• Wśród aut z rocznika 1995 dominują modele klasy wyższej oraz terenówki. Ciągle trzymają one cenę!
  • Omijajcie najtańsze, zaniedbane sztuki, lepiej kupić nawet dwa razy droższe, ale zadbane!
  • Kondycja 25-latków bywa bardzo różna, podobnie jak ich cena. Taki zakup nie musi wcale oznaczać próby zmotoryzowania się za małe pieniądze

Średni wiek samochodu jeżdżącego po polskich drogach to około 14 lat – to bardzo dużo. Co prawda, ten wiek zawyżają samochody rozebrane na części, niejeżdżące, a ciągle zarejestrowane. Przynajmniej teoretycznie można jednak przyjąć, że na każdy sprzedany nowy samochód przypada właśnie taki 25-letni. Jeśli jednak zaczniecie dokładnie śledzić ogłoszenia, to okaże się, że do dziś przetrwało niezbyt wiele egzemplarzy.

Gdzie szukać ogłoszeń? Jeśli chodzi o najpopularniejsze serwisy ogłoszeniowe, to mniej staruszków znajdziecie na Otomoto, sprzedawcy chętniej wybierają Olx. Może was zdziwić, że po wybraniu rocznika 1995 w tym pierwszym nie będzie… żadnego auta, zaś w drugim – ledwie kilkanaście jeżdżących, zarejestrowanych egzemplarzy. Raczej też nie ma ciekawych aut w komisach typu „okazje za tysiaka”.

Czyli nie da się kupić sprawnego staruszka? Aż tak źle nie jest, wszystko zależy od modelu i segmentu, który was interesuje. Co ciekawe, raczej trudno o auto miejskie, kompaktowe czy nawet klasy średniej. To zrozumiałe, bo po pierwsze, są tańsze, słabiej zbudowane, nieplanowane wcale na tak długi „termin przydatności”. Po drugie, takie modele znacznie częściej trafiały w ręce użytkowników mniej chętnych do inwestowania, a ich niewielka wartość skutecznie zniechęcała do większych inwestycji.

Oczywiście, wśród tańszych aut też można znaleźć ciekawe propozycje. Wybraliśmy Hondę Civic, ale tak naprawdę równie dobrze mogą to być Fiat Bravo, Volkswagen Golf III lub Peugeot 306. Co wybrać? Odpowiedź jest dość prosta – auto w dobrym stanie technicznym, nieskorodowane. Marka? Niemalże dowolna, choć czasem zdarzają się wpadki – jeśli nie jesteś miłośnikiem marki i starych bokserów, lepiej unikaj modeli 145/146.

Pole do popisu mają również sprzedawcy ciekawszej motoryzacji – samochodów klasy wyższej, sportowych oraz terenowych. Oczywiście, myśląc o 1995 r., nie mówimy o lekkich SUV-ach (chyba że o Toyocie RAV4, która też nie musi być złym wyborem), tylko o autach mniej lub bardziej przygotowanych do jazdy w terenie. Co ciekawe, wśród aut z połowy lat 90. XX w. mamy propozycje w bardzo szerokim zakresie cenowym. Najtańsze, a wcale nie najgorsze, może być Suzuki Vitara. Mamy ciekawy wybór, kilka wersji nadwoziowych i silnikowych, a eksploatacja nie powinna pochłonąć majątku.

Jeśli macie większe wymagania i grubszy portfel, to na drugim końcu skali stoi, naszym zdaniem mocno przeceniony, Mercedes klasy G. Z pewnością jest dobrym samochodem, ale 150 tys. zł za 25-latka? Chyba przesada. Niewiele mniej będzie kosztowała Toyota Land Cruiser 80: zadbana, przygotowana profesjonalnie do wypraw – nawet ponad 100 tys. zł. Pomiędzy Suzuki a Mercedesem jest też sporo innych propozycji, np. Mitsubishi Pajero II.

Jeżeli marzy wam się klasyczny roadster lub kabriolet, tu również czeka ciekawy wybór – od taniej Mazdy MX-5 (naprawdę dobra, jeśli tylko spełni oczekiwania np. odnośnie miejsca) po kosztowne Mercedesy klasy E lub SL.

Są też auta klasy wyższej oraz luksusowe. W porównaniu ze współczesnymi są znacznie mniej zelektronizowane i skomplikowane, ale ich naprawy też z pewnością nie będą zbyt tanie, szczególnie że często może np. zabraknąć zamienników i trzeba będzie skorzystać z oferty ASO.

Na co zwrócić uwagę? Niemal wszystkie modele będą miały mniejsze lub większe kłopoty z korozją. Konieczne są więc oględziny podwozia, warto zastanowić się, czy świeża konserwacja nie ukrywa rzeczywistych problemów. Oczywiście, mechanizmy też mogą być zużyte – z wiekiem (nawet przy małym przebiegu) parcieją uszczelnienia, więc drobny wyciek nie powinien dziwić. Oczywiście, koszty napraw warto przeanalizować przed zakupem!