Logo

Samochód przejechał mi po palcach a skuter po piętach. Tak czuje się pieszy we Włoszech

Logo GoogleDodaj w Google

Posłuchaj artykułu

00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Autor Krzysztof Słomski
Krzysztof SłomskiWydawca AutoŚwiat.pl

Wizyta we Włoszech może wywołać w Polaku szok kulturowy. Tamtejsi kierowcy mentalnie pozostali w "dawnych czasach".

Niedawno spędziłem tydzień we Włoszech, dokładnie w Rzymie. Nie ruszałem się poza miasto, a lotnisko Fiumicino ma z nim wygodne połączenie kolejowe, więc nie wynajmowałem samochodu. Wcieliłem się w rolę pieszego i nie mogłem uwierzyć, jaką walkę musiałem toczyć z kierowcami. Nawet na przejściu dla pieszych i przy zielonym świetle można było poczuć się niepewnie. "Circus Maximus" — nawiązując do jednej z atrakcji stolicy Włoch. Jak to możliwe w Europie?

Kierowca panem, pieszy musi uważać. Na skuterzystów również

Wchodzę na przejście dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej. Oczywiście wcześniej upewniając się, że droga jest wolna. Jestem mniej więcej w jednej trzeciej, kiedy zza rogu wyjeżdża samochód. "Ciekawe, czy się zatrzyma?" — pomyślałem. Kierowca podnosi rękę, nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy i przejeżdża tuż przed nosem, bo przecież nie opłaca mu się zatrzymywać. Taka sytuacja powtórzyła się wielokrotnie.
Stoisz przed przejściem, czekając, aż ktoś się zatrzyma? Możesz tak sobie stać i stać, bo raczej nikt tego nie zrobi. Zdecydowane wejście na przejście bywa ryzykowne, ale często po prostu nie ma innego wyjścia. Gdy kierowca samochodu już się zatrzyma, to i tak skuter może wyminąć go z prawej lub lewej strony i śmignąć przed tobą lub za tobą.
Ulice Rzymu
Ulice Rzymu
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Włoska kultura drogowa jest specyficzna — kierowcy i motocykliści dość swobodnie podchodzą do przepisów. Nikt się nie zatrzyma, gdy zbliżasz się do przejścia, ani gdy przy nim stoisz. Nikt też nie czeka do końca, aż zejdziesz z pasów. Sam jestem kierowcą, mieszkam w dużym mieście i często się spieszę, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby tak jeździć.

Drogowy skansen

Należy zauważyć, że włoskie miasta zachwycają architekturą, ale infrastrukturą dla pieszych już nie do końca. Przynajmniej w centrach i okolicach, w których panuje dawny kult samochodu. W Rzymie nierówne chodniki (zdarza się, że w ogóle ich nie ma lub nagle się urywają), bardzo wysokie krawężniki oraz zaparkowane samochody i jednoślady tuż przed lub na przejściu dla pieszych to standard. Nowe ścieżki i równe chodniki to z kolei rzadkość.
Ulice Rzymu
Ulice Rzymu
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Z drugiej strony nikt nie trąbi (o dziwo!) i jakoś to działa, nawet pomimo tłumów turystów. Nie słyszy się o zbyt częstych potrąceniach pieszych we Włoszech. Potwierdzają to statystyki.
Według najnowszych oficjalnych danych włoskiego urzędu ISTAT w 2025 r. na drogach tego kraju zginęło 419 pieszych. To spadek o 10,9 proc. w porównaniu z 2024 r. Jak jest w Polsce? Komenda Główna Policji informuje, że w poprzednim roku odnotowano 4251 wypadków z udziałem pieszych (20,3 proc. ogółu wypadków), w których zginęły 354 osoby (21,3 proc. ogółu zabitych). Poziom bezpieczeństwa jest zatem podobny, biorąc pod uwagę, że Włochy mają więcej mieszkańców niż Polska, jednak poczucie bezpieczeństwa już nie.
Rzym zachwyca zabytkami, muzeami, jedzeniem i ogólnie klimatem, ale zdecydowanie wolę być pieszym w Warszawie.
Ulice Rzymu
Ulice Rzymu
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Źródło:Auto Świat
Data utworzenia:
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!