Importerzy mają na placach pokaźną liczbę samochodów, także tych z ubiegłego rocznika. Kuszą więc akcjami marketingowymi i rabatami, by się ich pozbyć. Straszą jednocześnie, że w związku z wstrzymaniem produkcji samochodów za chwilę nie będzie czym handlować. Co w takiej sytuacji robić?

Naszym zdaniem trzeba ruszyć do salonów (nawet tych wirtualnych) i sprawdzić czy ceny są faktycznie atrakcyjne. My tak zrobiliśmy i przeanalizowaliśmy ofertę czterech marek (Hondy, Toyoty, Kii i Skody). Tym razem nie szukaliśmy najtańszych modeli na rynku, tylko takich, którymi warto się zainteresować, zarówno pod względem cenowym jak i technicznym. Na konkretnych modelach (trzech danej marki) sprawdziliśmy wysokość rabatów, a przy okazji doradziliśmy wybór konkretnej wersji silnikowej i wyposażeniowej.

Zakup auta z wyprzedaży rocznika 2019 – naszym zdaniem

Radzimy być niezwykle czujnym przy łapaniu tzw. okazji. Rabaty producentów na modele z 2019 roku sięgające od 3 do 15 tys. zł stanowią dla klienta dużą pokusę. Ale pamiętajmy, że mamy już połowę roku, a w Polsce największy wpływ na cenę auta używanego ma właśnie jego rocznik. Nowe samochody po pierwszym roku tracą ok. 20 proc. swojej początkowej wartości, czyli przy pojeździe z 2019 roku, kosztującym 100 000 zł, po wyjechaniu z salonu tracimy na dzień dobry 20 tys. zł!

Pojeździmy nim od lipca do końca roku 2020 roku i czeka nas kolejna duża strata. Miejmy tego świadomość, kupując modele z wyprzedaży rocznika. Strata finansowa zaciera się, gdy planujemy kupionym autem jeździć co najmniej 5 lat, ale czy nie zmienią nam się plany, tego nikt nie przewidzi. Dlatego przy zakupie namawiamy do ostrych negocjacji cenowych w salonie, a jeżeli sprzedawca okaże się nieustępliwy, zawsze możemy spróbować rozmawiać w innym punkcie, w innym mieście. Kto wie, może wówczas uda się uzyskać naprawdę okazyjną cenę?