Trudno dziś pojechać w trasę i nie trafić na OPP. Mało tego, nawet podczas codziennych przejazdów lokalnych możesz spotkać odcinkowy pomiar prędkości. W Polsce jest ich coraz więcej. Ba, są coraz dłuższe. OPP na A1 w województwie łódzkim ma ponad 19 km długości.
Każdego dnia przejeżdżam przez aż cztery odcinkowe pomiary prędkości. Cztery razy dziennie stosuję na nie jedną metodę i nigdy nie dostałem mandatu (obym nie zapeszył...).
Jak działa OPP?
Mówiąc najprościej, odcinkowy pomiar prędkości (OPP) rejestruje moment, w którym konkretny kierowca wjeżdża na kontrolowany fragment drogi i chwilę, w której go opuszcza. Następnie system oblicza średnią prędkość przejazdu i decyduje, czy nie narusza ona obowiązującego na OPP limitu.
Jak podaje Główny Inspektorat Transportu Drogowego, polscy kierowcy na OPP średnio przekraczają dozwoloną prędkość o ok. 21 km na godz. A to oznacza 300 zł mandatu i 5 punktów karnych. Z drugiej strony tylko niecałe 2 proc. kierowców pędzi przez OPP z prędkością przekraczającą limit o ponad 50 km na godz.
Kierowcy mają trzy sposoby na uniknięcie mandatu za przekroczenie prędkości na OPP. Wszystkie są nieskuteczne.
Pierwszy polega na tym, że na OPP zjeżdżasz na pobocze (albo w inne bezpieczne miejsce) i po prostu zatrzymujesz auto. Orędownicy tego pomysłu uważają, że taki postój — kiedy kierowca porusza się z prędkością 0 km na godz. — równoważy wcześniejszą zbyt szybką jazdę i koniec końców średnia prędkość przejazdu mieści się w limicie.
Tyle że po pierwsze, na OPP przeważnie nigdzie nie można się legalnie zatrzymać. Po drugie, po co najpierw gnać, ryzykując wypadek, żeby potem tkwić nieruchomo w miejscu. Po trzecie, można źle obliczyć średnią prędkość i mandat już jest w drodze.
Niektórzy kierowcy jeżdżą kilka km na godz. powyżej dozwolonego limitu, wychodząc z założenia, że prędkościomierz w samochodzie z zasady podaje wyższą prędkość od rzeczywistej. Nie zawsze — bywa, że wyświetla niższą. Nigdy nie wiesz, jaki jest margines błędu wskazania w twoim aucie, a co za tym idzie — czy jednak nie przyjdzie mandat za zbyt szybką jazdę na OPP.
Inni kierowcy liczą z kolei na tolerancję fotoradarów na OPP. Krąży opinia, że jeśli jedziesz do 10 km na godz. powyżej obowiązującego limitu, to system puści ci to płazem i nie uruchomi procedury mandatowej. Tyle że nie wszędzie może być taki margines ustawiony. Jedziesz 109 km na godz. na ograniczeniu do 100 km na godz., a i tak możesz dostać mandat oraz punkty karne (w tym przypadku 50 zł i jeden punkt).
Żadnego z tych sposobów nie polecam i żadnego nie stosuję. Mam inny. 100-procentowo skuteczny i legalny.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Skuteczny sposób na OPP
Jedynym skutecznym sposobem na uniknięcie mandatu na OPP jest po prostu jazda zgodnie z przepisami. Mam do tego pomocnika. Ty pewnie też.
To tempomat. Tuż przed początkiem OPP włączam go i ustawiam na 2 km na godz. poniżej limitu prędkości na danym odcinku. Jeśli obowiązuje ograniczenie np. do 80 km na godz., to ustawiam tempomat na 78 km na godz. I nigdy nie zapłaciłem mandatu.
Oczywiście tempomat nie zwalnia cię z obowiązku prowadzenia auta i zachowania uważności oraz ostrożności.
Jakie mandaty za prędkość w Polsce?
Za przekroczenie dozwolonej prędkości można dostać następujące mandaty i punkty karne (w nawiasach podano wysokość mandatu, kiedy do przekroczenia dopuszczalnej prędkości dojdzie w ciągu dwóch lat od ostatniego takiego wykroczenia):
- do 10 km na godz. — mandat 50 zł i 1 punkt karny;
- 11-15 km na godz. — mandat 100 zł i 2 punkty karne;
- 16-20 km na godz. — mandat 200 zł i 3 punkty karne;
- 21-25 km na godz. — mandat 300 zł i 5 punktów karnych;
- 26-30 km na godz. — mandat 400 zł i 7 punktów karnych;
- 31-40 km na godz. — mandat 800 zł (1600 zł) i 9 punktów karnych;
- 41-50 km na godz. — mandat 1000 zł (2000 zł) i 11 punktów karnych;
- 51-60 km na godz. — mandat 1500 zł (3000 zł) i 13 punktów karnych;
- 61-70 km na godz. — mandat 2000 zł (4000 zł) i 14 punktów karnych;
- ponad 71 km na godz. — mandat 2500 zł (5000 zł) i 15 punktów karnych.