Granica między prawdą i legendą o DeLoreanie DMC-12 leży na 53,29938 stopni szerokości geograficznej połnocnej i 9,76344 stopnia długości geograficznej zachodniej, w głębinach Atlantyku. Ponoć właśnie tam, ponad 240 mil od Dunmurry w Irlandii Północnej, po bankructwie DeLorean Motor Company brytyjski rząd kazał zatopić tłoczniki do produkcji modelu DMC-12.

Historia wzlotu i upadku Johna DeLoreana i jego aut zalicza się na pewno do najciekawszych „kryminałów” w historii motoryzacji. Nie ma też jednej „prawdy” na temat tego, co się wówczas stało. Pewne jest tylko to, że większość powtarzanych wersji tej historii nie dokońca znajduje odzwierciedlenie w faktach. Dotyczy to również tej, według której ambitny inżynier z branży motoryzacyjnej wyłudził miliony subwencji na produkcję aut i zainwestował je w interesy narkotykowe, które doprowadziły go do upadku.

Wehikuł czasu? Bez dodatkowych akcesoriów zamontowanych przez Emmeta Browna i bez Marty’ego McFly’a za kierownicą auto wygląda rasowo, ale skromnie.

Spróbujmy więc chociaż trochę zbliżyć się do prawdy. Wszystko zaczęło się w General Motors w Detroit, gdzie John Z. DeLorean dochrapał się stanowiska menedżera firmy. Próbował tam lansować swoją wizję samochodu: kompaktowego, oszczędnego i trwałego. Znalazł nawet na to określenie: jego auto miało być „etyczne”.

Dziś za takie pomysły niechybnie wyleciałby z pracy. Po co komu trwałe auta? Wówczas również nikt się nie zainteresował tym szaleńczym pomysłem. Sfrustrowany rzucił więc ciepłą posadkę i postanowił wcielić w życie swój plan. W 1975 roku powstał DeLorean Motor Company. Pierwsze szkice nowego modelu dostarczył Giorgetto Giugiaro. Nie to, żeby chciało mu się tworzyć nowy projekt dla nikomu nieznanej marki – po prostu wyciągnął z kosza ten, którego nie przyjęło wcześniej Porsche szukające pomysłu na model 928. W 1976 r. powstał model studyjny DSV (DeLorean Safety Vehicle).

DeLorean szukał silnika do swojego auta. Najchętniej zastosowałby silnik Wankla z Citroëna GS Birotor, na końcu jednak wybór padł na silnik PRV (V6, wspólna konstrukcja Peugeota, Renault i Volvo). Miał on jednak poważną wadę – nie mieścił się w aucie. Colin Chapman z Lotusa przyjął zlecenie, żeby za 12,5 mln dolarów zrobić z tym porządek. Auto otrzymało zmodyfikowaną ramę z Lotusa Esprit, silnik ze skrzynią Renault w końcu się zmieścił, a 63 proc. masy obciążyło tył auta.

Żaluzje na tylnej szybie nie poprawiają i tak fatalnej widoczności do tyłu, ale za to wyglądają bojowo. W latach 80. projektowano takie akcesoria tuningowe! Zakratkowane tylne światła też doskonale pasują do ówczesnej motoryzacyjnej mody

Nadwozie – to najbardziej spektakularna część DMC-12 ma poszycie ze stali nierdzewnej. W kwietniu, w fabryce w Dunmurry, zbudowanej przede wszystkim za 165 mln funtów brytyjskich rządowych subwencji, rozpoczyna się produkcja auta. Pracowało przy niej 2700 robotników – połowa protestantów, połowa katolików. W Irlandii Północnej od takich szczegółów może zależeć wiele. Powstały pierwsze egzemplarze, które drogą lotniczą trafiły do USA. Wszystko szło doskonale, popyt był znacznie większy niż zakładano.

DMC zwiększyło produkcję i niemal natychmiast pojawiły się skargi na jakość dostarczanych aut. Jednocześnie na skutek kryzysu załamał się rynek amerykański, popyt gwałtownie spadł. DMC reagowało zbyt wolno, na placach stały niesprzedane egzemplarze, jednocześnie firma musiała naprawiać auta, które już trafiły do klientów. To przerosło możliwości finansowe młodej firmy, w lutym 1982 roku produkcja została wstrzymana, ale w kwietniu udało się ją wznowić. Nie na długo! DeLorean szukał gorączkowo inwestorów i wpadł w pułapkę.

