Od razu przyznam, że wybór nie był łatwy. Ostatecznie zdecydowałem się na osiem samochodów, które moim zdaniem zasługują na wyróżnienie i którymi jeździłem po polskich drogach, a nie na zagranicznych prezentacjach. Wytypowałem je z różnych powodów: radości z jazdy, wszechstronności, silnika, wyjątkowości.
Zaznaczam jednocześnie, że nie stosowałem określonych kryteriów. To osobiste zestawienie, a kolejność samochodów nie ma znaczenia. Co istotne nie zawsze najlepsze oceny zbierają najdroższe modele, choć często tak właśnie jest, ponieważ większy budżet pozwala projektantom i inżynierom na znacznie więcej. Mimo to w moim ubiegłorocznym top 8 przetestowanych samochodów znalazły się modele miejskie, rodzinne, sportowe i luksusowe. Jest nawet jedno auto produkcji chińskiej.
Renault 5 to stylowe auto do miasta. Nie zawiodłem się
Renault 5 po blisko 30 latach znowu pojawiło się w salonach francuskiej marki. Nie jest kolejnym miejskim crossoverem (tę rolę w gamie Renault pełni model 4). "Piątka" to pięciodrzwiowy hatchback nawiązujący do swojego pierwowzoru charakterystycznie ściętym tyłem i pionowymi lampami. Akcenty retro to jednak tylko smaczki, stylistyka auta jest świeża i nowoczesna.
Atrakcyjnie opakowany samochód ma promować elektromobilność i robi to z dobrym skutkiem. W opcji ma 150 KM mocy i akumulator o pojemności 52 kWh, który można ładować maksymalnie z mocą 100 kW. Nowym R5 jeździ się przyjemnie, cicho i płynnie. Gdy trzeba, to również dynamicznie (przyspiesza do 100 km na godz. w 7,9 sekundy).
To typowa propozycja do miasta — auto jest zwrotne i oszczędne (średnie zużycie energii wynosiło 13 kWh/100 km). W trasie może przeszkadzać ograniczona ilość miejsca na tylnej kanapie, przeciętny bagażnik oraz szybciej malejący zasięg. Niestety ceny są dość wygórowane, opisywany wariant Comfort Range, w zależności od wersji wyposażenia, kosztuje od niecałych 134 do ponad 150 tys. złotych.
Lexus LC — dziś już nie ma takich samochodów
Pora na jeden z motoryzacyjnych szczytów. Lexus LC to luksusowe coupe z Japonii produkowane w fabryce Motomachi — tej samej, w której powstawał legendarny LFA. Samochód zachwycał od chwili premiery w 2016 r. (cabrio dołączyło do oferty trzy lata później) i robi to do dziś. Wygląda jak dzieło sztuki na kołach, któremu upływ czasu wychodzi tylko na dobre.
Niestety na europejskich rynkach nie kupisz już nowego Lexusa LC. To sprawiło, że jeszcze bardziej doceniłem jego atuty, gdy odebrałem do ostatniego testu egzemplarz w wersji LC 500 (w coupe alternatywę stanowiła wersja 500h z 3,5-litrowym V6). Wolnossący silnik 5.0 V8 (jeden z ostatnich oferowanych w Europie), miękki składany dach oraz genialnie wyglądające i wykonane wnętrze — czego chcieć więcej?
To luksusowe auto, które dostaje pazura dopiero w trybach Sport i Sport+. Motor generuje 464 KM mocy aż przy 7100 obr./min (!) oraz 530 Nm momentu obrotowego i współpracuje z automatyczną skrzynią aż o 10 biegach (w tamtych czasach była ewenementem). Tylnonapędowy kabriolet jest w stanie w pięć sekund osiągnąć "setkę", a jego prędkość maksymalna wynosi aż 270 km na godz. Do Lexusa LC znacznie lepiej pasują jednak ustawienia komfortowe, gdy zawieszenie zdumiewająco dobrze tłumi nierówności nawet z kołami o 21-calowych felgach, a we włosach mamy lekki wiaterek.
