• Bentley Continental GT Speed to wzorzec w klasie grand tourerów. Jest piekielnie szybki (3,6 s do 100 km/h!), a mimo to rozpieszcza też luksusowym wyposażeniem
  • Cena egzemplarza, który trafił do nas na test, to po doliczeniu polskich podatków niemal 1,6 mln zł. Ale spokojnie – aż jedna czwarta tej kwoty to "tylko" dodatki
  • To jeden z ostatnich takich Bentleyów. Ma pod maską podwójnie doładowany 6-litrowy silnik W12. W 2030 r. marka z Crewe przerzuci się na "elektryki"
  • Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Piątek na zwolnieniu lekarskim. Za oknem nad ogołoconymi drzewami wiszą ołowiane chmury i pada z nich zacinający deszcz. Temperatura? Niewiele powyżej zera. Jest półmrok – dochodzi przecież "szesnasta w nocy". Aż żyć się odechciewa... I wtedy dostaję telefon: "Mam dla ciebie Bentleya w przyszłym tygodniu. Bierzesz?". Pytanie retoryczne! Gdzie podpisać?!

Zrobiłem to bez namysłu, ale po prostu nie mogłem odpowiedzieć inaczej. Odrzucenie propozycji zmierzenia się z legendarnym Bentleyem Continentalem GT Speed byłoby jak odmówienie pójścia na randkę z Angeliną Jolie (albo Bradem Pittem – jak kto uważa). To samochód stworzony do bezstresowego i dynamicznego połykania kilometrów w otoczeniu absolutnego komfortu. Na humor wpływa dokładnie odwrotnie niż niedzielny wieczór. Ale, żeby skorzystać z tego "czasoumilacza", trzeba najpierw trochę odłożyć...

Bentley Continental GT Speed - unikatowa cena

Ile dokładnie? Za egzemplarz ze zdjęć prawie 1,6 mln zł. Ale spokojnie – niemal jedna czwarta tej kwoty to opcje, na które przecież nie trzeba się decydować. Tylko jak tu sobie odmówić rubinowego lakieru Dragon Red II (za ponad 20 tys. zł), superczysto grającego zestawu audio firmy Naim (za ponad 31 tys. zł) czy karbonowo-ceramicznych tarcz hamulcowych z czerwonymi zaciskami (za niecałe... 62 tys. zł)?

W konfiguratorze Bentleya Continentala GT Speed pokusa goni pokusę, a przecież jest jeszcze dział zamówień specjalnych Mulliner. Trudno mówić zatem o cenie, bo ta zależy od kaprysów przyszłego właściciela auta. Firma z Crewe twierdzi, że każdy wyprodukowany od 2003 r. Continental jest inny. I pewnie ma rację, choć trudno w to uwierzyć, bo przez te 18 lat powstało aż 80 tys. egzemplarzy tego modelu.

Nie dajcie się nabrać na to niewinne spojrzenie. Za nim kryje się silnik 6.0 W12 Foto: Piotr Gudanek / Auto Świat
Nie dajcie się nabrać na to niewinne spojrzenie. Za nim kryje się silnik 6.0 W12

Pokłady kreatywności można uwalniać cały czas, Bentley mówi też bowiem o 17 mld (sic!) dostępnych konfiguracji wyposażenia, silnika, napędu i innych opcji. Odstawmy jednak na bok problemy pierwszego świata – czas zasiąść za kierownicą i sprawdzić, jak jeździ ten ultraluksusowy sportowiec.

Audi na "wypasie"? Tylko trochę

Moszczę się w nie tak wąskim fotelu za kierownicą z dużym emblematem uskrzydlonego B i nagle świat wydaje mi się piękniejszy. Za oknami wciąż szaruga, ale dostrzegam gdzieniegdzie przedzierające się promienie słońca. Nawet warszawskie korki przestają irytować jak na co dzień. Minus? W zatłoczonym mieście ciężko znaleźć miejsce parkingowe, by bez problemu zmieścić cały majestat Continentala (jest on niewiele mniejszy od Pałacu Buckingham), a widoczność z kabiny nie powala. Ale umówmy się – czy naprawdę warto to roztrząsać?

Właścicielom Bentleya Continentala GT Speed bardziej może przeszkadzać widoczne w kilku miejscach w kabinie pokrewieństwo z tańszymi produktami Grupy Volkswagen. Nie mam tu bynajmniej na myśli Skody Fabii, ale samochody marki Audi. To z nich pochodzi niemal niezmieniony system infotainment, wyświetlacz zamiast analogowych zegarów i... plastikowe, nieprzyjemnie działające przyciski na kierownicy.

