• Podzespoły napędu są mniejsze, lżejsze i inaczej rozmieszczone, dzięki czemu auto ma lepsze proporcje nadwozia, korzystniejszy rozkład masy i większą kabinę pasażerską
  • Dodatkowy zbiornik wodoru i wydajniejsze ogniwa paliwowe przyczyniają się do zwiększenia zasięgu do 650 km
  • Filtr katalityczny wyeliminować ma dwutlenek siarki (SO2), tlenki azotu (NOx) i cząstki stałe PM 2.5 z powietrza przelatującego przez system ogniw paliwowych

O ogniwach paliwowych, dzięki którym w auta zasilanych wodorem powstaje prąd elektryczny służący do napędzania kół, pisaliśmy jeszcze w ubiegłym wieku. W 2014 roku Toyota przeszła od badań, prowadzonych od 1992 roku, do praktyki i przedstawiła pierwszy model produkcyjny, który jeszcze pod koniec tego roku wszedł na japoński rynek. Auto zadebiutowało na wybranych europejskich krajach w 2015 roku i wtedy też mogliśmy odbyć nim pierwszą jazdę w Niemczech. Ograniczenie sprzedaży w Europie do kilku rynków miało oczywisty powód – brak odpowiedniej infrastruktury, czytaj stacji tankowania wodoru.

Pierwsza generacja Toyoty Mirai krytykowana była za udziwnioną stylistykę i ociężałą sylwetkę. Styliści wzięli sobie te uwagi do serca i nowy model prezentuje się dynamiczniej, przede wszystkim dzięki lepszym proporcjom nadwozia. Auto jest o 6,5 cm niższe (wysokość 1470 mm), ma większy o 14 cm rozstaw osi (2920 mm) i niżej położony środek ciężkości. Koła o średnicy 19 lub 20 cali są o 7,5 cm szerzej rozstawione. Dzięki tym wszystkim zabiegom i blisko pięciometrowej długości (4975 mm, więcej o 85 mm) Mirai II stylistycznie zbliżył się do sportowej limuzyny.

Nowa Toyota Mirai – zasięg do 650 km na jednym tankowaniu wodoru

Lepsze proporcje samochód zawdzięcza zmienionej konstrukcji. Nowa platforma, na której zbudowano Toyotę Mirai drugiej generacji, pozwoliła na korzystniejsze rozplanowanie elementów napędu. Dzięki temu auto zyskało też większe, 5-osobowe wnętrze (poprzednio 4-osobowe). Poza tym wygospodarowano miejsce na trzeci zbiornik wodoru, co z kolei umożliwiło wydłużenie zasięgu z 500 do 650 km – a to był jeden z priorytetów prac rozwojowych. Rozmieszczenie zbiorników możecie zobaczyć w naszej galerii. Łącznie trzy zbiorniki o pojemności 142,2 l mieszczą 5,6 kg wodoru, czyli o 1 kg więcej niż w pierwszym Miraiu. Wodór jest bardzo lekki, więc mimo zmniejszenia masy samych zbiorników, stanowi on zaledwie 6 proc. łącznej masy paliwa i zbiorników.

Nowe ogniwa paliwowe, w których wytwarza się prąd do zasilania umieszczonego z tyłu silnika elektrycznego i baterii, przesunięto spod podłogi pod przednią pokrywę, co zaowocowało lepszym rozkładem masy (50:50). Samych ogniw jest mniej, są za to bardziej wydajnie, mogą też pracować w niższej temperaturze – Toyota podaje, że auto szybko osiąga pełną moc nawet w temperaturze -30 st. C.

Akumulator niklowo-wodorkowy poprzedniczki w Toyocie Mirai II zastąpiono baterią litowo-jonową – mniejszą, lżejszą i wydajniejszą. Silnik elektryczny (synchroniczny z magnesami trwałymi) o mocy 182 KM i momencie obrotowym 300 Nm napędza tylne koła. Przyspieszanie 0-100 km wg danych producenta trwa 9,2 s i kończy się po osiągnięciu prędkości 175 km/h.

Nowa Toyota Mirai jako oczyszczacz powietrza?

Toyota prezentuje nowego Miraia pod hasłem „Pierwszy samochód elektryczny oczyszczający powietrze”. Co się za tym kryje? Produktem spalania wodoru jest nie zanieczyszczająca środowiska woda – z tego punktu widzenia Mirai jest samochodem bezemisyjnym. Na tym jednak nie koniec. Toyota zaopatrzyła nowego Miraia w innowacyjny filtr katalityczny we wlotach powietrza, doprowadzanego do ogniw paliwowych. Jego zadaniem jest wyeliminowanie zanieczyszczeń, w tym dwutlenku siarki (SO2), tlenków azotu (NOx) i cząstek stałych PM 2.5. „Rozwiązanie to usuwa 90-100 proc. zanieczyszczeń o średnicy od 0 do 2,5 mikronu z powietrza przelatującego przez system ogniw paliwowych” – zapewnia producent.

Toyota stawia sobie ambitny cel 10-krotnego zwiększenia sprzedaży Miraia na świecie. Ma się tak stać za sprawą większych możliwości produkcyjnych i atrakcyjności samochodu dla klientów, popartej obniżeniem ceny o około 20 proc. Nic nie wydarzy się jednak bez dobrej infrastruktury, której w naszym kraju niestety brakuje.