Masz mnóstwo pieniędzy i zawsze kręcą cię najlepsze rzeczy? Świetnie się składa, bo Mercedes przygotował fantastyczną propozycję dla ciebie – CLS-a 63 AMG z silnikiem o mocy 525 KM. O, przepraszamy, zapomnieliśmy, że oczekujesz najlepszego… Auto wyposażono w pakiet AMG Performance za 35 560 zł i dzięki temu pod maską jest aż 557 KM!

Na te konie mechaniczne trzeba jednak uważać. Wprawdzie potrafią być łagodne jak baranki i pozwalają na spokojną jazdę prawym pasem oraz bezpieczne przemykanie przez zakręty, ale jest to możliwe tylko dzięki elektronicznym „aniołom stróżom”.Wystarczy, że koniom popuści się cugli, a kierowca nie będzie miał łatwego życia. Inna sprawa, że prawdziwa zabawa zaczyna się właśnie wtedy. Wyłączamy więc wszelką elektronikę (na szczęście można całkowicie dezaktywować ESP), która w jakikolwiek sposób mogłaby przeciwstawić się woli kierowcy.

Dodatkowo użycie klawisza „AMG” na konsoli środkowej sprawia, że zmieniają się nastawy skrzyni biegów i zawieszenie z trybu komfortowego przechodzi w sportowy. Po co to wszystko? Bo nie wystarczy tylko wciskać gaz do dechy, żeby poczuć, co ten samochód potrafi naprawdę. Samo przyspieszenie do „setki” w 4,3 s nie robi jeszcze wrażenia.

Dopiero próba przeprowadzenia tego narowistego stada rumaków przez kręte odcinki bez pomocy elektroniki pokazuje ich prawdziwą naturę. Już na pierwszym wirażu tył auta zaczyna żyć własnym życiem i próbuje wyprzedzić przód. Silnik wyje na najwyższych obrotach, ale wcale nie ma się ochoty odjąć gazu. Umiejętne operowanie prawym pedałem i czuła kontra kierownicą sprawiają, że samochód łagodnie ustawia się w zakręcie i można go pokonać jednym „pociągnięciem”.

Wystarczy jednak jakiekolwiek niezgranie tych ruchów, by łuk się załamał. Auto zaczyna wówczas decydować za kierowcę, co chce dalej robić, a to najczęściej oznacza… piruet. Trzeba zawsze pamiętać, że ten samochód należy prowadzić delikatnie, jak partnerkę w tańcu. Pierwsze nadepnięcie na palce zemści się gwałtownym uderzeniem z biodra i... nici z pięknie zapowiadającego się wieczoru.

Szkoda by było, bo przecież rachunek za ten związek był bardzo słony. Już bazowa cena CLS-a AMG jest bardzo wysoka. Testowany model kosztował ponad 800 tys. zł, co oznacza, że za wyposażenie opcjonalne trzeba było zapłacić niemal 300 tys. zł! Okazuje się jednak, że większość zamawianych CLS-ów AMG kosztuje właśnie tyle – w tej klasie to standard.

PODSUMOWANIE - Bez gwiazdy nie ma jazdy? To hasło staje się prawdziwe, gdy siedzi się w CLS-ie AMG. Ten model to naprawdę coś innego niż słabsze wersje tego 4-drzwiowego coupé. Decydując się na takie auto, pamiętajmy, że nie ma mowy o żadnych kompromisach. Jeżeli czegoś brakuje, to trzeba to po prostu dokupić. Przecież wszystko musi być „naj”: moc, przyspieszenie, wygląd i – oczywiście – cena. Pieniądze nie grają roli, byleby tylko go mieć.