Zaparkuj samochód na równej, płaskiej powierzchni. Odczekaj co najmniej kwadrans, a najlepiej pół godziny. Otwórz maskę, znajdź bagnet olejowy, przygotuj ręcznik papierowy albo szmatkę. Wyjmij bagnet, starannie go wytrzyj, a następnie włóż z powrotem — starannie, do końca. Wyjmij ponownie, ustaw w poziomie, aby olej na jego końcówce nie ściekał, odczytaj poziom oleju — prawidłowy jest wtedy, gdy zawiera się pomiędzy znakami minimum i maksimum. Jeśli jest OK, włóż bagnet z powrotem — starannie, do końca. Zamknij maskę, praca wykonana. Tak z grubsza wygląda instrukcja samodzielnego sprawdzania poziomu oleju w silniku. Poziom oleju powinno się sprawdzać co 500-1000 km, ale jeśli silnik lubi spalać olej, to nawet częściej. W większości samochodów bagnet olejowy wciąż jest obecny pod maską, ale w wielu nowych modelach samochodów już go nie ma. Od dawna też samochody wyposażane są (oczywiście, nie każde) w alternatywne, elektroniczne układy kontrolujące na bieżąco poziom oleju w silniku. Po co to wszystko?
Kierowca ma już nie zaglądać pod maskę
Niewłaściwy poziom oleju
Archiwum / mat. prasowe
Podobno — tak twierdzą producenci samochodów — zmieniły się nawyki kierowców. Spada liczba właścicieli aut, którzy mają ochotę zaglądać pod maskę, cokolwiek grzebać samodzielnie, choćby była to tylko rutynowa kontrola poziomu oleju. Zamiast zachęcać kierowców do wykonywania prostych czynności serwisowych, producenci aut stawiają na automatyczne monitorowanie stanu silnika.
Prawda jest też taka, że zaufanie do samodzielności i rozsądku kierowców spada. Producenci wolą wziąć sprawy we własne ręce.
Producenci nie wierzą użytkownikom aut – zaufanie tak, ale i kontrola
Bagnet olejowy
Auto Świat
Warto też wiedzieć, że już od bardzo, bardzo dawna w samochodach wyposażonych w bagnety olejowe, ale także wyposażonych już w elektroniczne systemy kontrolujące poziom i jakość oleju w silniku, producenci samochodów "zastawiają pułapki" na użytkowników, którzy najpierw lekceważąco podchodzą do obsługi samochodu, a potem domagają się bezpłatnych napraw — choćby i wymiany silnika. Jeśli więc ktoś np. 10 lat temu zobaczył na wyświetlaczu np. Volkswagena ostrzeżenie o niskim poziomie oleju, ale całkowicie je zignorował i nie zajrzał pod maskę przez np. 2000 km, a potem silnik się zatarł, to mógł się zdziwić, że doradca serwisowy w autoryzowanym warsztacie nie chciał uwierzyć w bajkę o tym, że klient regularnie sprawdzał poziom oleju i zupełnie nie wie, co się stało. Już wiele lat temu mechanicy mogli sprawdzić, czy po komunikacie ostrzegawczym nastąpiło zatrzymanie auta i otwarcie maski. Jeśli ktoś nie otworzył maski, by sprawdzić olej, choć został ostrzeżony, to mechanik mógł się o tym dowiedzieć.
Producenci wolą, by kierowca niczego nie dolewał
Dolewanie oleju
Auto Świat / Auto Świat
Dziś nie bez znaczenia jest także kwestia błędów popełnianych podczas tradycyjnej kontroli poziomu oleju. Rzecz niby prosta, ale jest wiele rzeczy, które mogą pójść nie tak. Wystarczy postawić samochód na pochylonej powierzchni, by odczyt był nieprawidłowy. Wystarczy nie odczekać wystarczająco długo po wyłączeniu silnika, by wydało się, że silnik jest "suchy". Dochodzi problem dolewek: o ile kiedyś kilka różnych rodzajów olejów dostępnych na stacjach benzynowych "ogarniało" zdecydowaną większość samochodów jeżdżących po drogach, o tyle dziś nie ma już takiej możliwości, bo jest zbyt wiele różnych olejów diametralnie różniących się właściwościami. Co więcej, silniki stały się o wiele bardziej wrażliwe na zastosowanie niewłaściwego oleju. Czasem lepiej nic nie dolać niż dolać oleju, który "nie pasuje".
