Cofnięcie licznika w używanym samochodzie to dla osoby kupującej ten samochód nieszczęście. Nie tylko oznacza to, że auto jest bardziej zużyte, niż zakładamy, lecz także zaburza harmonogram serwisów; zaniedbanie, któremu kupujący nie zawinił, kończy się poważnymi usterkami. Cofnięty licznik to także obiektywnie niższa wartość samochodu — to tak, jakby ktoś nas okradł. Tymczasem na ślady cofania licznika można natknąć się nie tylko w samochodzie, lecz także w różnych dokumentach serwisowych i ubezpieczeniowych, do których dostęp jest coraz lepszy, w niektórych przypadkach darmowy.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Archiwum / Auto Świat
Oszustwa sprzedawców aut. Nadal kręcą liczniki – i to jak!
Wystarczy, że licznik auta jest cofnięty o kilkadziesiąt tys. km, by wynikły z tego poważne kłopoty. Nie bez powodu niektórzy radzą, aby po kupnie używanego auta od razu wymienić w nim wszystkie elementy eksploatacyjne — w tym napęd rozrządu. Z drugiej strony można oczekiwać, że jeśli, zgodnie z harmonogramem serwisowym, do najbliższej wymiany paska rozrządu jest jeszcze 50 tys. km, to można sobie tę czynność na razie odpuścić i zaoszczędzić pieniądze.
Gorzej, jeśli jest to właśnie ostatnia chwila na wymianę kluczowych elementów eksploatacyjnych i tę ostatnią chwilę przegapimy, nie wiedząc, że auto przejechało więcej, niż wynika to ze stanu licznika: nie tylko mamy samochód z cofniętym licznikiem, lecz także wymagający bardzo drogiej naprawy, często wymiany silnika na nowy.
O ile oszuści cofają liczniki? O tyle, ile trzeba, i o tyle, ile można
Mazda 3 "odmłodzona" o ponad 330 tys. kmŹródło: Czytelnik
Jeśli ktoś sądzi, że typowe oszustwo polega na cofnięciu licznika o kilkadziesiąt tys. km i że strata tak naprawdę nie jest duża, może się grubo mylić. Nasz czytelnik, pan Mirosław, kupił w kwietniu 2025 r. Mazdę 3 z 2016 r. z przebiegiem nieco poniżej 180 tys. km. Auto wyglądało całkiem dobrze, miało zadbane wnętrze. Po zakupie jednak auto trafiło do autoryzowanego warsztatu. Okazało się, że już rok wcześniej podczas wizyty w niemieckim autoryzowanym serwisie samochód miał na liczniku... 514 tys. km – ta wartość widniała w systemie serwisu Mazdy wraz z listą wcześniejszych wizyt samochodu w warsztatach. Ma się rozumieć, szczegółowa kontrola stanu technicznego auta wykazała, że jego zużycie było daleko wyższe niż typowe dla samochodów z przebiegiem rzędu 200 tys. km.
Co gorsza, okazało się, że sprzedawca – choć formalnie profesjonalny importer, właściciel komisu – właściwie rozpłynął się w powietrzu... Pan Mirosław już wie, że nie wolno handlarzom wierzyć na słowo. Wie i to, że wystarczyło zachować elementarną ostrożność, by uniknąć kosztownej wpadki.
Szukaj śladów oszustwa licznikowego w trzech etapach. Wyjaśniamy
Sprawdzanie, czy w samochodzie, który chcemy kupić, ktoś nie cofnął licznika, możemy umownie podzielić na trzy etapy. Efekt sprawdzania może być różny: albo dowiemy się, że auto jest podejrzane lub wręcz nabierzemy pewności, że ma cofnięty licznik (więc nie damy się oszukać), albo nie dowiemy się niczego, albo przekonamy się, że z całą pewnością stan licznika jest prawdziwy – i najlepiej właśnie takiego auta szukać.
Nie wszystkie metody są jednak bezkosztowe, niektóre wymagają nakładów, które – z oczywistych względów – warto ponieść tylko w sytuacji, gdy samochód dobrze rokuje. Zaczynamy więc od opcji najtańszych lub darmowych.