Dobra wiadomość jest taka, że w niedalekiej przyszłości powróci Lexus LFA — tym razem jako samochód elektryczny, co potwierdza już zaprezentowana wersja koncepcyjna. Z kolei hybrydowe gran turismo z napędem na bazie podwójnie doładowanego silnika 4.0 V8 (650 KM) trafi do oferty Toyoty jako model GR GT. Lexusa LC i tak jest mi szkoda.
Mini JCW umilało nawet podróż do biura
"Miniak" w wydaniu John Cooper Works (JCW) to propozycja dla tych, którzy oczekują od miejskiego auta nie tylko stylu, ale i sportowych wrażeń. Pozostajemy w letnim klimacie, ponieważ testowałem wersję Cabrio — miękki dach można składać i rozkładać w trakcie jazdy z prędkością do 30 km na godz. Złożona konstrukcja ląduje na zewnątrz, więc nadaje autu fajnego stylu, równocześnie zasłaniając widok do tyłu. Ale nie o praktyczność chodzi w przypadku MINI (chyba że decydujesz się na Countrymana).
Pod maską MINI JCW pracuje turbodoładowany silnik 2.0 generujący 231 KM mocy i 380 Nm momentu obrotowego (o 27 KM i 80 Nm więcej niż Cooperze S). Auto błyskawicznie reaguje nie tylko na dodanie gazu (ma 6,4 s do "setki"), ale również na ruchy kierownicą. Świetnie radzi sobie w zakrętach i skutecznie hamuje. Zawieszenie jest dość twarde, jednak zachowano umiar, dzięki czemu codzienna jazda nie męczy. Jazda bez dachu w ciepłe letnie dni sprawiała wiele przyjemności.
Przyzwyczajenia wymaga bardzo gruba kierownica i brak zegarów przed kierowcą. Można narzekać na przeciętne materiały wykończeniowe w kabinie jak na samochód tej klasy, który z dodatkami może kosztować prawie 200 tys. złotych.
Renault Austral to bardzo dobry SUV
Rodzinne Renault Austral doczekało się modernizacji już po dwóch latach od debiutu. Samochód nieco inaczej wygląda, ma nowocześniejsze wnętrze i nadal oferuje rozbudowane multimedia oparte na systemie i usługach Google'a, na czele z nawigacją.
Francuskiego SUV-a testowaliśmy przez miesiąc. Ja przejechałem nim ponad 3,5 tys. kilometrów i mogę potwierdzić, że to bardzo dobry SUV, choć do ideału jeszcze trochę brakuje. Poprawiono pracę układu hybrydowego, jednak pod maską nadal pracuje trzycylindrowy silnik benzynowy 1.2 turbo. Charakterystyczny dźwięk trzech cylindrów bywa słyszalny, ale nie wpływa negatywnie na komfort jazdy. 200-konny Austral E-Tech często korzysta z napędu elektrycznego, a ruszanie z miejsca jest dynamiczne. Przyspieszenie do "setki" w 8,4 s to bardzo dobry wynik w tej klasie.
Na uwagę zasługuje bardzo niskie zużycie paliwa — zarówno w mieście, jak i na trasie czy w górach, gdzie hybryda efektywnie odzyskuje energię. Do dyspozycji kierowcy są cztery poziomy rekuperacji do wyboru. Hybrydowy Austral zużywał 5-5,5 l/100 km w mieście, ok. 6,8 l na polskiej autostradzie i około pięciu na drogach lokalnych. To świetne wyniki.
Warto dopłacić 7 tys. zł do system czterech kół skrętnych, dzięki któremu ten spory SUV zawraca jak miejski hatchback. Niewiele marek oferuje takie rozwiązanie, wśród kompaktowych SUV-ów Renault jest jedyne (opcja ta jest dostępna tylko z pełną hybrydą E-Tech).