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W tym momencie wchodzą — cały na biało — systemy, które na bieżąco monitorują poziom oleju i jego stan. A jako że robią to na bieżąco — i podczas jazdy, i każdorazowo tuż przed uruchomieniem silnika — to mogą zaalarmować kierowcę odpowiednio wcześnie. Jest też nadzieja — i podobno tak to właśnie działa — że kierowca, który dowie się, że ma niski poziom oleju w silniku, ale jeszcze chwilę może pojeździć, zamiast zaglądać pod maskę, zadzwoni do warsztatu i umówi się na wizytę. Ryzyko błędu zredukowane do minimum, a jeszcze dochodzi to, co "wszyscy" tak lubią: rachunek za usługę.
Problemy olejowe nowoczesnych silników stają się coraz bardziej zaskakujące
Miarka wraz z oznaczeniami do określania poziomu oleju silnikowego. W tym przypadku widać, że oleju w silniku jest... za dużo
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Typowym problemem wielu współczesnych aut, wbrew pozorom, nie jest spalanie oleju przez silnik, ale niekontrolowany wzrost poziomu oleju w silniku. Zwróćcie na to uwagę, jeśli macie samochód, który nie sprawdza za was oleju: zwłaszcza w hybrydach poziom oleju lubi rosnąć. Podatne na to zjawisko są przede wszystkim samochody eksploatowane w ruchu miejskim, na krótkich trasach. I nie jest to wcale przywidzenie: poziom oleju potrafi rosnąć, przy czym — niestety — w silniku nie "rodzi się" olej, natomiast do miski olejowej dostaje się paliwo, które rozrzedza olej. Nie tylko więc poziom oleju rośnie, lecz także równocześnie spada jego jakość.
W różnych samochodach wrażliwość silników na wzrost poziomu oleju ponad normę jest różna. Jeśli macie samochód, w którym takie rzeczy się dzieją, prawdopodobnie szybko zorientujecie się, jak poważny jest problem – po reakcji mechanika. W jednych samochodach zalecenie będzie takie, by jak najszybciej pozbyć się rozrzedzonego oleju i wymienić go na nowy, a w innych komunikat będzie całkiem inny: "jeździć, obserwować, przyjechać normalnie na przegląd, wymienimy".
Niemniej bagnet olejowy w silniku — jeśli nasze auto go ma — to rzecz, z której powinniśmy regularnie korzystać. Po pierwsze, po to, aby upewnić się, że silnik nie zatrze się z braku oleju, a po drugie, by upewnić się, że poziom oleju w silniku nie jest zbyt wysoki.
W nowoczesnych autach jest coraz więcej elektroniki
Wiele samochodów kontroluje nie tylko poziom oleju w silniku, lecz także jego stan
Archiwum / Auto Świat
Prawda jest taka, że elektronika tanieje, a wszelkie elementy mechaniczne wiążą się z kosztami produkcji. Po latach testowania elektronicznych systemów kontrolujących poziom oleju, które funkcjonowały równolegle z tradycyjnym bagnetem olejowym, producenci przekonują się, że bagnet do sprawdzania poziomu oleju w silniku po prostu przestaje być potrzebny. Napędy stają się tak skomplikowane i tak "oczujnikowane", że jeden czujnik mniej czy więcej nie robi żadnej różnicy. A trzymanie klienta z dala od komory silnika... bezcenne.