Producenci samochodów udzielają wprawdzie wieloletnich gwarancji na perforację nadwozia, ale wiele pojazdów zaczyna rdzewieć już w 3-4 roku eksploatacji, by po kilku latach mieć za sobą pierwszą naprawę blacharsko-lakierniczą... wykonaną na koszt właściciela.

Pan Jacek, który rok wcześniej kupił nowe Mitsubishi L200, okazał się klientem tak upierdliwym, że autoryzowany serwis postanowił pójść mu na rękę i podwozie auta pokryte rdzawym nalotem naprawić na koszt producenta. W tym celu serwisant wdział ubiór ochronny, wszedł pod auto z pistoletem lakierniczym i całe podwozie – w tym koła, zawieszenie i elementy ruchome – bez wcześniejszego oczyszczenia zamalował barankiem, czym prawdopodobnie potroił przewidywany koszt porządnej naprawy samochodu.

Rzeczoznawca, do którego udał się właściciel samochodu szykujący się do rozprawy z importerem, nie zostawił na tej „naprawie” suchej nitki. Sam właściciel żałował, że w ogóle pozwolił na taką naprawę, bo teraz auto zostało zepsute naprawdę.

Skąd się biorą problemy z korozją w autach?

Wczesna korozja to przede wszystkim wynik oszczędności i zaniedbań producentów. Z jednej strony producenci oszczędzają na zabezpieczeniu antykorozyjnym, które – jeśli wykonane solidnie – kosztuje dużo, z drugiej samochody lakierowane są znacznie oszczędniej niż dawniej, a lakiery są nie tylko cieńsze, lecz także miększe, bardziej podatne na uszkodzenia – czasami wystarczy się oprzeć, by zarysować.

Nawet samochody, które z definicji są odporne na trudne warunki eksploatacji (np. pikapy), rdzewieją, niektóre w skandaliczny sposób – od dołu i od góry. Są jednak samochody przeciętnie odporne na korozję i są takie, które rdzewieją tak, że można śmiało mówić o wadach fabrycznych, do których producenci po prostu się nie przyznają.

Pan Paweł miał szczęście – jego Mazda 6 zaczęła rdzewieć w sposób tak typowy (purchle pojawiły się na rantach tylnych błotników), że autoryzowany serwis ściemniał bez przekonania i krótko. Tylne błotniki pomalowano na koszt importera – w ten sposób Mazda pana Pawła dołączyła do setek podobnych egzemplarzy tego modelu, które pierwszą poważną naprawę lakierniczą mają za sobą już po 3 latach eksploatacji.

W przypadku Mazdy potencjalni nabywcy używanego auta nie kręcą nosem na gruby lakier na błotnikach – szybko się dowiadują, że to usterka typowa i nie ma co kruszyć kopii. Konstrukcja większości gwarancji perforacyjnych jest taka, by naprawy były wykonywane z wyprzedzeniem i na koszt klienta.

Wygląda to tak: my gwarantujemy, że nie dojdzie do perforacji elementów nadwozia (powstania dziury, która postępuje od wewnątrz i wychodzi na zewnątrz), ale klient, by nam umożliwić kontrolę nad stanem auta, ma obowiązek raz w roku stawić się na przeglądzie nadwozia i zlecić usunięcie wszelkich zauważonych usterek na własny koszt.

Jeśli pojawi się purchel, zostaje on zamalowany. Właściciel auta ma obowiązek zgłaszać zauważone ślady korozji. W ten sposób nie ma szans, by elementy przerdzewiały na wylot – nawet w Mazdach 6 to się nie dzieje w ciągu jednej nocy.

Nie po to jednak kupujemy nowe auto, by raz w roku walczyć z korozją! Wydaje się, że w stosunkowo najlepszej sytuacji są ci właściciele aut, którzy zauważyli korozję albo przynajmniej podejrzane purchle na lakierze jeszcze w czasie, gdy trwa gwarancja na lakier – wówczas nie da się namówić klienta na zapłatę za naprawę lakierniczą po to, by zachował gwarancję perforacyjną. On ma przecież gwarancję na lakier!

Jednak producenci i z tym sobie radzą: gdy tylko pojawi się problem lakierniczy, właściciele aut dowiadują się, że lakier miał kontakt z substancjami chemicznymi, które go uszkodziły – np. z ptasimi odchodami. Może i miał (każdy ma), tylko że jeden lakier wytrzymuje krótkotrwały kontakt ze żrącymi substancjami bez problemu, a inny – od razu „wstaje”, pojawia się korozja.

Jak zabezpieczać samochód przed korozją?

Jeśli kupujecie nowe auto, którego nie zamierzacie pozbywać się przez kilka lat lub dłużej, a jest to pojazd z grupy podwyższonego ryzyka, musicie wiedzieć, że gwarancja perforacyjna w niczym mu nie pomoże.

Pomóc może zabezpieczenie antykorozyjne we własnym zakresie, najlepiej zrobione tuż po kupnie samochodu. W przypadku pojazdów terenowych najlepiej zdemontować część elementów podwozia oraz wydech i pokryć dobrym środkiem antykorozyjnym, a od wewnątrz profile zamknięte zabezpieczyć woskiem lub środkiem olejowym – można tak zrobić, jeśli są wolne od korozji.

W przypadku samochodów osobowych najważniejsza jest ochrona profili zamkniętych oraz miejsc najbardziej narażonych na korozję – np. rantów błotników. Dobra powłoka chroniąca lakier nie zaszkodzi.

Czy gwarancja antykorozyjna uchroni nas przed kłopotami?

Nawet wykonywanie corocznych przeglądów nie zapewnia ochrony gwarancyjnej, gdy pojawi się korozja – producenci często starają się uniknąć odpowiedzialności, twierdząc, że rdza jest efektem zaniedbań eksploatacyjnych bądź uszkodzeń mechanicznych.

Gwarancja na lakier i na perforację to dwie różne rzeczy

Pierwsza najczęściej udzielana jest na 3 lata i obejmuje wszystkie wady lakiernicze, purchle, korozję powierzchniową itp., druga – na 8-12 lat i aby z niej skorzystać, musi dojść do korozji perforacyjnej.

Niestety, znakomita większość reklamacji spełnia kryteria gwarancji na lakier. Kłopot w tym, że problemy korozyjne prawie zawsze występują po upływie 3-4 lat i... nie podlegają świadczeniom ochronnym!

W galerii przedstawiamy 12 modeli aut w których korozja może wystąpić.