Etap pierwszy: bardzo dokładnie oglądamy samochód
Różne pominięte przez handlarzy wlepki mogą zdradzić oszustwoMaciej Brzeziński / Auto Świat
O wysokim przebiegu często świadczy stan wnętrza, które – wbrew pozorom – trudniej jest odświeżyć niskim kosztem niż nadwozie. O wysokim przebiegu świadczą przetarcia na kierownicy, lewarku zmiany biegów, na przyciskach i pokrętłach. Zwróćmy uwagę na stan fotela kierowcy. W starszych samochodach z mechanicznymi licznikami warto było szukać śladów wyjmowania zegarów, bo trzeba było je wyjąć, by cofnąć licznik. W nowszych modelach najczęściej niczego nie trzeba demontować podczas cofania licznika – a więc raczej to jest błędny trop.
Niemniej, jeśli stan wnętrza nie koresponduje z przebiegiem auta, bo sugeruje duże zużycie, już na tym etapie można odpuścić oglądanie tego egzemplarza. Nadmiernie zużyte wnętrze sugeruje, że albo samochód ma cofnięty licznik, albo był używany przez niechluja, co w obu przypadkach dyskwalifikuje ten egzemplarz.
Szukamy wlepek serwisowych pozostawionych przez warsztaty wskazujących na kolejny przegląd. Nieuczciwi sprzedawcy nie są głupi i najczęściej je usuwają, ale czasem są nieuważni. Jeśli na jakieś wlepce znajdziemy informacje ze stanem licznika wyższym niż obecnie deklarowany, to sytuacja jest jasna. Również informacja o konieczności wymiany oleju np. za 50 czy 100 tys. km wygląda podejrzanie – najczęściej interwały międzyprzeglądowe są dużo krótsze.
Czasami data na wlepce z przebiegiem zdradza oszustwo. Podczas oglądania setek używanych samochodów oferowanych przez handlarzy zdarzało się nam i tak, że jedna wlepka naklejona była na drugą, przy czym ta pod spodem pokazywała znacznie wyższy przebieg... handlarze czasem są sprytni, na szczęście prawie zawsze są leniwi.
Przeglądamy dokumenty samochodu, w tym wszelkie faktury za naprawy. Trzeba obejrzeć dokładnie książkę serwisową. Książki serwisowe sprzedawcy często fałszują, co czasem widać aż nadto wyraźnie, gdy kolejne pieczątki zrobione są tym samym kolorem tuszu, są tak samo stare i podpisane są przez tę samą osobę. Pamiętać jednak trzeba, że coraz więcej samochodów ma wyłącznie elektroniczne książki serwisowe. To oznacza, że aby czegokolwiek dowiedzieć się o aucie, trzeba odwiedzić autoryzowany serwis. Inna rzecz, że sprzedawcy, którzy są staranni i nie mają niczego do ukrycia, mają przygotowany wydruk z historii serwisowej samochodu. Nie ma? Podejrzane, ale do sprawdzenia. W każdym razie w dokumentach samochodu, praktycznie na każdej fakturze z warsztatu, znajdziemy zapisy o stanie licznika samochodu. Warto je sobie uszeregować i zobaczyć, czy te wszystkie odczyty mają sens.
Zdarza się i tak, że w dokumentach samochodu sporządzonych w obcym języku można trafić na "kompromaty". Przykładowo, przeglądając wzorowo przygotowane dokumenty Volkswagena Tiguana ściągniętego z Niemiec – dokumenty te miały udowodnić historię serwisową – natrafiliśmy na fakturę opiewającą na kilkaset euro za prowizoryczne odgięcie błotnika umożliwiające dalszą jazdę oraz za prowizoryczne mocowanie reflektora po kolizji. Tymczasem samochód reklamowany był jako idealny, nie mający na koncie ani wypadków, ani kolizji...
Zwłaszcza z dokumentów zagranicznych – jeśli ktoś rozumie, co tam jest napisane – można dowiedzieć się wiele o samochodzieMaciej Brzeziński / Auto Świat
Jak to się dzieje, że ktoś kupuje samochód z licznikiem cofniętym o 300 tys. km i nie zauważa nic podejrzanego?
