Jeszcze niedawno świat najmniejszych samochodów wydawał się szary i nudny. Jednak z biegiem lat ta klasa aut stawała się coraz barwniejsza. W dobie wysokich cen paliw i zatłoczonych miast to właśnie małe samochody mają szansę zostać gwiazdami motoryzacyjnego światka.

Firmy, które mają fabryki w krajach takich jak Korea i Indie, dostrzegły szansę nawiązania walki z europejskimi potentatami w produkcji maluchów, jak np. Fiat czy Peugeot. Najmniejsze osobówki stają się coraz bardziej zaawansowane technicznie. Ze względu na rosnące wymagania oraz to, że często są użytkowane jako jedyne auta w rodzinie, maleństwa musiały dojrzeć. Układ ESP w większości testowanych pojazdów jest dostępny, choć tylko za dopłatą albo w lepiej wyposażonych wersjach. Także airbagi kolanowe nie są już w tej klasie pieśnią przyszłości.

Kia Picanto drugiej generacji ustanawia dodatkowo nowe standardy w zakresie komfortu, nawet jeśli bogate wyposażenie sprawia, że szybko zapominamy o atrakcyjnej cenie modelu podstawowego. Ponadto mała „koreanka” ma coś, czego zazdroszczą jej niektórzy rywale: daje mnóstwo frajdy z prowadzenia, pozostając przy tym oszczędną... Czy aby na pewno?

Ze średnim zużyciem paliwa wynoszącym zaledwie 4,2 l/100 km – tyle obiecuje producent – trzycylindrowe Picanto chce brylować pośród samochodów z silnikami benzynowymi, o długości do 3,5 m. Tylko czy te obietnice sprawdzają się w praktyce? Nasze porównanie pokazuje, że nie musi tak być. Zanim przystąpimy do precyzyjnych kalkulacji, powinniśmy zastanowić się, czego tak naprawdę oczekujemy od miejskiego samochodu. Być może dzięki temu niektórzy konkurenci odpadną z gry jeszcze przed rozpoczęciem meczu, co zdecydowanie ułatwi wybór.

I tak: jeżeli pojazd ma służyć przedstawicielowi handlowemu albo pełnić rolę mobilnego koszyka na zakupy, to w tej roli sprawdzą się wszystkie prezentowane pojazdy. Żeby dojeżdżać do pracy, wystarczą w zupełności. Jeśli wymagamy od auta, aby miało mały (ale jednak) bagażnik, to o Peugeocie i Suzuki możemy zapomnieć. Ich miniaturowe kuferki wyglądają jak żart projektantów. Pozostali konkurenci są bardziej wszechstronni, a po złożeniu kanap można do nich zapakować walizki dwóch osób i wyruszyć na wakacje.

Dojechać na miejsce uda się każdym z maluchów, jednak jeżeli planujemy podróżować głównie po autostradach, a trasa wiedzie pod górę, to warto zwrócić uwagę na elastyczność jednostek napędowych i związane z tym zestopniowanie skrzyń biegów. W Picanto i Alto piąte przełożenia nadają się do jazdy ze stałą prędkością na płaskim terenie, a ten, kto zapragnie jakiejkolwiek dynamiki, będzie musiał często włączać czwarty bieg, co podniesie spalanie i podwyższy hałas. No i wreszcie temat hamulców Suzuki... Bezpieczeństwo nie jest raczej priorytetem przy zakupach, ale może najwyższy czas, by to zmienić?

Kia Picanto 1.0 - Cienka blacha i twardy plastik? Tak było kiedyś. Picanto wprowadza nowe, wyższe standardy w klasie najmniejszych samochodów. W środku sprawia wrażenie większegoauta i wcale nie tylko dlatego, że pasażerowie przedni mają bardzo dużoprzestrzeni. Nabywca, który będzie chciał bogato wyposażyć swoją Kię,szybko zapomni o cenie modelu podstawowego. Za to w Picanto można miećto, czego nie oferuje konkurencja: żaden z rywali nie daje takatrakcyjnej, siedmioletniej gwarancji.

Do pozytywnego wizerunku auta pasują wrażenia z jazdy. Pomimo wyraźnejtwardości zawieszenia małe Picanto w miarę skutecznie pochłania wstrząsywywołane pokrywami studzienek kanalizacyjnych i asfaltowymi łatami.Zestrojony z pieczołowitością układ kierowniczy jest precyzyjny, choćmógłby wracać do położenia neutralnego z większą siłą.

Słabością Picanto – na szczęście jedyną – jest silnik. Zamiast ruszać zespodziewaną ostrością, trzycylindrowiec z ociąganiem gramoli sięzeskrzyżowania, wpadając w „dziurę” mocy podczas zmiany przełożenia z pierwszego na drugie. Kto chce się dynamicznie przemieszczać, ten musiutrzymywać prędkość obrotową ponad 3000 obr./min i... cierpieć za toprzy dystrybutorze. Zużycie paliwa 5,7 l jest nie tylko najwyższe wteście, lecz także o 1,5 litra wyższe od obiecanego przez producenta.

Hyundai i10 1.1 - Zmiany kosmetyczne karoserii jeszcze nigdy nie sprawiły, że powstało nowe auto. Hyundai miał jednak niewiele powodów, aby cokolwiek zmieniać w i10. „Koreańczyk”: zjeżdżający z taśmy produkcyjnej hinduskiej fabryki ma różnorodne zalety: wysokie nadwozie zapewnia dużo przestrzeni, a kokpit jest wzorowo prosty w obsłudze.

Dzięki dużym drzwiom, wysoko zainstalowanym siedzeniom i twardym oparciom przyjaznym plecom i10 zapewnia dogodne warunki podróżowania. Łatwość zajmowania miejsc i dobra widoczność podczas parkowania to zalety nie do pogardzenia w miejskim aucie używanym na krótkich dystansach. Nie mówiąc o bagażniku – największym w naszym porównaniu.

Czterocylindrowy motor dostał ostatnio kilka dodatkowych koni mechanicznych, czego w praktyce się nie zauważa. Podobnie jak poprzednio, dzielnie sobie radzi w każdym zakresie prędkości obrotowych. Nie przesadza także z apetytem na paliwo (5,3 l/100 km podczas testu). Zestrojenie zawieszenia jest udanym kompromisem pomiędzy wystarczającą twardością, która uniemożliwia zbytnie wychylanie się karoserii na zakrętach, a dobrym pochłanianiem nierówności drogi. Jeżeli to kogoś jeszcze nie przekonało, może spojrzeć na warunki gwarancji. Pięć lat spokoju bez limitu kilometrów to zachęcająca perspektywa, która z pewnością pomoże podjąć decyzję o zakupie.

Fiat Panda 1.2 - Fiat Panda ciągle sprawia miłe niespodzianki. Na przykład przy okazji kuracji odmładzającej napęd dostał dodatkowe konie mechaniczne, przez co zyskał trochę południowego temperamentu, którego nam dotąd brakowało. Panda ma teraz w sobie więcej życia, szczególnie w zakresie niskich prędkości obrotowych. Zużywa także mniej paliwa.

Zamiast średnio 6,3 litra jak dotychczas zadowala się zaledwie 5,1 litra benzyny na 100 km. Dzięki temu Fiat mieści się w dobrej średniej swojej klasy. Za to pod względem komfortu jazdy przewyższa rywali. Niedoskonałości jezdni przepadają w zawieszeniu o dużym skoku. Do tego autko toczy się przyjemnie cicho. Ciemną stroną miękko zestrojonego zawieszenia jest słabsza dynamika prowadzenia, ograniczona lekko pracującym układem kierowniczym (przycisk „City” dodatkowo zwiększa siłę wspomagania w celu łatwiejszego manewrowania) i wysoko położonym punktem ciężkości.

Jednak Włosi poprawili nie tylko silnik. Wynikiem 38 metrów sympatyczny „miś” pokazuje, jak powinien hamować nowoczesny mały samochód. Lubimy Pandę także za wygodne wsiadanie do kabiny i nisko położony próg bagażnika. Dobre wrażenie mąci tylko nierówna powierzchnia ładunkowa powstała po złożeniu miejsc tylnych. Tak czy inaczej, w segmencie A trudno o praktyczniejszy pojazd, szczególnie jeśli popatrzymy na wielkość i kształt klapy bagażnika.

