Dolnośląscy inspektorzy Inspekcji Transportu Drogowego mają co robić. 13 października wzięli się za autobusy miejskie we Wrocławiu i jak się okazało, mieli nosa. Sprawdzono stan techniczny 23 autobusów, z czego w dziesięciu przypadkach odebrano dowody rejestracyjne. Na domiar złego, sześć z nich nie mogło pojechać w dalszą drogę, co znaczy, że ich usterki były poważne i mogły zagrażać bezpieczeństwu. Kontrole przeprowadzono za pomocą mobilnej linii diagnostycznej.

Najpoważniejsze z uchybień dotyczyły niesprawnego układu hamulcowego. W jednym z autobusów stwierdzono zbyt dużą różnicę hamowania na jednej osi (ponad 80 proc.). Standardowo były także wycieki płynów eksploatacyjnych, zużyte bieżniki opon oraz luzy w zawieszeniu i niesprawne oświetlenie zewnętrzne pojazdów.

To nie koniec akcji dolnośląskich inspektorów. Będą oni kontynuować działania w pobliżu innych wrocławskich zajezdni autobusowych. Miejmy nadzieję, że stan reszty autobusów jest lepszy, bo prawie 50 proc. niesprawnego taboru, to bardzo zły wynik. Najgorsze jest to, że jeżdżą nimi niczego nieświadomi pasażerowie.