Pani Mirosław, który kupił Mazdę z licznikiem cofniętym o prawie 350 tys. km, pokazuje, że wszystko jest możliwe. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że handlarze nie są głupi. Stan licznika bardzo często dostosowują do wyglądu auta, jaki udało się osiągnąć, starannie piorąc i czyszcząc wnętrze oraz polerując lakier. Im lepiej auto wygląda po wyczyszczeniu, tym bardziej można cofnąć licznik, nie budząc podejrzeń.
Handlarze korzystają też z tak zwanych "sprawdzaczy VIN-u" – systemów oferujących płatne raporty na temat przeszłości używanych samochodów; w takich systemach pojawiają się informacje o kolizjach, jeśli kolizje te były naprawiane przy zaangażowaniu ubezpieczyciela, w przypadku niektórych marek pojawiają się wpisy z wizyt samochodu w serwisach dilerskich. Można trafić na stan licznika podczas obowiązkowego badania technicznego (to zależy od kraju pochodzenia). W każdym razie wielu handlarzy rutynowo sprawdza, czego można dowiedzieć się o danym samochodzie z tak zwanego raportu VIN – i dostosowują stan licznika do tego, co jest w raporcie. Bardzo często można w ten sposób cofnąć licznik o np. 100 tys. km, redukując ryzyko wpadki do minimum. Innym razem – jeśli raport jest pusty – można czuć się bezpiecznie, dokonując bardzo grubego oszustwa.
Rada: o podwyższonym ryzyku, że z samochodem stało się coś podejrzanego, świadczy także nierównomiernie narastający przebieg. Jeśli przebieg auta według dokumentów rósł regularnie o znaczne wartości, a potem np. przez 2 lata wzrósł tylko symbolicznie, to może to oznaczać, że licznik został cofnięty albo że samochód stał długo w warsztacie np. po wypadku. Zmiana intensywności wykorzystania auta może też wynikać ze zmiany właściciela, ale, na ile to możliwe, warto to wszystko przeanalizować.
Etap drugi: sprawdzamy dostępne bazy danych
Za darmo możemy skorzystać z polskiej rządowej bazy danych "historia pojazdu". W tej bazie pojawiają się wpisy zarówno dotyczące samochodów jeżdżących od lat w Polsce, jak i sprowadzonych z zagranicy.
Często jednak w "historii pojazdu" nie znajdziemy danych na temat samochodu przywiezionego z zagranicy, np. z Niemiec, a trzeba wiedzieć, że już nawet ponad 30 proc. (tak przynajmniej twierdzi niemiecki automobilklub ADAC) samochodów na tamtym rynku ma cofnięte liczniki. Co gorsza, do Polski trafiają głównie auta z niższej półki cenowej, co tylko zwiększa ryzyko. Warto więc zainwestować w płatny raport VIN (oferowany przez Carfax, Carvertical i inne firmy), w którym mogą pojawić się kompromitujące dane na temat samochodu, który chcemy kupić. Warto oczywiście mieć z tyłu głowy, że po pierwsze, stan licznika naszego auta może być dostosowany do danych dostępnych w sieci, a po drugie, w raporcie VIN dane mogą być niekompletne lub może ich nie być w ogóle. Żeby nie być rozczarowanym, trzeba wiedzieć, że być może wydamy kilkadziesiąt zł, a nie dowiemy się niczego użytecznego o aucie, brak informacji o problemach nie gwarantuje braku problemu. Może się jednak zdarzyć, że w raporcie będą dane o kolizjach, wypadkach czy cofnięciu licznika – to trochę ruletka, na szczęście stawką jest tylko kilkadziesiąt zł opłaty.
W przypadku samochodów sprowadzonych np. ze Szwecji, jeśli znamy stary szwedzki numer rejestracyjny auta, za darmo możemy uzyskać wgląd w dość szczegółową historię pojazdu. Warto wiedzieć, że ryzyko natrafienia na samochód z cofniętym licznikiem sprowadzony ze Szwecji jest nieporównanie niższe niż ryzyko kupna trefnego samochodu sprowadzonego z Niemiec.
Niemieckim nabywcom używanych samochodów ADAC radzi, aby sprawdzić w dokumentach, kto był ostatnim właścicielem samochodu i odezwać się do niego z pytaniem, jaki był przebieg samochodu w chwili, gdy go sprzedawał. Z oczywistych względów jest to porada mało użyteczna dla polskiego nabywcy samochodu.
