Najpierw trzeba wyłączyć wszelkie elektroniczne kagańce. Potem należy mocno wcisnąć hamulec i następnie gaz. Resztę załatwia 881 Nm – spod tylnych kół zaczyna się unosić gęsty dym. Takie palenie sprawia nam większą przyjemność niż wdychanie nikotyny.

Dodge twierdzi, że Hellcat jest najmocniejszą limuzyną na świecie. Jeśli porównać tylko dane techniczne i osiągi, to niemiecka konkurencja rzeczywiście wypadnie przy nim blado. BMW M5 ma 560 KM, Porsche Panamera Turbo S rozwija 570 KM, a Mercedes S 65 AMG – 630 KM.

Charger Hellcat wyciąga z 6,2-litrowej „V8-ki” 717 KM. Z włączonym układem Launch Control można się rozpędzić w 3,7 s do „setki”. Najlepsze jest jednak to, że kosztuje ułamek ceny pozostałych – w przeliczeniu trzeba za niego zapłacić w USA 250 000 zł.

Czasami palenie bywa dobre dla zdrowia. Na poprawę nastroju zniszczyliśmy komplet gum

Za te pieniądze kupujący zawiera pakt z diabłem. Uruchomienie silnika na zimno brzmi jak powitanie w piekle. Obok basowego pomruku słychać też świst kompresora. Takiej gęsiej skórki, jaką wywołuje Dodge, jeszcze nie mieliście.

Układ kierowniczy przekonuje precyzją – w końcu wspomaganie jest hydrauliczne. Pomaga to w opanowaniu 2-tonowego diabelskiego kociaka na ciasnych zakrętach. Większą przyjemność sprawia jednak ustawianie auta do szczytu zakrętu gazem. Ten samochód najlepiej wygląda, gdy zostawia za sobą gęste kłęby siwego dymu.

Wnętrze jest mało spektakularne, ale wygodne. W końcu niska cena nie bierze się z niczego