Nie od dzisiaj wiadomo, że wielu kierowców jest bardzo negatywnie nastawionych do obowiązku wnoszenia opłat za parkowanie. Nie zmienia to jednak faktu, że większość kierujących spełnia ten wymóg. Okazuje się jednak, że w warszawskiej strefie płatnego parkowania trzeba być bardzo czujnym, bo już minuta spóźnienia przy wnoszeniu opłaty za parkowanie może mieć finansowe konsekwencje. Potwierdza to przypadek słuchaczki radia TOK FM.

O minutę spóźniła się z płatnością za postój

Kobieta, która zrelacjonowała swoją historię radiu TOK FM, zaparkowała na jednej ze stołecznych ulic w płatnej strefie i opłaciła postój. Ponieważ chciała pozostawić samochód dłużej, niż pierwotnie planowała, wykupiła kolejny bilet parkingowy. Kierująca pamiętała, o której godzinie kończy się opłacony czas i nie zamierzała uniknąć obowiązku płacenia za postój, co potwierdza fakt, że ciągłość opłaconego czasu parkowania została przerwana na — dosłownie — jedną minutę. W efekcie za to minutowe spóźnienie kobieta dostała mandat w wysokości 200 zł, a próba odwołania się od decyzji urzędu nie przyniosła żadnego skutku.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo:

Cytowany przez TOK FM Jakub Dybalski, rzecznik Zarządu Dróg Miejskich (ZDM) w Warszawie stwierdził, że "zasada jest prosta" i każdy kierowca ma zapłacić za postój. Jednocześnie przywołał przepisy ruchu drogowego, w myśl których postój jest zatrzymaniem pojazdu na dłużej niż minutę. Rzecznik ZDM dodał, że w tym przypadku "nie ma tolerancji o minutę, dwie czy trzy".

Tak dzisiaj prowadzone są kontrole w stołecznej strefie płatnego parkowania

Już od jakiegoś czasu kontrole w Warszawie prowadzone są niemal automatycznie przy wykorzystaniu dziewięciu elektrycznych Nissanów. Auta każdego dnia przemierzają ulice strefy płatnego parkowania i sczytują tablice rejestracyjne parkujących w strefie pojazdów. Aby nie było żadnych niejasności, samochody kontrolujące strefę pojawiają się w tym samym miejscu dwukrotnie, ale w kilku, kilkunastominutowych odstępach. W ten sposób ZDM unika zarzutów, że kierowcy nie opłacili postoju, bo nie zdążyli wykupić biletu parkingowego lub opłacić postoju w aplikacji.

Wszystko wskazuje na to, że kierująca, która dostała mandat za minutę spóźnienia w opłaceniu postoju, miała wyjątkowego pecha. Najwyraźniej samochód kontrolujący strefę przejechał obok auta kobiety dokładnie w tej minucie, w której pierwszy bilet za parkowanie stracił już swoją ważność, a drugi jeszcze nie został wykupiony. Pozostaje pytanie, czy w tym przypadku, kiedy kierująca faktycznie opłaciła postój i miała jedynie minutową przerwę w opłacie, stołeczny urząd musiał sięgnąć po najwyższy wymiar kary?