• Futurystyczny pojazd przyciągnął uwagę mediów i klientów z całego świata. Testy i programy pilotażowe już trwają, a pod Warszawą powstają kolejne egzemplarze Triggo
  • Czterokołowy polski pojazd nie będzie dostępny dla klientów indywidualnych. Triggo ma ściśle określone zadanie – rozwiązać największe bolączki miejskiego carsharingu
  • Triggo potrafi nie tylko przeciskać się przez korki i parkować w ciasnych lukach. Dzięki funkcji zdalnego sterowania pracownik może je podprowadzić klientowi w dowolne miejsce
  • Pełne wykorzystanie potencjału Triggo jest jeszcze niemożliwe. Ale dostosowanie prawa do mikropojazdu z Łomianek będzie dużo prostsze, niż do samochodów w pełni autonomicznych
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu

Zamawiasz taksówkę, przyjeżdża kierowca i zabiera cię we wskazane miejsce. Z Triggo jest podobnie, tyle że bez... kierowcy. Fizycznie, w pojeździe, bo elektryczne wozidełko podstawia ci zdalnie operator sterujący pojazdem zza biurka w prawie dowolnym miejscu na świecie. Prawie, dlatego że ta sztuczka uda się tylko tam, gdzie jest dostęp do internetu.

Gdy już wsiądziesz do mikroauta, to ty przejmujesz stery – dosłownie, bo miejsce tradycyjnej kierownicy zajmuje wolant. I chociaż brzmi to jak odyseja kosmiczna, przedstawiciele Triggo twierdzą, że już niebawem będzie to nasza nowa miejska rzeczywistość. Przeniosłem się do niej na chwilę podczas prezentacji dla mediów.

Triggo to nowy środek transportu w mieście

Autobus, tramwaj, metro? A może współdzielone auto, rower lub hulajnoga? Jeśli dobrze pójdzie, już od przyszłego roku paleta miejskich środków transportu wzbogaci się o nowy pojazd – wąziutki czterokołowiec ze zmiennym rozstawem przednich kół udostępniony w usłudze sharingowej. Nie carsharingowej, bo przecież Triggo to nie samochód. To coś pomiędzy nim i skuterem.

Pamiętacie BMW C1, czyli słynny jednoślad z dachem? To dodajcie do niego jeszcze dwa koła i sporo nowinek technologicznych. Renault Twizy? A gdzież! Zgadza się układ siedzeń i elektryczny napęd, ale Triggo jest dużo węższe. Po prostu jeszcze nikt na świecie nie zbudował czegoś takiego jak Polacy. "A pochylający się na zakrętach trójkołowiec Carver One?" – zaoponujecie. To inna historia, holenderski pojazd był bowiem napędzany silnikiem spalinowym i miał służyć głównie do zabawy, a nie odkorkowania miasta.

Triggo zaprasza do środka! Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Triggo zaprasza do środka!

"No dobrze, a co z trójkołową Toyotą i-ROAD?" – powiecie. I prawie byście mnie mieli, bo tu przynajmniej zgadza się koncepcja. Ale różni się realizacja. 35 elektrycznych Toyot dostępnych przez trzy lata w "mikrocarsharingu" w Grenoble korzystało z innej technologii. Po pierwsze, trzeba je było podłączać do ładowania na mieście (w Triggo jest wymienny czteropak akumulatorów – jak w hulajnogach!), po drugie, były skomplikowane w prowadzeniu (skręcanie przechyłami nadwozia), po trzecie, rozwijały tylko 45 km/h (Triggo rozpędza się do 90 km/h) i wreszcie po czwarte, nie miały "zwężanej" przedniej osi.

Triggo: sprawdziłem, jak działa w praktyce

Ale dość tych wyliczanek! Wszystko, co powyżej, już było. Triggo dopiero będzie, aczkolwiek prototypy są już na zaawansowanym etapie testów, a do drzwi firmy z Łomianek pukają potencjalni klienci z różnych zakątków świata. Przykład? W Singapurze jest prowadzony program pilotażowy ze służbami publicznymi, a w Wielkiej Brytanii programiści testują inny software do zdalnego prowadzenia.

