Jeśli czekałeś, aż Ford Puma porządnie stanieje, to właśnie nadszedł ten moment. Bazowa wersja kosztuje już 85500 zł (zamiast katalogowych 110 tys. 900 zł), a ceny 155-konnej odmiany nie startują od 134 tys. 650 zł, ale od 111 tys. 650 zł. Z kolei rabaty na dwie wyższe wersje wyposażenia wynoszą po 28 tys. zł
Dlaczego akurat 155-konnej? Bo to najlepszy wybór dla tego SUV-a.
Zalety Forda Pumy
Burknie, warknie, ale nie zachowuje się tak non stop. Choć 1-litrowa 155-konna jednostka EcoBoost nie wzbudzi zachwytu melomanów, to jest dobrze wyciszona i przede wszystkim bardzo dynamiczna. Nawet bardziej niż sugerowałoby to katalogowe 8,7 s od 0 do 100 km na godz. A mimo to jej zużycie paliwa okazuje się zaskakująco niskie.
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Sprawdziłem to we wtorek przed godz. 15 na 25,5 km trasy S79, Południowej Obwodnicy Warszawy i drogi wojewódzkiej, która przywitała mnie 6-minutowym korkiem. Jechałem oszczędnie, ale nie tak, żeby spowalniać ruch. 155-konna wersja Forda Pumy zużyła mi średnio jedynie 4,1 l/100 km.
Przedstawiony jeszcze w 2019 r. Ford Puma mierzy — w zależności od wersji — 418,6 lub 422,5 cm długości. Mimo to jest przestronny. Tak w sam raz — ani nie przesadza z przestrzenią, ani nie „ciśnie”. Nawet na tylnej kanapie moje 188 cm wzrostu nie potrzebowało więcej miejsca.
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Fotele i jakość to nic specjalnego. Choć trzeba przyznać, że przednie siedzenia bardzo dobrze podpierają górną część pleców (co wcale nie jest częste, zwłaszcza w tej klasie aut), a podsufitka wygląda, jakby pochodziła z auta o segment droższego.
Dobre wrażenie robi całkiem pojemny bagażnik (456-1216 l): głęboki, szeroki i foremny. Choć jego próg mógłby biec odrobinę niżej.
Z kolei widoczność przez tylną szybę jest pierwszorzędna. To bardzo dobrze, ponieważ…
Wady Forda Pumy
… dawno nie spotkałem tak małych bocznych lusterek jak w Fordzie Puma. Można się do tego przyzwyczaić, ale pierwsze dwa dni są ciężkie.
Nie jestem też orędownikiem sterowania kluczowymi funkcjami klimatyzacji na ekranie o skądinąd wysokiej rozdzielczości. Wprawdzie temperaturę i siłę nawiewu zmieniasz w pierwszym kliku, a jego kierunek w drugim, to i tak wolałbym niewielki panelik z pokrętłami i przełącznikami. Zwłaszcza że pod wyświetlaczem jest dla niego idealne miejsce.
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Forda Pumę można za to wyposażyć w system BlueCruise, który na wybranych odcinkach dróg do prędkości ok. 130 km na godz. umożliwia zdjęcie rąk z kierownicy. W Polsce działa to m.in. na autostradach A1, A2, A4 oraz na odcinkach A8 i A18.
Najpierw musisz włączyć tempomat adaptacyjny i asystenta utrzymania na pasie ruchu. Jeśli linie na jezdni są wyraźne, kierowca patrzy na trasę, a system rozpozna, że samochód znajduje się na odpowiednim odcinku drogi, Ford Puma z BlueCruise nie tylko utrzyma zadaną prędkość i odstęp od innych pojazdów — odpowiednio przyspieszając i hamując — ale będzie się także trzymać swojego pasa i nie zaprotestuje, kiedy ty przestaniesz trzymać ręce na kierownicy.
Jak to się sprawdza w praktyce?
Jak się jeździ Fordem z BlueCruise?
Pokonałem z BlueCruise dobre kilkanaście kilometrów autostradą A2 i owszem, system płynnie przyspieszał i hamował, dziarsko trzymał się pasa ruchu, ale nadal nie wiem, co mi daje zdjęcie rąk z kierownicy.
Bo po komórkę i tak nie sięgnę. Po pierwsze, to 500 zł mandatu i 12 punktów karnych. Po drugie, Ford zaraz zacznie upominać mnie drażniącym pikaniem, żebym patrzył na drogę — to warunek konieczny działania BlueCruise. Nie mogę też podziwiać krajobrazu albo czytać książki, bo znowu zaczyna się pikanie. Nie da się nawet napić coli, bo kiedy za pomocą pięści imitowałem puszkę trzymaną przy ustach, to Ford zwrócił mi uwagę, żebym odsłonił twarz.
A jeśli pomimo pikania nadal nie patrzysz na drogę, to BlueCruise w końcu zacznie hamować i awaryjnie zatrzyma samochód.
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Sęk w tym, iż system monitorowania uwagi był tak nadwrażliwy, że Ford zaczynał pikać nawet wtedy, kiedy patrzyłem centralnie na drogę. Pewnie wynikało to z lekkiego zmrużenia oczu na słońcu — przy pełnym zachmurzeniu pikanie ustawało — ale system nie powinien być tak przesadnie czuły. Wiem, mogłem założyć okulary przeciwsłoneczne, ale nie lubię w nich prowadzić — tak już mnie zaprojektowano.
Tym samym korzystając z BlueCruise, wolne od kierownicy ręce i tak się mało do czego przydają, a uważne patrzenie przed siebie — przynajmniej w moim przypadku — nie powstrzymywało Forda przed włączaniem irytującego alarmu utraty uwagi.
Ile kosztuje BlueCruise? Najpierw nic: zaczynasz bowiem od 90-dniowego darmowego okresu próbnego. Później płacisz 115 zł miesięcznie lub 1300 zł rocznie. Kolejną opcją jest uiszczenie 6250 zł za bezterminowe korzystanie z systemu lub po prostu kupienie Forda Pumy w wersji wyposażenia BlueCruise. Dzięki promocji kosztuje ona teraz od 124 tys. 550 zł, czyli 28 tys. zł poniżej ceny katalogowej.
Warto? Uważam, że przede wszystkim należy wypróbować BlueCruise samemu podczas jazdy próbnej u dealera. Może akurat ty się w tym zakochasz. Ja jakoś nie potrafiłem.
A sam Ford Puma? Jest wart promocyjnej ceny? Myślę, że tak — zwłaszcza w temperamentnej i bardzo oszczędnej 155-konnej wersji. W gruncie rzeczy jego poważny wiek zdradza jedynie niezbyt modna deska rozdzielcza.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Ford Puma
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz