakularnym autem elektrycznym, to przywiązanie i zaufanie kierowców do marki Volkswagena mogą sprawić, że ID.3 wkrótce stanie się naprawdę popularnym (jak na elektryki) widokiem - również na polskich drogach.