• Klasyczne "big blocki", niespełniające dzisiejszych wymogów ekologii, zastąpione zostaną silnikami elektrycznymi
  • Amerykańskie coupé i sedan w wersji eMuscle skonstruowane będą na platformie aut elektrycznych Stellantisa
  • Największy europejski importer wierzy w potencjał elektrycznych "muscle cars" i ich rynkowe powodzenie
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Pamiętacie "Znikający punkt"? W kultowym filmie drogi z 1971 r. główną rolę zagrał Dodge Challenger, którym nieznany z imienia kierowca, za to o wdzięcznym dla polskiego ucha nazwisku Kowalski pędzi z Denver do San Francisco. Ma do wykonania misję niemożliwą – dystans 1200 mil przejechać w 15 godzin. W historii amerykańskiej kinematografii tamtych czasów to obok "Bullitta" najsłynniejsze dzieło, w którym samochód odgrywa tak ważną rolę. I czy ktoś może sobie wyobrazić, że pod jego maską miałby inny napęd niż V8? Auto, które swoją obecność zwiastowało donośnym rykiem, jeszcze zanim ktoś je zobaczył, miałoby teraz poruszać się bezszelestnie, napędzane silnikiem elektrycznym? I co by na to powiedział filmowy Kowalski?

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo

Dodge Challenger i Charger od dziesięcioleci są bohaterami marzeń petrolheada o swoim osobistym filmie drogi. Wysoka moc, seksowny design – i to wszystko za relatywnie rozsądne pieniądze. Dla fanów takiej mieszanki zapowiedź szefa marki Dodge Tima Kuniskisa musi brzmieć jak koszmar: w 2024 r. klasyczne muscle cars mają stać się czymś, co szef Dodge'a nazywa eMuscle. Platforma samochodów elektrycznych STLA large skonstruowana przez Stellantis, do którego Dodge należy, ma uratować życie klasycznym mocarzom. Bo np. w Kalifornii od 2035 r. nowe auta z silnikami spalinowymi już nie będą rejestrowane.

Pierwsze prototypy elektrycznych Dodge'ów producent chce pokazać już w tym roku. W oficjalnym wideo Kuniskis zapowiada, że powstają sygnowane historycznym logotypem "Fratzog" z lat 60. i 70. samochody, w których silniki elektryczne napędzają 4 koła. Istnieją wprawdzie już muscle cars z napędem 4x4, mimo to czeka nas za dwa lata nieuchronny szok kulturowy.

Dodge Challenger i Charger dość mocne, by pozostać muscle carami

Inaczej sprawę widzi Andrew Pilsworth, szef AEC, największej firmy sprowadzającej do Europy Dodge'a Dodge'a Challengera i jego 4-drzwiowego brata Chargera. Z jego ust pada niespodziewane twierdzenie: "Jestem przekonany, że także nowoczesny napęd elektryczny zdoła zaprezentować na drogach szczególne zalety tych modeli. " I jeszcze to: "Nowoczesne auta elektryczne dysponują taką mocą, a nawet większą. I mają dodatkowo tę zaletę, że dostarczają moment obrotowy natychmiast, od uruchomienia silnika."

Poza tym Pilsworth uważa, że także Dodge Challenger i Charger powinny mieć swój udział w zrównoważonym rozwoju przemysłu samochodowego. Natomiast Dodge przy okazji rezygnacji z niedzisiejszych big blocków wykonuje ukłon w kierunku tradycjonalistów. Przekaz z Detroit jest taki, że Dodge od 2024 r. nie będzie sprzedawał samochodów elektrycznych, lecz nadal amerykańskie "muscle cars", tyle że lokalnie bezemisyjne. A europejscy fani zdają sobie sprawę z tego, że zmiany są nieuniknione.

Platforma Stellantis daje samochodom elektrycznym zasięg do 800 km. Dla Kowalskiego oznaczałoby to w 2024 r. trzykrotne ładowanie na trasie z Kolorado do Kalifornii. Rzecz jasna na stacji szybkiego ładowania.