System może i jest ten sam, ale tylko w Bentleyu można zamówić obracany moduł w sercu deski rozdzielczej, który po naciśnięciu przycisku zastępuje dotykowy ekran analogowymi wskaźnikami (termometr, kompas i stoper). Proste, a cieszy! Brytyjskie auta mają też zupełnie inne, rzeźbione pokrętła i metalowe, obracane wywietrzniki ze "szpikulcami", którymi można ręcznie ustawiać siłę nawiewu (jak za starych, dobrych czasów!).

Dalsza część tekstu pod podcastem

Dżentelmen bez dobrych manier

Od podobieństw do tańszych samochodów można uciec w bardzo prosty sposób – wystarczy wcisnąć umieszczony pośrodku błyszczącej konsoli centralnej przycisk z napisem "Engine Start Stop". Ta czynność drażni chyba samego lucyfera, bo donośny bulgot wydobywający się z owalnych końcówek wydechu brzmi, jakby otworzyły się wrota piekieł.

Za tę przejmującą, acz niezwykle przyjemną, ścieżkę dźwiękową odpowiada zagrożona wyginięciem jednostka 6.0 W12. Ma 12 cylindrów, dwie turbosprężarki, 659 KM i 900 Nm momentu obrotowego. Te liczby robią wrażenie, a to może być ostatni moment, by oddać im hołd, bo w 2030 r. Bentley chce całkowicie przejść na prąd. Jeśli obecny Continental GT Speed jest pożegnaniem ze światem dużych pojemności (a może tak być, wszak od 2026 r. palmę pierwszeństwa w Crewe będą dzierżyć hybrydy), to piękniejszego nie potrafię sobie wyobrazić.

Potężna moc generowana przez równie potężne serce "Contiego" płynie na obydwie osie za pośrednictwem 8-stopniowej przekładni automatycznej. W ujarzmieniu jej pomaga zaawansowana technologia, taka jak chociażby sterowany elektronicznie mechanizm różnicowy eLSD przy tylnej osi, układ czterech skrętnych kół, system Bentley Dynamic Ride (aktywna kontrola przechyłów) czy trójkomorowe aktywne zawieszenie pneumatyczne z adaptacyjnym tłumieniem. To ostatnie świetnie wywiązuje się ze swojego zadania – pomimo zastosowania 22-calowych felg (z cienkimi jak plaster oponami), nierówności i przeszkody są wybierane miękko, a jednocześnie auto pozostaje stabilne nawet w trybie komfortowym.

Pokrętło zmiany trybów jazdy w Bentleyu Continentalu GT Speed Foto: Piotr Gudanek / Auto Świat
Pokrętło zmiany trybów jazdy w Bentleyu Continentalu GT Speed

Cały ten technologiczny orszak sprawia, że zapanowanie nad rozpędzonym pociskiem (to ponad 2,3 t "żywej" masy!) jest całkiem proste. Przednia oś przyciśnięta do ziemi ciężkim silnikiem trzyma w garści przyczepność i za nic nie chce jej wypuścić, a spory tył można łatwo wprowadzić w kontrolowany poślizg sprawnym operowaniem gazu – zwłaszcza w trybie sportowym, który śpiewa kołysankę elektronice i pozwala na szczeniacką zabawę.

Aby poczuć potęgę silnika W12 nie trzeba nic majstrować. Nawet w domyślnym ustawieniu (nazwanym po prostu "Bentley") samochód wystrzeliwuje z miejsca jak z procy, osiągając "setkę" w spektakularne 3,6 s! Prędkości maksymalnej nie testowałem ze względu na zbyt krótki czas użyczenia i brak odpowiedniego miejsca do przeprowadzenia tej próby – wierzę w zapewnienia firmy o 335 km/h.

Bentley Continental GT Speed – naszym zdaniem

Czy to najlepszy samochód na rynku? Naturalnie, to szczyt szczytów, ale nie każdy będzie potrafił / miał ochotę / mógł go docenić. Trudno polubić go za ekonomię – średnie spalanie w mieście rzadko kiedy spada poniżej 25 l/100 km. Natomiast wynik 16-18 l/100 km w trybie mieszanym jest już osiągalny, ale niełatwy do osiągnięcia, gdy pod prawą stopą na uwolnienie czekają takie pokłady mocy...

Ale my tu o wysokim spalaniu, a przecież sam zakup Bentleya przeczy wszelkim prawom ekonomii. Chyba że w formie inwestycji – za kilka lat takich samochodów już po prostu nie będzie. Po niecałych 30 godzinach z tym "Brytyjczykiem" jestem zdania, że przejażdżka takim samochodem powinna być refundowana przez NFZ, bo działa na człowieka lepiej niż pobyt w sanatorium. Jesienna chandra? Ja o niej w tym roku nie słyszałem.