• Kombi z dwulitrowym dieslem to często najbardziej poszukiwane zestawienie auta klasy średniej
  • Uwaga na nowinki techniczne – nie wszystkie okazały się dopracowane i trwałe
  • Wybór egzemplarzy jest bardzo duży, jednak wiele z nich nie jest wartych oczekiwanej ceny

Choć na rynku nowych aut królują SUV-y, w przedziale 20-22 tys. zł znacznie większym zainteresowaniem ciągle cieszy się klasa średnia. Nie brakuje ani modeli, ani wersji nadwoziowych czy silnikowych – każdy może znaleźć coś stosownie do swoich oczekiwań co do komfortu, przestrzeni, dynamiki czy oszczędnego obchodzenia się z paliwem. Na co jednak postawić? To wcale nie jest takie oczywiste, bo mówimy o autach z lat 2006-12, w których pojawiały się przeróżne rozwiązania techniczne. Są więc silniki benzynowe z bezpośrednim wtryskiem paliwa, skrzynie biegów klasyczne, dwusprzęgłowe oraz np. bezstopniowe. Jedne rozwiązania okazały się mniej trwałe, innym nie mamy nic do zarzucenia. To wszystko bardzo ważne, bo często w tej samej cenie do wyboru mamy np. starszego prostego benzyniaka lub nowszego, teoretycznie bardziej dynamicznego i oszczędniejszego. Bez wątpienia takie wersje kuszą, często jednak (np. w Citroënie lub Fordzie) okazują się bardzo ryzykowne. W przypadku diesli też nie brakuje ryzykownych odmian, jednak wszystkie są już – niestety – potencjalnym źródłem wydatków, choćby ze względu na zużycie osprzętu.

Na naszej liście nie ma kilku modeli, które mogłyby wydawać się pewnikami w zestawieniu – to np. Mercedes klasy C, Peugeoty 407/508 czy Toyota Avensis. We wszystkich tych przypadkach jednak na starszy model nie warto już wydawać 20 tys. zł, zaś nowszy egzemplarz, nawet jeśli dostępny w tej cenie, najczęściej nie jest wart zachodu.

Naszym zdaniem

Nawet jeśli ceny są o kilka tys. zł wyższe niż na wiosnę, nie powinno być to problemem. Większym okazuje się wątpliwy stan wielu aut. Na Zachodzie są one dość uważnie oglądane i przeceniane ze względu na czekające wydatki, za to u nas zbyt często wygrywa metoda „jakoś to będzie, w używanym zawsze jest coś do zrobienia”. A wtedy rachunek wynosi już nie 20, lecz 25 tys. zł lub nawet więcej. Wiele też jest egzemplarzy naprawionych byle jak. Dlatego zachęcamy do wnikliwej oceny.