Komentarz
Samochód przejechał mi po palcach a skuter po piętach. Tak czuje się pieszy we Włoszech
Posłuchaj artykułu
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Wizyta we Włoszech może wywołać w Polaku szok kulturowy. Tamtejsi kierowcy mentalnie pozostali w "dawnych czasach".
Niedawno spędziłem tydzień we Włoszech, dokładnie w Rzymie. Nie ruszałem się poza miasto, a lotnisko Fiumicino ma z nim wygodne połączenie kolejowe, więc nie wynajmowałem samochodu. Wcieliłem się w rolę pieszego i nie mogłem uwierzyć, jaką walkę musiałem toczyć z kierowcami. Nawet na przejściu dla pieszych i przy zielonym świetle można było poczuć się niepewnie. "Circus Maximus" — nawiązując do jednej z atrakcji stolicy Włoch. Jak to możliwe w Europie?
Kierowca panem, pieszy musi uważać. Na skuterzystów również
Wchodzę na przejście dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej. Oczywiście wcześniej upewniając się, że droga jest wolna. Jestem mniej więcej w jednej trzeciej, kiedy zza rogu wyjeżdża samochód. "Ciekawe, czy się zatrzyma?" — pomyślałem. Kierowca podnosi rękę, nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy i przejeżdża tuż przed nosem, bo przecież nie opłaca mu się zatrzymywać. Taka sytuacja powtórzyła się wielokrotnie.
Stoisz przed przejściem, czekając, aż ktoś się zatrzyma? Możesz tak sobie stać i stać, bo raczej nikt tego nie zrobi. Zdecydowane wejście na przejście bywa ryzykowne, ale często po prostu nie ma innego wyjścia. Gdy kierowca samochodu już się zatrzyma, to i tak skuter może wyminąć go z prawej lub lewej strony i śmignąć przed tobą lub za tobą.