Jest tak: Friedmann ma weksel Szapira z żyrem Glassa, rewindykator jest Barmsztajn... On daje dwadzieścia procent, franko loco towar jest u Lutmanna, tylko ten towar jest zajęty przez Honigmanna z powodu weksel Reuberga...

Zapewne znacie ten skecz kabaretu Dudek, w którym Edward Dziewoński próbuje wytłumaczyć Wiesławowi Michnikowskiemu, jak można „szybko” zarobić. Legendarny dialog przypomina nam się za każdym razem, gdy musimy dolać płynu do spryskiwacza albo sprawdzić poziom oleju w Smarcie lub Renault Twingo. Oba auta są z sobą technicznie blisko spokrewnione, miejscami mocno skomplikowane, a przez to nieprzyjazne użytkownikowi, gdy chce wykonać którąś z powyższych czynności serwisowych.

Ta dwójka nie jest odosobniona. Na rynku mamy o wiele więcej aut, w których pewne rozwiązania irytują, a w niektórych sytuacjach wręcz zniechęcają do zakupu. Nie zawsze są to niedociągnięcia albo oszczędności – czasem po prostu inżynierowie nie mieli innego wyjścia, bo designer postawił na swoim albo coś jest robione konsekwentnie we wszystkich modelach marki, choć nie w każdym się to sprawdza.