ES to jeden z pierwszych modeli Lexusa. Powstał w 1989 r., jednak w Europie możemy go oficjalnie kupić dopiero od 2018 r. po tym, jak zadebiutowała siódma generacja. Okazuje się, że Polska jest ważnym rynkiem dla tego modelu (również dla Toyoty Camry). Przez osiem lat sprzedano u nas ok. 7,4 tys. ES-ów, podczas gdy w całej Europie nieco ponad 28,5 tys. sztuk. Lexus plasuje się w segmencie E za niemiecką trójką.
Jaki jest nowy Lexus ES?
Najnowsza generacja Lexusa ES otrzymała ambitne zadanie, bo zastępuje nie tylko poprzednika (nadal można kupić ostatnie egzemplarze wersji Final Edition), ale również flagowy model LS, który nie podbił Europy i ostatecznie zniknął z oferty.
Nic dziwnego, że nowy ES tak mocno urósł — aż o 16,5 cm (5,14 m długości). Rozstaw osi wydłużył się o imponujące 8 cm (2,95 m). Samochód stał się także o 5 cm szerszy (1,92 m) oraz znacznie wyższy — o 11 cm (1,56 m). Wygląda masywnie, bliżej mu do crossovera niż klasycznego sedana. Widać to wyraźnie, gdy postawimy go obok schodzącego ES-a, a nawet na tle limuzyny LS.
Wynika to z zupełnie nowej konstrukcji, ponieważ po raz pierwszy ES jest dostępny jako elektryk. Akumulator trakcyjny łatwiej jest "ukryć" w SUV-ie niż w sedanie. Podobne sylwetki mają np. Volvo ES90 czy Mazda 6e. Musimy się do tego przyzwyczaić.
Spokojnie, pełna hybryda będzie oferowana. Na polskim rynku to ona będzie zdecydowanie częściej wybierana. Pojawi się nieco później (we wrześniu), co jest spowodowane produkcją w dalekiej Japonii. Będzie to szósta generacja układu HEV z mocniejszą sekcją elektryczną i silnikiem 2,5 l. Pomimo nieco niższej mocy systemowej (201 KM), auto będzie szybsze (ok. 8 s do "setki") i jeszcze oszczędniejsze (tylko 4,8 l/100 km w cyklu mieszanym). Ponadto w opcji znajdzie się napęd na cztery koła.
Z limuzyny LS przesiadłem się do nowego Lexusa ES.
Do nowego ES-a wygodnie się wsiada, a w środku faktycznie jest bardzo przestronnie. Zmianę odczują przede wszystkim pasażerowie podróżujący z tyłu. Oczywiście nie ma aż takich luksusów jak we flagowym LS-ie. Za to bagażnik jest większy: 517 l (493 w hybrydzie) wobec 430 l. Pomieści sześć walizek i jeszcze dwie torby. Wygodniejsze pakowanie zapewnia duży otwór. Kanapa nie jest składana (w poprzedniku też nie).
Jak jeździ nowy Lexus ES?
Mogłem poprowadzić topowego, ponad 340-konnego ES-a 500e. Seryjny w tej wersji napęd AWD sprawia, że nie ma problemów z efektywnym przyspieszaniem. Sprint do "setki" trwa 5,5 s, więc nie sposób narzekać. Przejechanie trasy testowej upłynęło bardzo przyjemnie. Czuć, że Lexus duży nacisk położył na komfort jazdy i wyciszenie wnętrza, aspirując do wyższego segmentu F (sam projekt kokpitu nie do końca mi się podoba).
Aby to potwierdzić, do przedniej szyby doczepiono sonometr. Pomimo padającego deszczu przy prędkości 90 km na godz. wskazywał on tylko 61 dB. Po osiągnięciu 120 km na godz. głośność wzrastała do 68 dB. Nadal niewiele. Oczywiście mówimy o wersji elektrycznej. Specjalnie nie ominąłem kilku studzienek, aby sprawdzić zawieszenie. Skuteczność tłumienia stoi na wysokim poziomie, a samochód nie jest lekki (masa ES 500e zbliża się do 2,3 tony).
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Pierwsza jazda nowym Lexusem ES
A jak ze zużyciem energii? 25-kilometrowa trasa pod Otwockiem (miasto, droga lokalna, fragment ekspresówki) zakończyła się wynikiem 17 kWh/100 km. Dokładnie taką wartość podaje producent w cyklu mieszanym WLTP. Naładowana do pełna bateria (ok. 75 kWh pojemności brutto) ma wystarczyć na przejechanie niespełna 500 km. W rzeczywistości będzie trochę mniej.
Maksymalna moc ładowania nie jest imponująca — wynosi 150 kW — jednak w optymalnych warunkach wystarczy, aby uzupełnić energię od 10 do 80 proc. w czasie 25 min. Architektura Lexusa ES jest 400-woltowa, konkurencja w klasie premium oferuje więcej.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Ile kosztuje nowy Lexus ES w Polsce?
Przedsprzedaż trwa od jesieni ub.r. Najwyższy wariant, którym jeździłem, kosztuje od 295 tys. 600 zł. Jest o niecałe 15 tys. droższy od słabszego elektryka z napędem na przód. Nieduża różnica, gdy zbliżamy się do poziomu 300 tys. zł, szczególnie przy wyborze opcji finansowania. Hybryda będzie wyraźnie tańsza — od ok. 260 tys. zł.
Nie ma skomplikowanego konfiguratora, ponieważ Lexus ES jest oferowany tylko w jednej bogato wyposażonej wersji Prestige (być może za jakiś czas pojawi się Omotenashi). W zasadzie można dokupić tylko jeden pakiet i większe, 21-calowe koła.
Lexus ES właśnie trafia do dilerów i pierwszych klientów. Dni otwarte nowego modelu zaplanowano na 6-11 lipca.
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski
Auto Świat / Krzysztof Słomski