Kiedy handlarze najczęściej cofają liczniki? Jest jeden kluczowy moment
Odkąd w Polsce podczas badania okresowego (także podczas pierwszego badania technicznego samochodu sprowadzonego z zagranicy) zapisywany jest stan licznika i umieszczany w rządowej bazie danych, komfort cofania liczników w samochodach zarejestrowanych w Polsce gwałtownie spadł – bo też coraz łatwiej jest o wpadkę. Pod tym względem nasz system nie jest gorszy niż np. system szwedzki. Ale np. w Niemczech takiego systemu nie ma, w tym kraju cofanie liczników, zwłaszcza w samochodach używanych przeznaczonych na eksport, jest wręcz normą. Jeśli chodzi o polskich handlarzy kupujących używane samochody za granicą, najczęściej cofają liczniki albo jeszcze przed sprowadzeniem aut do Polski (w Niemczech średni koszt takiej usługi to 50 euro), albo robią to w Polsce przed pierwszą rejestracją. To jest kluczowy moment. Warto też wiedzieć, że bardzo często przebieg w samochodzie cofany jest dwa razy: raz przez niemieckiego handlarza, drugi raz przez polskiego importera...
Ciekawostka: w jednym z radomskich komisów natknęliśmy się na bardzo ładnego Chryslera Voyagera, który jednak odstraszał przebiegiem 400 tys. km. Auto było świeżo sprowadzone do Polski, dopiero wjechało na plac. Handlarz przekonywał nas, że tak naprawdę przebieg tego auta to zaledwie 180 tys. km, tylko specjalnie podnieśli go na czas odprawy celnej, by zmniejszyć jego wartość. Handlarz obiecywał, że pojutrze ma umówiony serwis i przebieg zostanie "dostosowany". Kupilibyście samochód w takim miejscu?
Etap trzeci: z wizytą w serwisie dilerskim
Jeśli mamy ładny samochód, który wydaje się bezwypadkowy, ma jakieś dokumenty potwierdzające przebieg albo sprzedawca przysięga, że samochód był serwisowany w ASO, lecz ma tylko elektroniczną książkę serwisową, czas na płatną wizytę w serwisie. Ważne, aby było to przed kupnem, a nie po zawarciu transakcji. Choć wiele warsztatów oferuje usługę "sprawdzenia samochodu przed kupnem", to jednak najlepszą opcją jest wizyta w serwisie autoryzowanym. Jest tak dlatego, że autoryzowany serwis ma najlepszy wgląd w historię serwisową samochodu.
W tym momencie dowiemy się, po pierwsze, czy przebieg samochodu jest wiarygodny, a po drugie, czy prawdą jest – tak jak twierdzi większość sprzedawców – że auto było serwisowane w ASO. Może się okazać, że samochód bywał w autoryzowanym serwisie tylko w czasie trwania gwarancji, a potem już nie – i to nie jest dobra wiadomość. Ale podczas solidnego przeglądu w ASO dowiemy się przynajmniej, w jakim stanie jest samochód, ile trzeba w niego włożyć i czy warto go kupić – a do tego przecież zmierzamy.
Warto wiedzieć: profesjonalny komputer diagnostyczny bardzo często pozwala odkryć ślady manipulacji przy liczniku – zwłaszcza jeśli manipulacja była przeprowadzona niefachowo. Przebieg auta zapisywany jest w różnych urządzeniach – zarówno w komputerze silnika jak i np. w urządzeniach audio; niektóre podzespoły nie zapisują przebiegu, ale pamiętają różne błędy i kody usterek pojawiające oraz towarzyszący im stan licznika – a to często prowadzi do wykrycia oszustwa. Za pomocą dobrego oprogramowania diagnostycznego można też stwierdzić, czy w samochodzie nie zamontowano części pochodzących z innych samochodów. Jeśli auto ma reflektory, elektronikę czy np. poduszki powietrzne z innego samochodu, niekoniecznie świadczy to o cofnięciu licznika, ale przeprowadzeniu poważnej naprawy powypadkowej niemal na pewno.
Niestety, aby to sprawdzić, nie wystarczy prosty interfejs diagnostyczny z darmowym oprogramowaniem na komórkę.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco!
Obserwuj
nas w Google.