DEA – amerykańska rządowa agencja narkotykowa testowała uczciwość przedsiębiorców i organizowała prowokacje. Agenci podający się za przestępców szukali chętnych do współpracy. 19 października 1982 roku w pokoju 501 hotelu La Reina w Los Angeles DeLorean został aresztowany. To oznaczało koniec firmy – ponoć brytyjski rząd zatopił w morzu ważne elementy wyposażenia fabryki po to, żeby sfinansowanego z brytyjskich subwencji DeLoreana nie dało się produkować gdziekolwiek indziej na świecie.

Szeroki tunel środkowy to efekt zastosowania ramy z Lotusa Esprit. Kierowca i pasażer(ka) nie mogą się do siebie przytulać.

Ta teoria nie brzmi wiarygodnie, bo w tamtych czasach trudno byłoby znaleźć auto o bardziej zszarganej opinii. Dziś o słabościach DeLoreana nikt nie pamięta, większość zna go głównie jako wehikuł czasu z filmu „Powrót do przyszłości”. W zapomnienie popadły fatalna jakość wykonania, gigantyczny promień skrętu, wysokie zużycie paliwa i oporny układ kierowniczy. John DeLorean został oczyszczony z zarzutów w 1984 roku. Sąd skrytykował metody agencji rządowej, ale i tak opinia o DeLoreanie została zrujnowana, o powrocie do produkcji nie ma już mowy. Pozostało 8583 zbudowanych aut i mnóstwo legend.

Delorean DMC-12 - Plusy/Minusy

Za ok. 100 tys. zł trudno znaleźć auto, które bardziej rzucałoby się w oczy i zwracało na siebie uwagę na drodze. Poszycia (błotniki, drzwi) wykonano ze stali nierdzewnej – korozja nie ma tu szans, gorzej jest z ramą. Mimo dość złożonej konstrukcji doświadczony majsterkowicz z wieloma naprawami upora się sam.

Zresztą często to jedyne rozwiązanie, bo warsztatów mających pojęcie o tym aucie jest jak na lekarstwo, a utrzymanie DeLoreana w stanie gotowym do jazdy wymaga opanowania sztuki improwizacji. Do typowych usterek należą kłopoty z rozruchem. Ich przyczyna często tkwi w akumulatorze ciśnienia układu wtryskowego – na szczęście, to standardowa część stosowana w wielu modelach z wtryskiem K-Jetronic.

Zdarza się również, że auto zostaje unieruchomione przez wyłącznik przeciążeniowy, który powinien odcinać dopływ paliwa w razie kolizji, a robi to też bez powodu. Ponieważ mechanizm zmiany biegów reguluje siętrudno, przed zakupem warto dokładnie sprawdzić, czy biegi „wchodzą” poprawnie i lekko. Lepiej też dokładnie przyjrzeć się zegarom i tapicerce drzwi oraz podsufitce – te elementy są już niezwykle trudne do zdobycia.

Delorean DMC-12 - części zamienne

Części karoseryjne to prawdziwy rarytas, a ich ceny bywają szokujące. Z pozostałymi podzespołami jest lepiej, mechanikę i elektrykę da się kupić w rozsądnych cenach, ponieważ DMC nie próbowało produkować większości podzespołów samodzielnie.

Elementy pochodzą a z popularnych modeli produkowanych wielkoseryjnie. Trzeba tylko wiedzieć, co od czego pasuje. Na szczęście są fachowcy, np. www.deloman.de, którzy się na tym znają, a części nie są wtedy droższe niż do nowych aut klasy średniej, np. kompletne sprzęgło kosztuje ok. 1600 zł.

Delorean DMC-12 - sytuacja rynkowa

Spośród ok. 8583 wyprodukowanych aut do dziś na całym świecie przeżyło ok. 4 tys. sztuk. Co ciekawe, w USA manufaktura Stevego Wynna z zapasów części zamiennych składa nowe, ulepszone egzemplarze. Przyzwoite, dobrze rokujące sztuki kupić można za równowartość ok. 80-90 tys. zł. Łatwiej je znaleźć w USA niż w Europie.

Delorean DMC-12 - polecamy

Na usterki techniczne można przymknąć oko, ale karoseria ma być w jak najlepszym stanie. Jeśli ktoś oczekuje osiągów auta sportowego, niech poszuka sobie innego obiektu zainteresowania. W Europie DeLoreanów jest mało, chociaż np. niemieckie forum delorean.de działa całkiem prężnie. Po ciekawe auto warto się jednak wybrać do USA.