MG Cyberster to spore zaskoczenie na plus
Kolejne chińskie samochody nie wywołują już takich emocji jak jeszcze przed trzema laty, gdy były ciekawostkami na naszych drogach. Ten model MG jest jednak wyjątkowy — to dwumiejscowy roadster z miękkim dachem, drzwiami otwieranymi do góry i mocą przekraczającą 500 KM. Takich aut praktycznie już się nie spotyka. Podobnego nie oferuje także żadna inna chińska marka.
MG Cyberster przyciąga uwagę wszędzie tam, gdzie się pojawi. Czujesz się, jakbyś prowadził McLarena. Wsiadanie i wysiadanie to show — drzwi unoszą się automatycznie do góry. Elektryczne siłowniki można uruchomić zdalnie pilotem.
Obsługa samochodu wymaga przyzwyczajenia — nie wszystko jest tu intuicyjne. Pozycja za kierownicą nie jest typowo sportowa — to elektryk, więc siedzi się wyżej, nawet przy najniższym ustawieniu fotela. Kabina została jednak solidnie zmontowana, a materiały wykończeniowe prezentują przyzwoity poziom.
Topowa wersja z napędem na wszystkie koła wyposażona jest w dwa silniki elektryczne, które generują łącznie 510 KM (odmiana RWD ma 340 KM, w obu zastosowano akumulator 77 kWh). Maksymalny moment obrotowy wynosi 725 Nm i dostępny jest od startu, co przekłada się na znakomite osiągi — sprint do 100 km na godz. trwa zaledwie 3,2 sekundy. Samochód prowadzi się pewnie i chętnie skręca, co jest zasługą wysokiej sztywności nadwozia oraz akumulatora zintegrowanego z podwoziem. Minusem jest jednak masa własna (prawie 2 t). Dużo jak na roadstera, dlatego Cyberster sprawdzi się bardziej jako szybkie GT niż samochód sportowy.
MG Cyberster nie jest samochodem, który podbije statystyki sprzedaży — to jasne. Stanowi jednak pokaz możliwości chińskiego koncernu SAIC.
BMW M3 Touring to auto dla całej rodziny
Przez lata sportowe kombi klasy średniej były domeną Audi i Mercedesa. BMW koncentrowało się na sportowych sedanach, coupe i kabrioletach. Sytuacja zmieniła się w połowie 2022 r., kiedy na rynku pojawiło się BMW M3 Touring generacji G81. To połączenie praktyczności z osiągami godnymi aut sportowych, za które odpowiada m.in. silnik 3.0 R6 o mocy 530 KM.
BMW M3 Touring dostępne jest wyłącznie w topowej odmianie Competition M xDrive. Napęd na cztery koła zapewnia nie tylko świetną trakcję i bezpieczeństwo na śliskiej nawierzchni, ale także poprawia przyspieszenie. Co ważne, kierowca może w każdej chwili przełączyć napęd wyłącznie na tylną oś, zamieniając rodzinne kombi w nadsterowne auto chętne do driftu.
Sprint do "setki" zajmuje zaledwie 3,6 sekundy — to tylko o 0,1 s więcej niż w sedanie M3. Takie wartości jeszcze niedawno były zarezerwowane dla supersamochodów, a teraz są dostępne w kombi z bagażnikiem o pojemności od 505 do 1510 litrów (ze złożonymi fotelami). Wszechstronność tego samochodu robi duże wrażenie.
Porsche 911 w bazowej wersji Carrera: więcej do szczęścia nie potrzeba
Porsche 911 to ikona motoryzacji, której nikomu nie trzeba przedstawiać. W rozbudowanej gamie tego modelu znajdziemy wiele jego odmian. Przeważnie skupiamy się na tych najmocniejszych lub limitowanych, ale tym razem miałem okazję sprawdzić, jak w codziennym użytkowaniu wypada podstawowa "911-tka".
