• Różnice w spalaniu to jedno, większe rozbieżności dotyczą awaryjności i trwałości samochodów
  • 10 lat temu większość benzyniaków była już mocno zaawansowana technicznie
  • Kupując auto z silnikiem znanym z awaryjności trzeba szczególnie przyłożyć się do sprawdzenia stanu i historii serwisowej

Dynamiczna, a przy okazji tania jazda? Tak, to możliwe, ale lepiej dobrze zastanowić się nad wersją silnikową. Naturalnym wyborem miłośników dynamicznej jazdy, ale liczących się z wydatkami, są mocne silniki benzynowe.

Jeszcze lepszym pomysłem mogą wydawać się typowo usportowione wersje – niestety, w tym przypadku raczej nie będzie już mowy o relatywnie taniej jeździe. Rosną wydatki na wszystko: owiane dobrą sławą odmiany są zazwyczaj wyraźnie droższe (często nabierają statusu „kultowych”), trudniej o zamienniki godne montażu w mocnej wersji, rośnie też spalanie. Podawane fabrycznie zużycie paliwa często jest nawet zaskakująco korzystne (np. w Audi S3 to zaledwie 8,5 l/100 km), jednak w praktyce różnica pomiędzy fabrycznym a realnym spalaniem bywa zdecydowanie większa niż w przypadku słabszego motoru.

Jeśli zależy wam na kosztach, można rozważyć też zakup samochodu z silnikiem wysokoprężnym – oferta dostępnych mocnych wersji około 10 lat temu w wielu modelach była co najmniej tak samo bogata, jak w przypadku silników benzynowych. Rzeczywiście zadbane auto będzie zużywało mniej paliwa, ale czy – szczególnie podczas agresywnej eksploatacji – na pewno łączne koszty diesla nie będą wyższe niż benzyniaka? Poza tym przyjemność z jazdy doładowaną „benzyną” (i dźwięk silnika!) jest warta dołożenia kilku złotych na paliwo. A przecież chodzi o to, żeby było przyjemnie.

Jeździć tanio i szybko

Rozważając wszystkie "za" i "przeciw" zdecydowaliśmy się pozostać przy silnikach benzynowych – nie tych topowych, ale też na pewno nie podstawowych. Jakie kryteria przyjęliśmy, tworząc poniższe zestawienie? Przeanalizowaliśmy dane techniczne 10-letnich aut kompaktowych. Podstawą rankingu było średnie spalanie podawane przez producentów. Założyliśmy, że interesują nas jednostki o mocy 140-160 KM, która w większości przypadków pozwala już na sprawną jazdę. Dodatkowo przyjęliśmy też, że czas na osiągnięcie 100 km/h nie powinien być dłuższy niż 10 s. Z tego powodu w dziesiątce nie znalazły się takie modele, jak Mazda 3, Hyundai i30 czy Kia cee’d – ich dynamika jest tylko przeciętna, choć palą niedużo. 

Poza kilkoma wyjątkami będziecie skazani na doładowanie i wtrysk bezpośredni. Wśród najbardziej oszczędnych wyróżnia się Honda, oferująca mocny, ale oszczędny silnik wolnossący. Bez turbo obchodzi się też Ford Focus (ale tu osiągi są ledwo akceptowalne) oraz BMW, które jednak korzysta z wtrysku bezpośredniego. Fiat Bravo ma z kolei doładowanie i wtrysk pośredni. 

Duże różnice w trwałości

W gronie najlepszych są zarówno silniki godne polecenia, jak i te, które są ryzykowne. Na pierwszym miejscu pod względem trwałości bez zastanowienia postawimy Hondę 1.8. Wysoko też oceniamy fiatowskiego T-Jeta, nieźle również 2-litrówki Forda i BMW. Tylko warunkowo (zależnie od wersji) można polecić jednostki 1.8 TSI. Blisko końca plasuje się silnik THP, zaś stawkę zamyka 1.4 TSI. 

Czy zatem w ogóle warto interesować się Golfem 1.4 TSI? Policzmy: fabryczne spalanie tej wersji to 6,3 l/100 km, najgorsze w segmencie Volvo S40 2.4 potrzebuje 8,5 l/100 km – różnica to 2,2 l/100 km. Jeśli zakładamy, że autem pokonamy 100 tys. km, otrzymujemy 2200 l, czyli około 11 tys. zł różnicy. W tym przypadku da się pokryć koszty remontu jednostki. Jeśli jednak zestawimy spalanie Golfa i np. Civica, to różnica wyniesie już tylko 0,3 l/100 km, co da 1,5 tys. zł oszczędności na paliwie. A to już zdecydowanie za mało na naprawę popsutego silnika Golfa. Dlatego możemy doradzić zakup wersji 1.4 TSI, jednak na pewno nie za średnią cenę wywoławczą. Bez udokumentowanych napraw powinno to być zdecydowanie mniej.