• Tylko w ciągu kilku ostatnich tygodni odnotowano poważne zdarzenia m.in. na autostradzie A1 (kilka uszkodzonych pojazdów po wtargnięciu łosia) oraz drogach krajowych i wojewódzkich
  • Według danych ADAC, do kolizji ze zwierzęciem dochodzi w Niemczech średnio nawet co dwie minuty
  • Eksperci stwierdzili, że dotychczas oferowane układy asystentów hamowania awaryjnego są zoptymalizowane jedynie pod kątem wykrywania pojazdów, pieszych oraz rowerzystów

Policjanci z drogówki regularnie przypominają o wzmożeniu uwagi w tych miejscach, gdzie łatwo spotkać dziką zwierzynę. W tym roku apeli będzie jeszcze więcej, gdyż przy znacznie zmniejszonym ruchu drogowym zwierzęta częściej zapuszczają się w okolice miast i miejscowości. Nietrudno zgadnąć, co to oznacza dla kierowców – łatwiej o groźną w skutkach kolizję czy wypadek.

Tylko w ciągu kilku ostatnich tygodni odnotowano poważne zdarzenia m.in. na autostradzie A1 (kilka uszkodzonych pojazdów po wtargnięciu łosia), drodze wojewódzkiej nr 582 (łoś zginął po zderzeniu z autem osobowym), drodze krajowej nr 7 (łoś nie przeżył zderzenia z samochodem) czy DK19 (także kolizja z łosiem) oraz DW 201 (kierowca zginął próbując ominąć sarnę). Niewykluczone, że tegoroczne statystyki będą gorsze od danych z 2019 roku. Wówczas w policyjnych statystykach odnotowano 334 wypadki w dość obszernej kategorii „obiekty, zwierzęta na drodze”, 388 rannych i 23 zabitych (w najnowszym raporcie policyjnym podano także informację o 16 ofiarach śmiertelnych na skutek 15 wypadków z udziałem zwierząt).

U naszych zachodnich sąsiadów problem jest znacznie większy. Według danych ADAC, do kolizji ze zwierzęciem dochodzi w Niemczech średnio nawet co dwie minuty. Niemiecki związek łowiecki (DJV) alarmuje, że co roku w wypadkach ginie ok. miliona dzikich zwierząt. Nietrudno zatem zgadnąć, że to właśnie ADAC zajął się testem systemów wspomagających kierowcę. Badacze sprawdzili, czy układ awaryjnego hamowania może się okazać pomocny podczas spotkania ze zwierzyną na drodze. A ściślej – w konfrontacji z dzikiem.

Nietrudno zgadnąć jakie były wyniki testu dwóch samochodów (Mitsubishi Eclipse Cross oraz Volkswagen T-Cross). W obu przypadkach niestety nie udało się zapobiec kolizji (przed laty wykonano także próbę zderzenia ze 180 kg manekinem dzika). W teście ADAC stwierdzono, że żaden z układów hamowania awaryjnego nie mógł uchronić przed zderzeniem. W niektórych sytuacjach jednak pojawiało się ostrzeżenie i aktywowało wspomaganie hamowania. A to zdecydowanie zbyt mało.

Eksperci ADAC stwierdzili, że dotychczas oferowane układy asystentów hamowania awaryjnego są zoptymalizowane jedynie pod kątem wykrywania pojazdów, pieszych oraz rowerzystów. Pozostaje zatem kwestia dopracowania oprogramowania i upowszechnienia systemów noktowizyjnych, które za pomocą czujników podczerwieni rozpoznają zwierzęta (doceniono m.in. układ Night Vision w Peugeocie 508). Oczywiście to wciąż pieśń przyszłości, gdyż na gotowe zestawy trzeba jeszcze poczekać podobnie jak na odpowiednio wyposażone samochody.

Sam temat rozpoznawania zwierząt przez układy wspomagające kierowcę to nie jest nowość. Od wielu lat zmagają się z tym m.in. BMW, Mercedes czy Volvo. Przed laty gościliśmy na torze testowym w okolicach Goteborga, gdzie inżynierowie szwedzkiej firmy prezentowali układy rozpoznające większe zwierzęta (jelenie, łosie czy sarny). Okazało się, że największym wyzwaniem było rozpoznanie mniejszych zwierząt i unikanie tzw. fałszywych alarmów. Nie ma bowiem nic gorszego dla kierowcy, niż awaryjne hamowanie w sytuacji bez powodu.