Peugeot 107 1.0 - Peugeot 107 to typowe dziecko globalizacji. Nazwa: francuska. Technika: japońska (z bliźniaczej Toyoty Aygo). Miejsce urodzenia: linia montażowa w Czechach, gdzie płace są niższe. Czyli tanie auto? Niekoniecznie – importer najwyraźniej traktuje „107-kę” jako gadżeciarskiego malucha, za którego klient skłonny jest wyłożyć znaczną kwotę. Tym bardziej że łatwo dostrzec, iż w tym samochodzie oszczędzano, gdzie się dało.

W zaprojektowanym z polotem kokpicie widać gołą blachę i plastik niczym z kubków jogurtu, a półka nad bagażnikiem jest zawieszona na pojedynczej nitce. Konstruktorzy pojazdu nie popisali się też zdolnością przewidywania. Trudno bowiem włożyć cokolwiek do bagażnika poprzez wąską szparę pomiędzy oparciami siedzeń tylnych a progiem usytuowanym na wysokości aż 80 cm. To nie jest auto na zakupy! Kto otworzy drzwi tylne, ten zauważy, że tylko w Suzuki jest równie mało przestrzeni na kolana.

Dopiero w mieście mały „lew” pokazuje pazur. Dzięki długości 3,43 m wciśnie się w każde miejsce na parkingu. Trzycylindrowy motor wesoło warkocze, żwawo wprawiając w ruch ważącego skromne 856 kg malucha. Także poziom zużycia benzyny (4,8 l/100 km podczas testu) nie jest w stanie zepsuć zabawy. 107 prowadzi się niczym gokart, jednak opcjonalny system ESP powinien być lepiej zaprogramowany, ponieważ gdy maluszek traci stabilność, układ reaguje zbyt późno.

Suzuki Alto 1.0 - To auto nie jest u nas zbyt popularne, ale ponieważ jego ceny wyglądają zachęcająco, to postanowiliśmy mu się bliżej przyjrzeć. Niestety, już po najważniejszym teście – sprawdzającym hamulce – wiadomo było, że Alto liderem raczej nie zostanie. Pod tym względem Suzuki okazało się zdecydowanie gorsze od konkurencji. Po maksymalnym wciśnięciu pedału hamulca przy prędkości 100 km/h produkowany w Indiach „japończyk” zatrzymuje się dopiero po ponad 44 metrach.

To nie są standardy techniczne, jakie powinny charakteryzować nowoczesny samochód. Przez ten blamaż w zakresie bezpieczeństwa czynnego Suzuki straciło wiele punktów. Szkoda, bo jeśli przymknąć oko na malutki bagażnik i ciasnotę na miejscach tylnych, ten samochodzik może się podobać. Pozycja siedząca jest wygodna. Pokonywanie zakrętów zwinnym maluchem także poza miastem okazuje się przyjemnością. Tętniące życiem trzy cylindry nie dają się długo prosić i (nie licząc jazdy na piątym biegu) chętnie rozpędzają autko.

Konstruktorzy Alto nie zapomnieli o komforcie pomimo dość twardego zestrojenia układu jezdnego. Szkoda tylko, że Suzuki ortodoksyjnie przestrzega narzuconych przez siebie specyfikacji, w wyniku czego wielu opcji, na które można liczyć na innych rynkach, w Polsce nie sposób zamówić. Nawet światła przeciwmgielne trzeba kupić oddzielnie i zamontować w serwisie.

PODSUMOWANIE

Hyundai i Kia łączą najlepiej dużą przestrzeń w kabinie z małą długością, bezpiecznie się prowadzą, oferują wysoką jakość i dobre warunki gwarancji za rozsądną cenę. Fiat Panda wyróżnia się dojrzałością, jednak już w blokach startowych czeka jego następca. Suzuki i Peugeot wyróżniają się tylko w nielicznych konkurencjach. Michał Krasnodębski

Chociaż względy praktyczne podpowiadają inny wybór, to ja jestem fanem Peugeota 107. To wyjątkowo zwinne, żwawo reagujące na dodanie gazu, a przy tym prowadzące się precyzyjnie, niczym gokart, auto potrafi dostarczyć niemal sportowych (jak na swoją moc) wrażeń z jazdy. Nowoczesny i udany silnik trzycylindrowy zużywa bardzo niewiele paliwa. Janusz Borkowski