Serwis wycenił naprawę na ponad 30 tys. euro. Mechanik załatwił to kawałkiem plastiku

Opracowanie: 
  • Paweł Krzyżanowski
Jak informuje fiński dziennik "Ilta-Sanomat" cała sprawa zaczęła się od tego, że do jednego z fińskich serwisów, należącego do tamtejszego dealera tej marki, trafiło hybrydowe Porsche Cayenne e-hybrid z uszkodzonym napędem.
Samochód z jakiegoś powodu nie był w stanie skorzystać z napędu elektrycznego. Poruszał go wyłącznie silnik spalinowy. Diagnoza była jednoznaczna. Za brak napędu odpowiedzialna była uszkodzona skrzynia biegów. Serwis wycenił jej wymianę na 34 500 euro, czyli w przeliczeniu prawie 150 tys. zł.

Dlaczego naprawą Porsche kosztowała aż tyle?

Diagnozie serwisu nie zaufał jednak kolejny mechanik, do którego trafiło to auto. Mikko Simola postanowił zbadać, co tak naprawdę zawiodło. W tym celu rozebrał automatyczną skrzynię, w którą wyposażone było hybrydowe Porsche. Jego diagnoza była podobna — winę za brak napędu elektrycznego ponosiła skrzynia biegów. Simola jednak inaczej niż serwis, doszedł do tego, jaki konkretnie element w skrzyni biegów jest uszkodzony. Po rozebraniu automatycznej skrzyni biegów odkrył, że problemem był... pęknięty plastikowy pierścień, który unieruchomił napęd elektryczny. Teoretycznie więc wystarczyłoby wymienić na nowy właśnie ten element, aby naprawić awarię Porsche. Problem jednak w tym, że taki pierścień nie jest dostępny jako osobna część, którą można by kupić, wymienić i w ten sposób sprawić, żeby auto znowu pracowało tak, jak powinno. Zamiast tego wymienić trzeba całą kompletną skrzynię biegów, co łącznie z robocizną kosztuje właśnie tyle, na ile naprawę wycenił pierwszy z serwisów, do którego trafiło hybrydowe Porsche.
Mikko Simola wraz z kolegą obeszli jednak problem. Brakującą część dorobili sami, zaoszczędzając tym samym właścicielowi hybrydowego Porsche całkowicie zbędnego wydatku. Cała reszta skrzyni biegów w ocenie mechanika była w dobrej kondycji. Zawiódł tylko plastikowy pierścień, który udało się dorobić własnym sumptem.
Fiński mechanik w wideo, w którym opowiada o całej sytuacji, podkreśla, że przypadek, z jakim miał w tym miejscu do czynienia, pokazuje absurdy współczesnej motoryzacji, gdzie nawet niewielka usterka może prowadzić do bardzo wysokich kosztów naprawy. Współczesne auta są bowiem projektowane w taki sposób, że wiele elementów występuje wyłącznie jako całe wymienne moduły, a pojedynczych części po prostu nie da się kupić osobno. W efekcie drobna awaria może oznaczać konieczność wymiany całego kosztownego podzespołu.

Dlaczego modułowa konstrukcja podnosi koszty napraw?

Jak potwierdzają analizy przeprowadzane przez ekspertów z niemieckiego automobilklubu ADAC, modułowa budowa pojazdów znacząco wpływa na wysokość rachunków za naprawy. Bywa, że nawet niewielkie uszkodzenia, takie jak rysa parkingowa, mogą skutkować rachunkami idącymi w tysiące, i to nawet już nie złotych, ale euro.
Dobrym przykładem takiego podejścia są nowoczesne reflektory, w których nie da się już wymienić samego źródła światła (bo to już nie żarówki). Konieczna jest wymiana całego modułu LED lub modułu laserowego, co generuje bardzo wysokie koszty.
Opracowanie: 
  • Paweł Krzyżanowski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu