Pierwszy w historii turbodoładowany Civic rozgromił rywali na torze wyścigowym. Ten najbardziej bezkompromisowy z kompaktów raczej nie zaimponuje wszechstronnością, komfortem czy wyciszeniem kabiny. Ale tym razem przyjęliśmy inne kryteria – szukaliśmy najbardziej ekstremalnego kompaktu, który dostarczy najmocniejszych wrażeń podczas sportowej jazdy poza drogą publiczną. I znaleźliśmy. Jedni z Was się z nami zgodzili, inni nie, dlatego czas odpowiedzieć na najciekawsze komentarze.

~pawel1111 pisze: „Jakieś żarty - VW najlepiej przyspiesza, ma najlepszą elastyczność, najlepiej hamuje, ma napęd 4x4, jest najcichszy, a wygrywa Honda. Do tego film jest tylko o Hondzie. Trzeba było napisać, że jest to artykuł sponsorowany. Żenada”.

Owszem, Golf na papierze prezentuje się znakomicie, ale w warunkach torowych okazał się wyraźnie wolniejszy od Hondy. Jego układ jezdny zestrojono bardziej liberalnie – lepiej sprawdzi się podczas jazdy po mieście, ale w warunkach wyścigowych bezkompromisowo twarde zawieszenie Civica przyniosło lepsze rezultaty.

Proszę też zwrócić uwagę, że lepsze przyspieszenie Golfa do „setki” wynika głównie z kłopotów z trakcją podczas ruszania mocną, przednionapędową Hondą i stąd głównie bierze się jej strata do Golfa. Będę o tym jeszcze pisał za chwilę. Elastyczność natomiast też jest wplątana w różnice techniczne w układach napędowych.

Nawet profesjonalny kierowca wyścigowy nie zmieniłby biegu tak szybko, jak dwusprzęgłowa skrzynia Golfa, a Civic ma skrzynię manualną. Poza tym elastyczność w tym przypadku jest dosyć specyficznym pojęciem, bo tak naprawdę – ze względu na „automaty” – mierzyliśmy przyspieszanie ze zmianą biegów.

Jeżeli chodzi o takie parametry, jak hałas w kabinie, to w tym materiale zastosowaliśmy specjalne kryteria oceny, które bardziej doceniają elementy wpływające na radość z jazdy i efektywność auta na torze, niż walory wysoko oceniane w naszych „zwykłych” porównaniach popularnych aut do codziennej jazdy.

Wypada też odnieść się do zarzutu o sponsoring artykułów. Kiedy wygrywa Volkswagen, piszecie, że sponsoruje nas koncern z Wolfsburga. Jak wygrała Honda, zarzucacie, że płaci nam ta właśnie marka. Gdy zwycięża Hyundai, to jego typujecie na naszego sponsora. Ze Skodą jest dokładnie taka sama sytuacja. Zdecydujcie się na coś, bo jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że sponsorują nas wszystkie testowane marki. :)

~ras zadaje pytanie z zakresu hodowli drobiu: „Bez jaj. Spalanie testowe wszystkich samochodów po 9 litrów? 300-konne samochody upalane na torze, a tu 9 litrów? Wsadźcie sobie te zamawiane artykuły wiecie gdzie”.

Jeżeli chodzi o ostatnie zdanie, to odradzam używanie papieru z pism kolorowych do tego celu, nie jest to optymalne rozwiązanie. Mogą zostawić niewygodne ślady na muszli :) Natomiast spalanie testowe nie było badane na torze, tylko w zwyczajowym cyklu, w którym badamy prezentowane auta.

Wy pytacie, my odpowiadamy: Honda Civic Type R Turbo, BMW M135i, VW Golf R

Zawiera on jazdę miejską, pozamiejską i autostradową, zgodną z przepisami. Taka procedura pozwala czytelnikom na porównanie spalania różnych aut, niezależnie od tego, gdzie i w jakich warunkach powstawał materiał.

~czytelnik do ~ras: „To są dane producenta. Zastanów się, zanim cos napiszesz”.

Ale ~ras ma poniekąd rację: to są dane testowe. Dane producentów dotyczące spalania są dziś tak niemiarodajne, że staramy się opierać na nich tylko w wyjątkowych sytuacjach. Według producentów, BMW powinno średnio spalać 7,5 l/100 km. Honda – 7,3 l/100 km, a VW – 6,9 l/100 km.