Bazowa Carrera ma sześciocylindrowy silnik 3.0 biturbo, oczywiście typu bokser i znajdujący się za tylną osią, więc go nie zobaczysz nawet po otwarciu pokrywy. Moc 394 KM być może nie robi już zbyt dużego wrażenia na papierze, jednak w praktyce wrażenia zza kierownicy są znakomite. Masa własna wynosi zaledwie 1520 kg, a za przeniesienie napędu odpowiada szybka skrzynia PDK oraz klasyczny napęd na tylne koła. Już sam dźwięk silnika, który budzi się za plecami, potrafi wywołać ciarki. Z pakietem Sport Chrono sprint 0-100 km na godz. może trwać tylko 3,9 sekundy, a 0-200 km na godz. — około 14 sekund. Auto przestanie przyspieszać dopiero przy 294 km na godz. To aż za duże możliwości jak na drogi publiczne.
Codzienną jazdę ułatwia podnoszony o 4 cm przód samochodu (12,7 tys. zł dopłaty). Krawężniki i muldy przestają być takie straszne. Całkiem pakowny okazuje się przedni bagażnik o pojemności 135 litrów. Tylne fotele to opcja, ale — uwaga — nie wymagają dopłaty. Przeszkadza mała liczba schowków w kabinie. Ponadto po liftingu brakowało mi analogowego obrotomierza i klasycznej stacyjki z wbudowanym pokrętłem-kluczykiem, które zastąpił zwykły przycisk.
Ile może kosztować nowe podstawowe Porsche 911? Pół miliona? To już nie te czasy. Bazowa Carrera zaczyna się od ponad 640 tys. złotych. Cena testowanego przeze mnie egzemplarz z wieloma opcjami przekroczyła pułap 900 tys. Szaleństwo!
Mercedes-Maybach S 680 onieśmielał. Takie silniki będziemy oglądać w muzeach
Na koniec wisienka na torcie, czyli flagowa limuzyna z Niemiec: Mercedes-Maybach S 680. To najbardziej luksusowy model Mercedesa konkurujący m.in. z Rolls-Royce'em Ghostem. We flagowej wersji za napęd w całości odpowiada olbrzymi, sześciolitrowy silnik V12 wspomagany dwiema turbosprężarkami. Nie ma nawet miękkiej hybrydy, tylko system start/stop. Szok w dzisiejszych czasach.
Moor generuje aż 900 Nm już przy 2000 obr./min i pracuje niezwykle gładko. W odizolowanej od świata zewnętrznego kabinie prawie go nie słychać. Ogromny zapas mocy pozwala tej limuzynie poruszać się z wyjątkową lekkością i płynnością. Przewidziano nawet specjalny tryb jazdy "Maybach", który oferuje jeszcze bardziej komfortowe ustawienia niż standardowy program "Comfort".
Ile paliwa zużywa taki samochód z silnikiem V12? Największy apetyt ma w mieście, gdzie spalanie na poziomie 16-18 l/100 km to norma. Poza miastem ta karoca jest znacznie oszczędniejsza — podczas spokojnej jazdy drogą krajową może zadowolić nawet 10 litrami na 100 km.
Maybach jest aż o 18 cm dłuższy nawet od wydłużonej wersji Mercedesa Klasy S — ma niespełna 5,47 m. Mało spotykany w samochodach osobowych jest także jego rozstaw osi wynoszący prawie 3,4 m. Ten samochód oferuje nieprzyzwoicie luksusowe warunki podróżowania. Pasażerowie z tyłu mają do dyspozycji w pełni rozkładane fotele niczym wyjęte z klasy biznes w samolocie. Na pokładzie jest wszystko, o czym można pomyśleć, np. lodówka na napoje z bąbelkami i specjalny schowek na kieliszki.