Ja też miałem okazję przetestować futurystyczny polski pojazd. Najpierw jako zdalny kierowca, a potem fizyczny pasażer wieziony bez zatrzymywania się przez korek (w trybie manewrowym szerokość Triggo to zaledwie 86 cm!). O ile drugie doświadczenie nie jest niczym nadzwyczajnym dla osób, które jechały kiedyś jednośladem przez miasto w godzinach szczytu (dorzućcie do tego dach nad głową), o tyle pierwsze było dość... odrealnione. Ale może to przez zestaw gamingowy w postaci kierownicy i pedałów podłączonych do konsoli.

Kierowca prowadzi Triggo z prowizorycznego centrum operacyjnego Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Kierowca prowadzi Triggo z prowizorycznego centrum operacyjnego

Triggo to wciąż prototyp, dlatego nie dziwne, że także środowisko pracy zdalnych kierowców jest na tym etapie "prototypowe". Świadomość, że prowadziłem zza biurka prawdziwe, oddalone o 5 km auto jest dziś dość wyjątkowa, ale już za kilka lat tak może wyglądać czyjaś praca. Obecnie nie pozwalają jeszcze na to przepisy. Adam Kutyłowski, szef PR-u w Triggo, przekonuje, że legalizacja takiego rozwiązania to tylko kwestia czasu. Będzie łatwiejsza niż dopuszczenie do ruchu samochodów autonomicznych, bo tu będzie kogo obwinić w razie wypadku.

Triggo rozwiązuje problemy i... tworzy nowe

Na razie w świetle prawa nie wszędzie można korzystać też z dwóch innych zalet Triggo: omijania samochodów przez środek korka i parkowania prostopadłego tam, gdzie większe pojazdy stoją równolegle do jezdni. Korki są problematyczne, wszak nie można legalnie poruszać się dwoma pasami naraz – trzeba zmieścić się na jednym z innym pojazdem. Do tego polskie przepisy dopuszczają taką możliwość tylko dla pojazdu jednośladowego, a Triggo takie nie jest. A parkowanie? Nie wolno zostawiać pojazdu inaczej niż nakazują znaki.

Przeszkodą w pełnym wykorzystaniu potencjału Triggo jest więc w tym momencie prawo. A szkoda, bo wydaje się, że polskie wozidełko na minuty z funkcją robotaksówki może być rozwiązaniem największych bolączek carsharingu. Takie mikropojazdy nie będą blokować miejskich ładowarek mieszkańcom (pozdrawiamy Traficara i Panka!), a ich użytkownicy tracić czasu (a także pieniędzy, bo przecież każda minuta kosztuje) na szukanie dużego miejsca parkingowego czy stanie w korkach. Od 2025 r. nie będą też musieli spacerować do najbliższego Triggo – po przywołaniu w aplikacji podstawi je zdalny kierowca.

Zadaszony mikropojazd potrafi sprawnie przeciskać się między autami Foto: Krzysztof Grabek / Auto Świat
Zadaszony mikropojazd potrafi sprawnie przeciskać się między autami

Ja już tego zasmakowałem i wiem, że oprócz usprawnienia transportu Triggo wniesie na ulice trochę radości. Ludzie się za nim oglądają, bo wygląda jak zrobotyzowany insekt – zwłaszcza gdy całe wygina się i "łamie" na zakrętach albo zmienia akurat rozstaw przednich kół. Taka stylistyka to zasługa Sebastiana Nowaka, który zaprojektował też scenografię do Wiedźmina i pojazdy do gry Cyberpunk 2077. Nie wiem jeszcze, czy ten mikrus dostarcza przyjemność kierowcy, ale na pewno dużą frajdę z jazdy ma siedzący za nim pasażer, bo przy skręcaniu wyraźnie odczuwa zmianę pochylenia kabiny.

Triggo: seryjna produkcja coraz bliżej

Pierwsza seria prototypów powstała dzięki doświadczeniu zakładu AMZ Kutno. Obecnie produkowane egzemplarze próbne zjeżdżają już z taśmy montażowej urządzonej w hali magazynowej w pobliżu łomiankowskiej siedziby Triggo. Produkcja na masową skalę ruszy zaś w całkowicie nowym obiekcie, gdy projekt się rozkręci.

A jest na to szansa, bo zainteresowanie produktem z metką "Engineered and made in Poland" jest duże. Tym bardziej że autko można sobie w zasadzie dowolnie spersonalizować – począwszy od kształtu nadwozia i organizacji przestrzeni w kabinie, a skończywszy na zainstalowanym "sofcie". Ale trzeba do tego być firmą albo "Borkosiem", bo Triggo nie będzie dostępne dla klientów prywatnych. Tak czy inaczej, trzymamy kciuki!