Biorąc pod uwagę, że BMW ma nie tylko o połowę większą od rywali pojemność skokową silnika, lecz także automatyczną skrzynię ze sprzęgłem hydrokinetycznym, to spalanie M135i należy uznać za rewelacyjnie niskie. Jednak jeszcze raz podkreślę: ani wartości podawane przez producentów, ani nasze spalanie testowe, nijak się mają do zużycia paliwa przy jeździe torowej, kiedy pedały gazu są niemal non stop wciskane do podłogi.

~DD dodał autorowi i innym kierowcom testowym trochę lat: „Emeryci chyba testowali te samochody! Jeśli wychwalana jest przednionapędowa honda, której elektronika powoduje, że samochód jedzie jak po szynach. Prawdziwą frajdę z jazdy daje nieprzewidywalne, tylnonapędowe bmw z prawdziwym sportowym silnikiem. Takim autem nie można się nudzić”.

Na ripostę nie trzeba było długo czekać. ~honda_krk  do ~DD: „Gościu, ty wiesz, co piszesz? Upały już minęły, a słońce dalej w ciebie mocno świeci? Skoro twierdzisz, że emeryci testowali to być może, ale pamiętaj, w takim układzie nie tylko hondą jeździł emeryt tylko również BMW i Golfem.

Ty tyle pewnie wiesz o motoryzacji, co ja o locie na księżyc. Pewnie zresztą nigdy w mocniejszej hondzie nie siedziałeś, a wielce się wypowiadasz ekspercie. Hondy to świetne samochody: silniki lubiące wysokie obroty, piękny dźwięk VTEC-a, ponadczasowy design i bezawaryjność na lata. Oczywiście, że robię te BMW i Golfy na śniadanie moją Hondzią :) Pozdrawiam Honda Team Kokotów :)”.

Na tym jednak nie koniec polemiki. ~UgotujMiKisiel do ~DD: „Nie nazwałbym silnika BMW sportowym. On ma tylko moc wynikającą z pojemności i turbiny. Silnik o 1.5 litra pojemności większy od konkurencji, a co z niego wycisnęli? Już pomijając Hondę, która jako pierwsza w historii uzyskała 100 KM z litra pojemności pod koniec lat 80 z silnika B16, ale nawet ten Golf ma lepszy stosunek mocy do pojemności. ;) Sportowym silnikiem można nazwać silnik Nissana Nismo: pojemność 1.5, moc 400 KM i waga co najlepsze 40kg ;)”.

W tym komentarzu wkradł się mały błąd, wynikający z filozofii oznaczeń modeli BMW. M135i ma silnik trzylitrowy. Podobnie, jak u np. Mercedesa, odczytanie pojemności skokowej silników BMW wymaga lektury cennika, bo po samych oznaczeniach raczej nie da się tego jednoznacznie ustalić.

Co do wysilenia silników… Sam kiedyś oceniałem samochody według stosunku mocy do pojemności silnika. Ale kiedy przejechałem się kilkoma samochodami, które osiągały relatywnie niewielką moc z dużego silnika, moje poglądy na ten temat odwróciły się o 180 stopni. Pojemność skokowa to naprawdę dobra rzecz. Nawet w sportowym aucie.

Natomiast kiedy czytelnik wspomniał o prototypowym silniku Nissana, to z pewnością chodziło mu o pojazd ZEOD RC. Ale ostrożnie – to hybryda, którą oprócz wspomnianego 400-konnego minisilniczka spalinowego 1.5 o trzech cylindrach, napędzają także dwa 150-konne silniki elektryczne.

A skrót ZEOD oznacza Zero Emissions on Demand, czyli „zeroemisyjność na życzenie”. A to pachnie już nie benzyną, tylko ekologicznym lobby, które wykończyło poprzednią generację Hondy Civic Type R. Tak czy inaczej, Nissan twierdzi, że udało się pobić rekord prędkości dla aut elektrycznych – ZEOD RC rozpędził się na torze do 300 km/h bez użycia choćby kropli benzyny.

Wpis o emerytach budził kolejne wątpliwości. ~jak ja do ~DD: „Trochę w tym racji a trochę jednak nie :) bo właśnie auta są tutaj testowane pod względem zachowania na torze, które się lepiej "ściga". Problem w tym że BMW to tak naprawdę nie jest auto do takiej jazdy, to auto luksusowe ze sportowym zacięciem, a nie na siłę usportowiony golf czy honda, która przez przedni napęd jest bardzo przewidywalna. :) Inna koncepcja auta, porównajcie pojazdy, które mają albo tylko napęd albo 4x4, albo tylko na przód. :) Dla mnie takie porównanie jak wyżej nie ma specjalnego sensu”.

O dziwo, po powyższym poście ktoś nas poparł. ~erek do ~jak ja: „Jeśli nie są sportowymi auta BMW z literką M to które takie są w gamie BMW? Test uważam za fajny, ponieważ wydawało się, że Honda będzie niezłym samochodem wśród przednionapędowców, ale objadą ją tylnonapędowe i tym bardziej z napędem na 4 koła. A tutaj niespodzianka!”.

Mogę dodać, że takie artykuły porównawcze mogą mieć także misję prewencyjną. Właściciel BMW będzie mógł przeczytać, czy jego auto jest szybsze na prostej od Hondy kolegi lub Volkswagena sąsiada i może dzięki temu ktoś z tej trójki nie wyląduje na drzewie lub w rowie.

Wy pytacie, my odpowiadamy: Honda Civic Type R Turbo, BMW M135i, VW Golf R

I to nie jest żart – każde z prezentowanych aut bardzo zachęca do szybkiej jazdy. A szczególnie Honda, o najbardziej prowokującej charakterystyce silnika, który największych wrażeń dostarcza na wysokich obrotach. Właściciel takiego samochodu musi mieć w głowie dużo oleju wysokiej jakości, aby bezpiecznie jeździć po drogach publicznych.

Wśród komentarzy pojawił się także postulat czteronapędowy. Jarek Siedlak: „Dorzućcie M135xDrive, to przepaść może być jeszcze większa i golf wyląduje na ostatnim miejscu”.

To nie do końca prawda. „Powolność” BMW na torze w stosunku do Hondy wynikała głównie z zestrojenia resorowania, a nie z niedoboru trakcji. Kiedyś, przy okazji podobnego porównania, testowaliśmy poza konkurencją BMW M135i z napędem tylnym i 4x4. Ten pierwszy wcale nie chciał być wolniejszy, za to dostarczał zdecydowanie więcej frajdy.

Proszę nam uwierzyć, BMW naprawdę dokonało cudu, jeżeli chodzi o adaptację tylnego napędu do tak niewielkiego auta, jakim jest seria 1. To już nie jest pierwsza generacja tego modelu, w którym – przy dużym silniku – tylne koła nie bardzo wiedziały, co mają zrobić z mocą.

~szymon wątpi: „Serio Honda? Tylko kto jeździ na co dzień po torze. Patrząc na przyspieszenia, na światłach Civic zostałby daleko w tyle za konkurentami z Niemiec”.

Fan kisielu ripostuje. ~UgotujMiKisiel  do ~szymon: „W sprincie do setki i 130 km/h mogłaby dostać po tyłku lecz nie wiadomo jak te auta przyspieszają powyżej 200 km/h. Tujaj rola mogłaby się odwrócić w stronę Hondy, gdyż ona ma Vmax 270 a reszta 250 ;) ”.

I tutaj wrócę do poruszonego już wcześniej tematu. Ruszenie z miejsca zajmuje przednionapędowej Hondzie znacznie więcej czasu niż rywalom. Podczas ostrego przyspieszania na pierwszym biegu, przednie koła każdego samochodu zostają solidnie odciążone, a tylne – dociążone.

Dlatego BMW jest znacznie łatwiej skutecznie przekuć moc na zryw, niż Hondzie, mimo że oba auta mają napędzaną tylko jedną oś. Strata na starcie pogarsza Hondzie wszystkie czasy przyspieszania, gdzie prędkością początkową jest zero. Podczas próby elastyczności wyniki są już bardziej wyrównane.

A wyścigi na światłach… Podobno na torach lub zamkniętych odcinkach drogi ścigają się profesjonaliści i dobrzy kierowcy, a na światłach ścigają się… Tu niech każdy dopisze sobie coś wedle uznania.

~JOHNY broni honoru marki, jadąc po niemieckiej konkurencji: „Szymek, jakoś jeżdżę Hondą Civic VII 1.6 v-tec i twoje niemieckie maszyny typu 1.9 JTD czują zapach benzyny z Hondy. A z tego, co wiem, to Hondy was denerwują, bo są po prostu dużo lepsze od tak zwanych ‘Niemców’. To was denerwuje i dlatego piszecie bzdury. Bo tylko w ten sposób możecie dopiec hondziarzom. Wasze niemieckie maszyny to szajs i wiecie o tym”.

W zasadzie nie powinienem się tutaj wtrącać, ale ~JOHNY – jak zakładam, fan marki - napisał „Honda” z małej litery. Dwa razy. Musiałem poprawić. „Hondziarz” też by lepiej wyglądało, pisane z dużej. :)

~Hondziarz TypR pisze jak zakochany: „Panowie, nie ma co słuchać złych głosów, to znaczy tych, którzy nie mają pojęcia o nowym Type R. Tak naprawdę to arcydzieło w każdym calu. Pogromca wszystkiego i wszystkich.

Dlatego goście piszą o Hondzie źle, bo wiele razy im dokuczyła i przez to mają niespokojne życie i nerwowy sen. Honda Type R to najjaśniejsza gwiazda na niebie i niespełnione marzenie. Pozdrawiam i radzę poczytać o tym samochodzie, wtedy zrozumiecie, że to coś pięknego”.

No proszę – można być zakochanym w swojej ulubionej marce i pisać kulturalnie o innych „gościach”? Można. Niemniej sytuacja taka sama jak u poprzednika: w oryginalnym poście „Honda” dwa razy z małej litery :)

Nie wszyscy jednak okazali się takimi dyplomatami. ~As pisze: „Civic zmiażdżył kultowe pojazdy buraków :)))) A jak buractwo zapowiadało, że Golf R pokona Hondę! Nie dał rady nawet z BMW. Milo patrzeć, jak najlepsze niemieckie pojazdy w klasie dostają taki łomot. To dowód przewagi technologicznej Hondy. Poza tym Golf z tandetnym TSI rozpadnie się po 30 tys. km”.

Jeden z internautów wsadził w BMW silnik pod klapę bagażnika. Widocznie jego pomysł wydał się tak szalony, że dwaj kolejni komentujący go nie wyłapali. ~Gonzo napisał tak: „Oczywiście, że tylny napęd z Niemiec według was jest dobry. Bo tylko wtedy możecie zapiszczeć kołami. Gdyby dać silnik do przodu, byłby problem bardzo duży z zapiszczeniem kołami, zabrakłoby mocy do jazdy.

Dlatego cieszcie się, że Beta i inne niemieckie maszyny mają tylny napęd, bo dzięki temu możecie poszpanować. Ale pamiętajcie zawsze, że honda piszczy lepiej od Niemców, na przednim napędzie, tu gdzie silnik, pod dużym obciążeniem, a nie na pusto, jak niemieckie bryki”.

Na ripostę nie trzeba było długo czekać. ~Leo do ~Gonzo: „Troche zasad fizyki (…) ;) Gdybyś pomyślał, to przy tylnym napędzie cała masa auta jest ‘naciskana’ na tylną oś i trzeba mieć naprawdę dużo mocy, żeby zgubić trakcję, nie to, co przy przednim napędzie, gdzie od razu przód się podnosi i gubi przyczepność ;) ”.

To nie do końca prawda. Nie każde auto ma tak idealny rozkład masy, jak samochody BMW. Przy niedociążonym tyle i tylnym napędzie zerwanie przyczepności kół napędzanych podczas ruszania wcale nie jest takie trudne, a podczas jazdy grozi niekontrolowaną nadsterownością. Dziś chroni przed nią elektronika, ale kiedyś takim „łatwo piszczącym” tylnonapędowcem można było szybko wylecieć z drogi na zakręcie.

~fun do ~Gonzo: „(…) zapiszczeć kołami? A ty nie odczuwasz różnicy między przednim a tylnym w czasie np. szybkiego pokonywania zakrętów? Poszukaj lepiej artykułu o rowerach”.

Ale dopiero kolejny komentujący zauważył, że M135i to nie i8. ~Zawodnik: „Widzę sami znawcy… Albo dzieciaki wieku gimbusowego, bo piszą o ‘niemieckich maszynach 1.9 JTD’ :) lub BMW z silnikiem z tyłu. Bez komentarza pozostawiam. Prawda taka, że w dzisiejszych czasach auta w swoim segmencie są równe i każdy kupuje to na co go stać i oby serwis auta nas nie zniszczył.

Wy pytacie, my odpowiadamy: Honda Civic Type R Turbo, BMW M135i, VW Golf R

Ktoś o zdrowych zmysłach kieruje się raczej właśnie tymi argumentami, a nie tym, że Civic robi setkę w 5,7, a R-ka w 4,8 skoro i tak w ruchu ulicznym się to nie liczy. Biorę Civika bo najtańszy, a i tak będę w nim szybszy od większości aut na drodze i to mi wystarczy. Chyba że myślisz o aucie na tor, ale wtedy raczej niczego z tego zestawienia bym nie wybrał”.

~mike10 ujawnia swoje typy: „Biorąc pod uwagę dane z tabelki, wybrałbym Golfa, za wygląd za to Honda. Szkoda, że za Golfa prawie 20 tys. więcej (wystarczy przeliczyć ile to paliwa)”.

Gdyby Golfa R zamówić bez automatycznej skrzyni i regulowanego zawieszenia, to byłby tylko o 5 tys. zł droższy od Civika Type R. I nadal miałby on napęd na cztery koła. Czy jest on wart 5 tys. zł – oceńcie sami.

~fun uderza w klasyczną nutę napędową: „Jak wiadomo, samochód sportowy powinien mieć napęd na tył i silnik ze skrzynią umieszczony wzdłużnie. Wybrałbym BMW”.

~waldee pisze tak: „Jeździłem Civikiem type R w 2007 roku, wtedy nowym modelem i wrażenia nieziemskie. Z tym pewnie jeszcze lepiej. Choć obecnie mam A8 to poprzednio były 2 Accordy i 6 Prelude więc prawie sama Honda”.

Cóż mogę tutaj napisać… Moje prywatne preferencje nie mają prawa przebić się do porównań, które piszę, niemniej mogę się chyba przyznać, że należę do zdecydowanych fanów poprzedniego, wolnossącego Civika Type R. Dużo jeździłem tym autem w różnych kolorach i różnych okolicznościach.

Na czym polegała wyjątkowość tego samochodu? Na tym, że nie był to pojazd przesadnie szybki, ale prowadząc go ma się wrażenie, że taki właśnie jest. Prowokujący do wysokoobrotowych orgii silnik Hondy narkotycznie przyciągał obrotomierz do czerwonego pola. Chciało się tego słuchać jeszcze i jeszcze.

Do poprzedniego Civika Type R potrzeba było dużo zdrowego rozsądku, aby podczas jazdy nie uszkodzić kogoś, samochodu, albo siebie, bo prawdziwa przyjemność zaczynała się dopiero od 6 tys. obrotów na minutę. W nowym modelu z turbiną potrzeba tego rozsądku znacznie, znacznie więcej.

To już nie jest kompakt o dźwięku motocykla, który można wyprzedzić dużym dieslem klasy premium z automatyczną skrzynią biegów, ziewając przy tym i trzymając kierownicę jedną ręką (co oczywiście odradzam). Nowy Type R to prawdziwa petarda, ale jednocześnie bardzo wymagający test dla psychiki prowadzącego.

Kącik rozrywkowy wypełnią tym razem trzy komentarze. Ale za to jakie soczyste! ~kozak07 pisze tak: „Co za idiota robi test, skoro brakuje dwóch najmocniejszych kompaktów: Audi i Mercedesa? Tacy redaktorzy to u mnie w mieście stoją pod barem ‘Gucio’ od 4.00”.

Drogi Kozaku07. Tutaj wypadałoby zapytać, czy to jest czwarta rano, czy po południu. Bo jeżeli rano, to takie godziny mam wymontowane z zegarka. A o szesnastej zwykle pracuję. To chyba nie ja :)

~maciek po mistrzowsku wsadza kij w mrowisko zazdrośnikom: „Na osiemnastkę dostanę jeden z tych trzech, mam tylko wybrać i pokazać tacie palcem”. I wiecie co? Jak dotąd, nikt nie odpisał. :)

~TK Drift rozbraja wszystkich oponentów BMW: „Jak to mawiał pewien kierowca wyścigowy: Gdyby Pan Bóg wolał przedni napęd, to dzisiaj chodzilibyśmy na rękach.”

~marko proponuje Hondziarzom i fanom BMW ugodę: ”Porównywanie Civica i ‘beemki’ to jak próba porównania jedzenia do oddychania, ale fakt, że bez jednego i bez drugiego trudno przeżyć”.

To tyle na dzisiaj. Dziękuję wszystkim za komentarze i zapraszam do komentowania kolejnych porównań.